Szanowna Pani Przeczytałam Pani post na Facebooku i jestem bardzo wdzięczna za pomysł akcji przywracającej autorytet nauczycielom.

REKLAMA
Kilka miesięcy temu zostaliśmy, wraz z synem zmuszeni do opuszczenia szkoły rejonowej z powodu nagonki rodziców. Decyzja była moja, tylko dlatego, że nie miałam już siły walczyć.
Mój syn miał od pierwszej klasy problemy z zachowaniem, ale dzięki wspólnym wysiłkom nauczycieli, cudownie zaangażowanych wychowawców, dyrekcji, psychologów, pedagogów, a przede wszystkim dzięki ścisłej, opartej na szacunku współpracy ze mną udało się poczynić ogromne postępy. Niestety mimo zmian w zachowaniu, Maks był odrzucony przez rówieśników. Rodzice (poza kilkoma chlubnymi wyjątkami) nie pozwalali swoim dzieciom bawić się z synem, nie był zapraszany na urodziny i inne spotkania.
W czwartej klasie Maks popchnął dziewczynkę, która nabiła sobie guza. I zaczęło się - skrzykiwanie się mailowe wszystkich rodziców za moimi plecami, zbieranie od dzieci historyjek o zachowaniu syna, straszenie szkoły telewizją, kuratorium, napaści werbalne mamy popchniętej dziewczynki na mojego syna, gdy był sam w szatni. Moje spotkania z rodzicami omal nie przypłaciłam nerwicą, chcieli usunięcia syna nie tylko z klasy, ale i ze szkoły, bo ich dzieci będą go spotykać na przerwach. Czułam się jak matka seryjnego mordercy, a Maks był kompletnie skołowany.
Tak samo jak wychowawczyni, która miała 30 letnie doświadczenie w pracy z dziećmi, którym mój syn cyt: "do pięt nie dorastał w kwestii złego zachowania" i miała z tymi dziećmi sukcesy wychowawcze. Niestety nie było jej dane odnieść kolejnego sukcesu. Dla niej to była totalna porażka. W rozmowie telefonicznej (dzwoni co jakiś czas pytając o syna) przyznała, że odechciewa jej się pracy, którą kocha i że w życiu nie spotkała tak okrutnych i egoistycznych rodziców.
Maks jest teraz w prywatnej szkole, na którą de facto mnie nie stać, ale w żadnej publicznej nie było miejsca. Tutaj rodzice nie "fikają", są tu dzieci z zespołem Downa, z zespołem Aspergera i nikt nie uważa, że jego dziecko jest pępkiem świata. Bo to chyba jest o tym.
Najbardziej boli to, że nigdy w życiu nie zachowałabym się w taki sposób w stosunku do nikogo. Jako rodzic wspierałabym inną matkę i szkołę w problemie. Próbowałabym dowiedzieć się jak mogę pomóc, widząc samotną matkę płaczącą z bezsilności na spotkaniu.
Tak, dominująca była bezsilność, bo jak wytłumaczyć rozjuszonym rodzicom, że uczą swoje dzieci wykluczania i że nauka bycia z innymi, problemowymi ludźmi jest równie ważna jak umiejętność potęgowania. I że wystarczyłoby zaprosić nas do grupy, bo to permanentne odrzucenie nasilało złe zachowanie syna.
Ja także byłam karana za syna- nie mówiono mi dzień dobry, dzwoniono do mnie z pretensjami, że na koniec trzeciej klasy syn dostał wyróżnienie za zachowanie (mimo, że nie było wzorowe, wychowawczyni chciała go nagrodzić za ewidentne postępy). Kim trzeba być, żeby robić takie rzeczy?
Pozdrawiam serdecznie
Maria
logo

Nauczyciele, Rodzice, Uczniowie - piszcie o swoich doświadczeniach na skrzynkę kontakt@mamadu.pl

Przeczytaj nasze artykuły i przyłącz się do akcji:
Współczuję Wam NAUCZYCIELE

Piszecie: "Jesteś niesprawiedliwa". Nadal uważam, że nauczyciele potrzebują więcej wsparcia niż kiedykolwiek wcześniej

Akcja: Nauczyciel. Powrót autorytetu - Wasze listy i historie