Jak zawsze prawda leży gdzieś pośrodku...
REKLAMA
...bo przypomnijmy sobie naszych nauczycieli sprzed 20-30 lat po uniwersytetach, politechnikach, na które ciężko było się dostać, a ukończenie ich było lekcją życia samą w sobie (sama konieczność odnalezienia się wówczas w świecie uniwersyteckim kształtowało charakter, przebywanie na uczelniach, gdzie studiowali najwięksi, dodawało pokory, ale i wiary że ja też jestem, staram się i potrafię, tak jak oni...)
Dzisiejsi nauczyciele mają ukończone Wyższe Szkoły Pierdzenia, w których wystarczy już nawet nie być, ale tylko zapłacić za zajęcia i dostaje się papierek magistra, krótki kurs pedagogiczny i dalej do szkoły, gdzie mama jest sekretarką, a tata dyrektorem...
Jak mają nas, nauczycieli, szanować inni?
Jak mają nas, nauczycieli, szanować inni?
Sama ukończyłam właśnie takie studia, modną resocjalizację, która potwierdziła jedynie to, że tak jak na początku nic nie umiałam, tak i po ukończeniu nic nie umiem.
Na szczęście na studia podyplomowe trafiłam na UW (przedszkolna i wczesnoszkolna). To tam mnie nauczono, że praca nauczyciela to ciągła praca nad sobą i swoimi niedoskonałościami. Pracuję czwarty rok w przedszkolu z dziećmi, nie starszymi niż 6 lat i o tyle mam szczęście, że nie zdarzyło mi się ocenić dziecka jako złośliwe i aroganckie, dla takich maluchów Pani jest jeszcze kimś ważnym. Co więcej, przedszkole jest w małej miejscowości, więc i rodzice nie mają takiego wielkomiejskiego podejścia - należy mi się... Raczej nastawieni są na współpracę.
Problem, z jakim się borykam jest taki, że w równoległej grupie pracuje Pani, która znęca się psychicznie nad dziećmi. Ja to widzę, ja o tym słyszę, rodzice skarżą się oczywiście nieoficjalną drogą, bo jest to córka dyrektora będącego osobą nadzorującą naszą szkołę i naszą Panią Dyrektor.
Słyszy się o różnych przypadkach zaklejania ust taśmą, przywiązywania do krzeseł - i nie wierzę, że nikt w szkole nie wiedział o praktykach tych nauczycielek. Ale co ja mogę w takiej sytuacji zrobić? Szkoda mi dzieci bo sama jestem matką. Moje zwracanie jej uwagi (gdy pracowałyśmy razem) nie przyniosło efektu, rozmowa z Panią Dyrektor zakończyła się stwierdzeniem, że Pani Dyrektor nic nie może zrobić... i wszyscy poklepują po plecach panią przedszkolankę do momentu, gdy nie zniknie za drzwiami. Chora sytuacja. A w grupie z 25 dzieci zostało 18, a do przedszkola średnio przychodzi 12-10.
Zawsze można powiedzieć, że jest to moja subiektywna ocena i być może ktoś patrząc na moją pracę też powie, że robię coś nie tak - tylko że w mojej grupie jest od początku 24 dzieci nikt się nie wypisał... Może ktoś spotkał się z podobnym problemem i ma jakiś pomysł ...
Czy tylko ja uważam, że nadzór nad nauczycielem-stażystą to jedna wielka bzdura - nie ma czegoś takiego. Lekcje, na których odbywa się wizyta opiekuna są tak zorganizowane, że mogłyby służyć jako podręcznikowe - dzieci grzeczne, Pani zadowolona, uśmiechnięta, wszystko jak spod igły. Opiekun jak chce to zobaczy i wyciągnie wnioski obserwując swojego stażystę w realnych warunkach - ale czy starczy mu odwagi, by głośno powiedzieć o tym, co zauważył? Słyszałam o jednej takiej nauczycielce i jednym takim przypadku. A co z resztą?
pozdrawiam,
Przedszkolanka
Przedszkolanka
Nauczyciele, Rodzice, Uczniowie - piszcie o swoich doświadczeniach na skrzynkę kontakt@mamadu.pl
Przeczytaj nasze artykuły i przyłącz się do akcji:
Współczuję Wam NAUCZYCIELE
Piszecie: "Jesteś niesprawiedliwa". Nadal uważam, że nauczyciele potrzebują więcej wsparcia niż kiedykolwiek wcześniej
Akcja: Nauczyciel. Powrót autorytetu - Wasze listy i historie