REKLAMA
Najbardziej brutalna prawda na temat miłości to ta, że chłopaki z Lukullusa czyli wspaniała para (w życiu prywatnym również) warszawskich cukierników, którym niejeden paryski, londyński, czy nawet nowojorski cukiernik mógłby nie tylko buty wiązać, a jeszcze je cukrem z Madagaskaru posypywać stworzyła na Walentynki takie ciastko, że można bez wahania zamienić na nie (nawet jedno!) wszystkie orgazmy świata i francuskie pocałunki, miłości takie a siakie i wszystkie kamasutriańskie pozycje których doświadczyliście w życiu - słonica wsparta na dziobie kolibra, kobra na ogonie smoka, czy też - wielce typowy, europejski na wskroś - lyoński dyliżans, a także świńską łacińską poezję Catullusa oraz pieśni tego urwisa - Safony!
Ciasteczko owo o pięknej nazwie NA GÓRZE RÓŻE naszpikowane jest do granic przyzwoitości malinami i damasceńska różą i wanilia Bourbon i innymi tajnymi składnikami i doprowadza do szału każdy milimetr wyczekującego języka.
Sprawdziłam to rano, kupując je sobie i ukochanemu na walentynkowe śniadanie (dziewczynki na diecie dostały dziś też całe niebo, bo maślane croissanty, które posmarowałam Im następnie oszukanym czekoladowym mazidłem, które robię z kakao, stewii i awokado). Wszyscy byliśmy w siódmym niebie!
A potem był wyjazd z dziećmi do Podkowy do moich najukochańszych Zych i Balińskiej i kawa i strudel z jabłkami, i chałwa i każdą z nas natchnęło, że to święto jest dla nas - dla kobiet, bo to my własnie jesteśmy Miłością tego świata i z naszych ud płynie ta więź, i ten impuls, który wabi do nas niebo i z połączenia nieba i ziemi rodzą się dopiero te małe kijanki, z których kiedyś też będzie się rodzić nowa pieśń stworzenia. Miłość jest z kobiet dla kobiet i o kobietach. Mężczyzna tylko przechwytuje ten impuls i daje się jemu ponieść. I płodzi. I tuli. I z nami rodzi.
A dziś zasypiając, śnijcie nie o niebieskich migdałach, tylko o róży damasceńskiej, malinowych chruśniakach i wanilii Bourbon...
