![Fot. Flickr / [url=http://bit.ly/1AfSlgV]Sharon Mattheson-McCutcheon[/url] / [url=http://bit.ly/mamadu]CC BY[/url]](https://m.mamadu.pl/1191def8c0d1aaab70ce93e5a43232a6,1500,0,0,0.jpg)
REKLAMA
Wyobraźcie sobie, że wracacie z pracy i są np. dwa obiady, bo jeden już ty zrobiłaś, a drugi twoja urocza połówka po powrocie z pracy. Dzieci mają idealnie wyprasowanie ciuszki – bo dwa razy. Łazienki zawsze są czyste, świeże, pachnące, ponieważ są nieustannie przez którąś z nas les –matek szorowane. Lodówka jest zawsze pełna bo z przyzwyczajenia i obowiązku kobiecego po pracy zrobiło się zakupy. Dzieciaczki kochane mają zawsze odrobione lekcje, nigdy nie znajdziesz w dzienniczku, czerwonym długopisem „ brak zadania domowego z…….!” i jeszcze ten bezczelny wykrzyknik!
Nie wspomnę już o odbieraniu ze szkoły, przedszkola, żłobka, gdy obie urocze panie spotykają się przed wyżej wymienioną szkołą, przedszkolem czy żłobkiem i uśmiechając się do siebie mówią – „ach myślałam, że to moja kolej”.
Wówczas, gdy dziecko kichnie, kaszlnie, zwymiotuje, rozpłacze się w środku nocy to właściwie odbywają się swoistego rodzaju zawody, wyścigi! Która pierwsza wstanie, doleci, zaradzi.
W weekend natomiast istne szaleństwo, ponieważ każda z pań chce zorganizować coś dla pociechy: wyjazd tu, wyjazd tam, wystawa, teatr, kino, rolki tzw. kreatywne spędzanie czasu razem, nie przed TV, czy z laptopem na kolanach czy jedno i drugie…
W weekend natomiast istne szaleństwo, ponieważ każda z pań chce zorganizować coś dla pociechy: wyjazd tu, wyjazd tam, wystawa, teatr, kino, rolki tzw. kreatywne spędzanie czasu razem, nie przed TV, czy z laptopem na kolanach czy jedno i drugie…
Każda z nas uroczych les-matek przez moment doświadcza czegoś niesamowitego, mianowicie, to fenomenalne poczucie, że pralka sama pierze, ubrania same się rozwieszają, po czym znów same wyprasowane lądują poukładane w szafkach. Zmywarka zaś, nie wiadomo czemu jest zawsze pusta, a naczynia już z niej wyciągnięte. Błogie poczucie, że to się samo robi… tylko poczucie, bo oczywiście my to robimy, ale okazuje się, że nie tak często, bo jak zastanie nas – ZROBIONE – to wtedy właśnie jest ten ww. stan, magiczny wręcz, że nie musimy.
A ciuchy! Ach, gdy jesteśmy podobnych gabarytów możemy się nawet wymienia. Kosmetyki, buty, bielizna nikt nam nie powie – „a po co ci tego tyle?”, albo „ tyle tych szmat w szafie masz, a nie masz się w co ubrać?” tak samo w sklepie zaistnieje inna sytuacja, zobaczymy podziw w oczach ukochanej, jak my to umiemy gospodarować pieniędzmi, łowimy wyprzedaże, czujemy nosem przeceny.
Nie chorujemy, znaczy nie symulujemy choroby, byle tylko zamknąć się w sypialni, z dala od krzyków dzieci, zrzędzenia żony, świata. Jak już którąś z nas zwali z nóg choróbsko, to można liczyć, że mamy wszystko pod kontrolą i dalej będzie uprane, dzieci nakarmione, wykąpane, posprzątane itd.
Czy wyobraźnia drogich Pań sięga aż tak dalece, by nie było już takich dni, że nie musimy czegoś mówić 10 razy? Przypominać, dopominać, pamiętać, nadzorować – po prostu zrzędzić - bo tak to jest postrzegane… wypad za miasto z dziećmi i nagle w panice przeszukujemy bagażnik czy nie zapomnieliśmy tego leku dla małego co codziennie musi dostawać?! Ona w tym momencie wysiada i mówi uśmiechając się słodko – już ja spakowałam kochanie.
Kłótnie zaś pewnie zdarzać będą się rzadziej i przebieg miały by delikatniejszy, było by więcej przytuleń, czułości, ocieranych łez, zrozumienia, głaskania … a skoro już tak intymnie się zrobiło drogie Panie i PAANOWIE , to pozwolę sobie zacytować w tym momencie wiersz Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej:
„ I tylko KONI żal” ;)
„ I tylko KONI żal” ;)
Iga Kwietniewska
Czytelniczka
Czytelniczka