REKLAMA
- Mamie Bożenie, która rodziła mnie przywiązana do szpitalnego łóżka pasami, bo z bólu chciała wyskoczyć przez okno (był to poród pośladkowy, szczypcowy, w dodatku bez znieczulenia), a pijany lekarz i równie pijane położne (to był Sylwester 1977 r.) częstowali ją zamiast znieczuleniem, bąbelkami Moskowskoje Igristoje
- Babci Teresie, która oddała mi każdą swoją minutę po to, by w rytmie robionego na drutach swetrzyska albo setnego szalika, paść mnie miłością, dobrem i ciepłem a także najlepszymi na świecie pierogami grzybami i z kapustą
- Babci Lodzi za mocne, przysadziste nogi i zad, dzięki którym łatwo mi się uziemić, nawet w moim dość poplątanym i niełatwym życiu
- Pani Stasi, która trzy lata temu podarowała mi fosforyzujący różaniec z Watykanu i obrazek z Jezusem, który ukazał się św. Faustynie - ten z mieczami świetlnymi, niemal laserowymi z krwawiących rąk z napisem "Jezu ufam Tobie" i nakazała mi codziennie, o 15.00 odmawiać koronkę, bo, jak mawiała: "Agusiu, pamiętaj, niebo otwiera się zawsze o 15.00"
- Moim siostrom ani po mieczu, ani po kądzieli, a po macicy i jajnikach samego Absolutu, jakiejś, kurwa, kosmicznej macierzy - Papis, Balinskiej, Izie i Zych, które nauczyły mnie jak tkać przędzę życia tak by w nią zwabiać najpiękniejsze i najprawdziwsze chwile, momenty, owego życia przepiękne błyski - wtedy, gdy wsłuchujemy się w sam byt Bytu
- Eli, która dała mi pieśni - Jidysh, łemkowskie, huculskie, bułgarskie i ukraińskie, a także staropolskie i sefardyjskie - za to także, że dzięki niej usłyszałam swój piękny, mocny, prawdziwy głos, a zatem dowiedziałam się jak silna jestem, i że w Gułagu bym dzięki nim przeżyła
- Helenie i Milenie, moim najwspanialszym córkom, które swoim przyjściem na świat, raz na zawsze zabiły moją pychę, przez która naraziłam się Bogu i diabli wiedzą komu jeszcze i sprowadziły mnie na dobra Ścieżkę
- Wszystkim tym z Was, które zamiast przez głowę, są w życiu przez Serce
w Dniu a właściwie już Nocy Kobiet DZIĘKUJĘ...
