REKLAMA
Szanowna Pani Redaktor,
Dzień dobry, jestem uczennicą klasy 1 szkoły ponadgimnazjalnej, dokładniej uczę się w liceum, może to istotne, nie wiem.
Dzień dobry, jestem uczennicą klasy 1 szkoły ponadgimnazjalnej, dokładniej uczę się w liceum, może to istotne, nie wiem.
Przeczytałam Pani artykuł: "Współczuję Wam NAUCZYCIELE" i muszę przyznać, że zarówno podzielam Pani zdanie, jak i tego nie robię.
Problemem, który jako pierwszy nasuwa mi się podczas rozmyślania o Pani artykule, to brak szacunku do nauczycieli. Wydaje mi się, że ciągnie się od najmłodszych lat. Myślę, że podstawą jest nieszanowanie swoich kolegów, wyśmiewanie się z nich, ocenianie. Zaczyna się już w przedszkolach i prawdę mówiąc - nie wiem skąd się to bierze, może to natura ludzka? A może podsłuchujemy plotek naszych rodziców, a potem sami chcemy być tacy jak oni, naprawdę nie wiem, postaram się to zmienić ;)
Jednak prawdziwy problem zaczyna się od szkoły gimnazjalnej, proszę mi wierzyć - niewielu z nas - nastolatków - wspomina ten okres dobrze. To prawdziwa katorga, chociaż najpewniej trochę to wyolbrzymiam. Głównym aspektem są zarówno te mocniejsze charaktery, jak i te słabsze, które - krótko mówiąc- pozwalają się zdominować. Osoby silniejsze chcą zarządzać, często są słabe z jakiegoś przedmiotu, ich kontakt z rodzicami nie jest zadowalający, itd., więc w jakiś sposób wyżywają się, pokazują swoją siłę poprzez tłamszenie poszczególnych jednostek.
Problem z osobami, które pozwalają sobie na takie traktowanie jest chyba taki, że nikt nie stara się im wpoić, że postawienie się nie będzie wcale takim złym czynem- oczywiście w granicach rozsądku. Każdy mówi: "nie przejmuj się", "głupszym się ustępuje", a to wcale nie załatwia problemu, raczej go pogłębia. Chodzimy nabuzowani, często przestraszeni, bo o ile swoim zachowaniem chcemy udowodnić, że jesteśmy już bardzo dojrzali i wszystko nam wolno, to w gruncie rzeczy wciąż pozostajemy dziećmi, które warto- jeszcze przez momencik- prowadzić za rączkę.
W takiej sytuacji szuka się jakiejkolwiek formy relaksu, czasem osób, które można wyśmiać, ale nie w twarz, najlepiej gdzieś za plecami, żeby tylko nigdy się o tym nie dowiedziały. Idealnymi kandydatami są niestety nauczyciele, większości nadajemy przezwiska, często komentujemy ich zachowania, a oni- nawet jeżeli domyślają się, że np. nie pałamy do nich sympatią- nie reagują.
Kolejnym aspektem, który Pani poruszyła, jest nastawienie rodziców. Z tym faktycznie zgadzam się w 100%, ten problem istnieje w każdej szkole, w każdej klasie i na każdym etapie nauczania. Nie mówię, że wszyscy tacy są - znowu to odrębne jednostki, które jednak i tak podnoszą ciśnienie - relacje mojej mamy po niektórych zebraniach - dla mnie - są w sumie zabawne. Mama opowiada mi: "a ta matka tego JakMuTam to jakaś wariatka, zadaje takie głupie pytania, tak się na wszystko rzuca".
Wychowawca podaje najważniejsze informacje i sam prawdopodobnie chce zakończyć spotkanie jak najszybciej, bo najczęściej ma rodzinę, ma inne obowiązki, a tu pojawiają się takie kwiatki i musi dłużej zostać, bo nawet nie ma odwagi lub tupetu, żeby powiedzieć komuś, że pytania są zbędne, że problem, który wg rodzica jest ogromny, to małe, nic nieznaczące ziarenko. Myślę, że gdyby pozwolono nauczycielom na hamowanie rodziców, kilka spraw uległoby znacznej poprawie, jak np. komunikacja.
