Anatomia dupka. Czy możemy przestać być dla siebie i innych tacy okropni?!

Fot. Flickr/[url=https://www.flickr.com/photos/scobleizer/2341035218/]Robert Scoblec[/url] / [url=http://bit.ly/mamadu]CC BY[/url]
Fot. Flickr/Robert Scoblec / CC BY
Marudzenie, psioczenie, awantury, żale. Boże, ludzie. Czy my w ogóle siebie słyszymy? Tego nie da się znieść.


Nie, że jestem sędzią ludzkości (bywałam nie lepsza), ale wystarczy, że człowiek pojedzie do innego kraju, spotka się z uprzejmością innych, zobaczy radość ich życia, energię, serdeczność, nasiąknie tym wszystkim i… wróci tutaj. Groza. Jad zalewa rzeczywistość.


Czy musimy mieć do wszystkich pretensje?
Musimy się czepiać?

Taki oto zwyczajny dzień Matki Polki. Matka Polka w sytuacji luksusowej, bo chwilowo bez potomka, bez męża, bez prania, sprzątania, gotowania. Więc kobieta zen, słowo daję.

Poranek – awantura sąsiedzka (czyli o Pani Dupek nr 1)

O siódmej rano SMS od zaaferowanej L., sąsiadki: „Słyszałaś?! To jest bezczelność! Wrzeszczeli do nocy". Nic nie słyszałam, na miłość boską, oglądałam film, a potem spałam. Ale L. wie, że tamci narozrabiali. Trzeba im pokazać. Tamci to młode małżeństwo, wczoraj chyba mieli gości. L. tego nie cierpi. Twierdzi np. że jej stukają obcasami po głowie (hmm.) Nie jest im dłużna. O czwartej nad ranem schodzi na dół i dzwoni do Tamtych domofonem. Niech zobaczą jak to jest nie spać.

Takich przykładów pozytywnego „sąsiedztwa" znam mnóstwo. Przyjaciółkę przez wizjer śledzi sąsiadka. Na znajomą parę (akurat robią remont) czekają liściki w drzwiach: „Jak będziesz tak stukać, to ja stuknę ciebie raz, a dobrze". A Włosi, np. robią sobie imprezy do trzeciej nad ranem, tańczą na tarasie, śpiewają i żaden sąsiad nie wzywa policji (choć jutro rano wszyscy idą do pracy).


Czy L. i jej podobni nie boją się, ze zaleją się własnym jadem? Ja bym się bała.

Ciąg dalszy poranka – korek ( czyli państwo Dupkowie nr 2)

Wrzaski, krzyki, trąbienia, pukanie się w czoło. „Ty głupia piz…." „Ty debilu". „Gdzie pani parkuje?! Ślepa?" wrzeszczy jakiś Pan Przystojny. Prycha, chrząka. Ostatnio jeździłam z bliską mi osobą. Po dziesięciu minutach jazdy chciałam wysiąść. Byłam ledwo ciepła. Miła muzyka, rozmowa, a Osoba nagle wrzask: „Jak jedziesz baranie!!!!!!!!"". Ja? Przecież ja tu sobie siedzę cichutko, a adresat ataku i tak niczego nie słyszy. To po co katować współpasażera?

No i policja. Stoją za krzakami, szczęśliwi, że udało im się kogoś złapać. Będzie mandacik. Tariraram. I złowieszcze miny jakby człowiek dokonał co najmniej podwójnego morderstwa, a nie przekroczył trochę prędkość.

Przedpołudnie – internecik (czyli społeczeństwo Dupków)

Wystarczy odpalić net, aby w trymiga wylądować na planecie Frustra. Hejt hejta hejtem pogania. Okazuje się, że na wszystkich i na wszystko. Ten świnia, że umarł, a miał kasę, ta wstrętna, bo jest blondynką, ta coś źle powiedziała, tamta ma za duże cycki. Rany… doczołgujesz się do popołudnia kompletnie wyprana/wyprany z energii. Jakby nie można było cieszyć się, że ktoś jest blondynką, mieć współczucie, że ktoś umarł, i olewać, że coś źle powiedział. Że Ci ludzie nie zatrują się własnymi toksynami. Zadziwiające.

Popołudnie– lekarz (chorzy, a jednak bez zmian)

O, kolejki do lekarzy, poczekalnie to prawdziwa kraina Życzliwości. „Pani się wepchała", „Pan się wepchał". „Ja tu stałam, spieszę się". „Nie, ja tu stałem, jestem stary". No i panie, które ze szczegółami opowiadają sobie o dolegliwościach. Godzinka w takim miejscu i nagle zdrowieję. „Uciekać" krzyczy wszystko we mnie.

Wieczorem – (przed)nocne Polaków rozmowy

„U mnie to beznadzieja, w robocie dno". „Przytyłam, masakra", „A ta moja szefowa", „A to moje dziecko…". „Mam za grube kostki", „Brzydkie kolana", „Nie mam pieniędzy" słyszę zewsząd. Na pytanie „jak się czuję" mówię: „Super". Przyjaciółka patrzy podejrzliwie: „Na pewno zaraz Ci przejdzie. Co jest w końcu takie super? Bądź realistką".

Czy ja naprawdę jeszcze nie tak dawno byłam wśród pozytywnych ludzi, którzy w niedzielę tańczą na plaży, bo gra fajny zespół. Grubi, chudzi, starzy, młodzi. Nikt na nikogo nie patrzy, bo każdy się po prostu bawi.
Czy byłam na kolacji, u ludzi, którzy nie mają pieniędzy, ona ma raka, a rozmawialiśmy tylko o fajnych rzeczach. Policja miła, w sklepie się uśmiechałam. Obcy ludzie są serdeczni.
Czy naprawdę byłam do życia pozytywnie nastawiona?

Hejt i frustra są strasznie zaraźliwe. Kurczowo trzymam się po dobrej stronie mocy, ale czuję, że jeszcze trochę i wrócę do dawnej siebie. Pomarudzę, pokrzyczę w samochodzie, ponarzekam jaka jestem nieatrakcyjna i mam duże uda.

I będę już w domu. Wśród swoich :).

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
0 0Syndrom końca wakacji daje wam w kość? Oto 5 taktyk na przetrwanie
0 0USG połówkowe jest najważniejszym badaniem w ciąży. Zobacz, czego możesz się dowiedzieć