Swoją drogą,w mediach przedstawia się tylko negatywne zachowania nauczycieli, ale z drugiej strony, czy to faktycznie jest takie istotne? Moim zdaniem, najważniejsze jest mieć swój pogląd wyrobiony tylko i wyłącznie na własnych doświadczeniach, a media mogą być jedynie dodatkiem, takim elementem, który pokazuje nam, że nie wszędzie dzieje się dobrze. Oczywiście biorę pod uwagę funkcję, jaką one pełnią i zauważam, jak to się wzajemnie wyklucza. Niemniej jednak, nie zauważyłam, aby społeczeństwo patrzyło na uczących nas ludzi tylko przez pryzmat tych złych zdarzeń.
Ale, napisałam do Pani w konkretnym celu, o którym w końcu zapomniałam! Chodzi mi o szacunek nauczycieli względem uczniów, bo to również- niestety- kłopotliwa sprawa. Ostatnio powiedziałam do kogoś takie zdanie: "Dopóki nauczyciel na ciebie nie krzyczy, nie pluje i cię nie bije, nie mów, że nie ma do ciebie szacunku." Prawdę mówiąc, na ten krzyk my- uczniowie, często przymykamy oko.
Rozumiemy, że zachowywaliśmy się w taki sposób, że nauczyciel podniósł na nas głos, bo to jeden z prostszych sposobów na zapanowanie nad grupą. Nie mamy pretensji, nie latamy do dyrektorów, rozumiemy. Często jednak nikt nie rozumie nas. I ja naprawdę nie chcę teraz narzekać, nie dzieje mi się krzywda, wiem, że w prawdziwym życiu, w przyszłości najprawdopodobniej nikt nie będzie głaskał mnie po głowie i się nade mną litował- rozumiem.
Ale my wkraczamy powoli w dorosłość, zaczynamy podejmować decyzję, wyłapywać, co wypada nam robić, a czego nie. Tu już nie chodzi o zwykły podział na dobre i złe, tylko coś więcej, potrzebę zatrzymania się i wyboru. W naszych głowach panuje totalny chaos, ciężko nam w ogóle połapać się w tym wszystkim, nagle zastanawiamy się nad tym, czy wybraliśmy dobrą szkołę, czy wybraliśmy odpowiedni profil, w ogóle, co moim zdaniem dosyć abstrakcyjne, zastanawiamy się- już w wieku 16-18 lat, czy w przyszłości znajdziemy pracę i czy uda nam się utrzymać rodzinę, znowu wypływa kwestia matury, czy już na tym etapie jesteśmy jako tako dobrze przygotowani, czy mamy zaległości, a przecież dzieje się normalne życie- sprawdziany, odpytywanie, tego jest mnóstwo.
I wcale nie mówię, że to źle i wcale nie twierdzę, że to trzeba koniecznie zmienić. Ale chcemy czuć wyrozumiałość, chcemy mieć pewność, że kiedy będziemy mieć gorszy dzień czy nawet tydzień- a proszę mi wierzyć, one zdarzają się bardzo często- nie będziemy piętnowani za to, że się nie nauczyliśmy. Że ktoś nam powie: "dlaczego nie szanujesz mojej pracy i się nie nauczyłeś, teraz MUSZĘ zrobić kolejną wersję sprawdzianu, żebyś ty mógł łaskawie go poprawić".
Z całym szacunkiem, ale taki zawód. Co więcej, jakieś głupie uwagi puszczane na forum klasy najczęściej są odbierane jako żarty i też mają taki wydźwięk- to jest "spoko". To też swego rodzaju nawiązywanie kontaktu i może nawet zaufania z uczniem. Gorzej, kiedy celem nauczyciela jest ewidentne dopieczenie uczniowi, nie mówię o znęcaniu się psychicznym, fizycznego w ogóle nie poruszam, ale o takie docinki. Często skutkiem jest np. stres podczas odpowiedzi, który się potem kumuluje i potrafi zepsuć humor, niekiedy nawet pogorszyć samoocenę.
Mam nadzieję, że chociaż w małym stopniu zrozumie Pani, co chciałam przekazać. :)
Pozdrawiam,
Natalia Górka
Natalia Górka
Nauczyciele, Rodzice, Uczniowie - piszcie o swoich doświadczeniach na skrzynkę kontakt@mamadu.pl
Przeczytaj nasze artykuły i przyłącz się do akcji:
Współczuję Wam NAUCZYCIELE
Piszecie: "Jesteś niesprawiedliwa". Nadal uważam, że nauczyciele potrzebują więcej wsparcia niż kiedykolwiek wcześniej
Akcja: Nauczyciel. Powrót autorytetu - Wasze listy i historie