Rodzice. Opiekujmy się nimi i pozwólmy się im starzeć

Fot. Flickr/[url=https://www.flickr.com/photos/swambo/15719391765/]Travis Swan[/url] / [url=http://bit.ly/CC-BY-SA-2]CC BY-SA[/url]
Fot. Flickr/Travis Swan / CC BY-SA
Moi bezdzietni znajomi często śmieją się: „Tylko po tym jak rosną wasze dzieci widzimy, że czas mija". Zawsze wtedy myślę, że ja widzę przemijanie po rodzicach. Rodzicach przyjaciół, znajomych i swoich.


Pamiętam taką scenę, kilkanaście lat temu. Byłam jeszcze zbuntowaną (prawie) nastolatką. Moja Babcia zarządziła przedświąteczne porządki. Szorowała framugę okna przez dwie godziny (!), biegała ze ścierką, szufelką, szczotką, choć dom lśnił.
„Czy ona zwariowała?!" szepnęłam do mamy.
„Nie, ona już jest starsza. Ma swoje przyzwyczajenia. Z wiekiem jej się nasiliły. Kocha porządek. Odpuść, po co złość, Babcia wieczorem usiądzie szczęśliwa w fotelu, że ma czysto. A my jej w tym pomożemy". Prychnęłam ze złością. Co to za dziwactwa staruszki! Dziś, po latach, wiem, że to moja mama była mądra, a szorowanie czystego i tak domu było jej wyrazem miłości do matki. Zgody na to, że jest jaka jest. Obsesja sprzątania zamieniła się w mega obsesję.


Że to właśnie możemy zrobić dla swoich rodziców, pomóc im się starzeć. Zrezygnować z buntu, fochów, przewracanie oczami. Godzić się na różne przyzwyczajenia, które z wiekiem się nasilają.

Miałam napisać tekst o tym czego nie mówimy rodzicom. Ot, zabawny tekścik o tym co dorośli ludzie ukrywają przed starszymi. Ale przyjaciółka wyznała: „ Nie mówię mojej mamie, że widzę jak się starzeje. Ona pyta: wyglądam na swój wiek? A ja mówię: w życiu. Chociaż wygląda. I z każdym rokiem widzę to bardziej." Inna powiedziała: „Nie mówię mamie, że po prostu boję się zostawiać ją samą z młodszą córką, dwulatką. Bo mama nie nadąża, ma problemy z oczami, nie może się schylać. A z tak małym dzieckiem wystarczy sekunda nieuwagi".

Kiedyś bardzo dobra psycholog powiedziała mi, że nasze „zdrowe" relacje z rodzicami można podzielić na cztery etapy: w pierwszym jesteśmy dziećmi, a oni o nas decydują, w drugim ich nie znosimy i rozliczamy z tego, czego nam nie dali. W trzecim godzimy się z tym i jesteśmy w stanie budować z nimi relacje mniej lub bardziej partnerskie. W czwartym– zamieniamy się rolami. To my się nimi opiekujemy. To są etapy w relacji przeciętny rodzic– przeciętne dziecko. Nie mówię o sytuacji, gdy doświadczaliśmy strasznej traumy i więź z rodzicami jest kompletnie zaburzona.


„Opiekowanie się" rodzicami sprawia, że w końcu musimy dorosnąć.

Znałam kobietę, której całej życie było buntem przeciwko matce, bardzo silnej i despotycznej osobie. Z wiekiem matka łagodniała, miała coraz mniej pretensji, moja znajoma była wobec tego kompletnie bezradna. Nie musiała już walczyć z matką, ale zupełnie nie wiedziała kim jest i czego chce. „Moja mama zwariowała" zwierzała się. „Zwariowała" czyli przestała osaczać, krytykować, decydować.

Matka innej znajomej przestała z córką rywalizować. Walczyć z nią o kobiecość. „Nie zakładaj tej sukienki, masz za grube nogi" mówiła przez lata szczupłej dziewczynie. Tylko dlatego, że sama przytyła i już nie była „rozwalaczką serc", którą stała się jej córka. Więc córka głodziła się, uwodziła kolejnych mężczyzn, żeby udowodnić matce, że nie ma za grubych nóg i potrafi się podobać. Ale w miarę upływu czasu matka godziła się, że już nie jest piękna. A moja znajoma zrozumiała, że całe jej życie było walką przeciwko matce. A sama ma nagle 37 lat, kilkudziesięciu kochanków na koncie i żadnego wieloletniego związku. Bo każdego mężczyznę w końcu rzucała. Kolejny przecież musiał udowadniać, że nie ma za grubych nóg.

Moje całe życie to rywalizacja z ojcem. W różnych sferach życia. Ambicji, kobiecości, sportu, budowania relacji. Ale tata ciężko zachorował i kompletnie się zmienił. Mówi: akceptuję Cię, jesteś wspaniała, mądra, takie fajne życie udało Ci się zbudować, chcę Ci zostawić wszystko, kocham, jesteś piękna.

Nie ma już o co, i z kim walczyć. Ani niczego udowadniać. Wymagający mężczyzna staje dzieckiem, który potrzebuje twojej miłości. Tak jak wielu starzejących rodziców staje się dziećmi. I potrzebuje miłości, i opieki swoich dzieci.

I to jest taki moment na dojrzałość. Pytanie czy jesteśmy na to gotowi. Dawny znajomy został porzucony przez ojca. Przeszedł ileś terapii. Wyrósł na ambitnego i silnego faceta. Ojciec umierał na raka. Dzwonił do znajomego wiele razy. Przepraszał. Prosił, żeby tamten przyjechał.
– Nie przyjadę– mówił znajomy. Nie, nie, nie. Ojciec w końcu umarł. Ale ten brak przebaczenia widziałam w całym życiu tego mężczyzny. W podejściu do ludzi, świata.

Ale możemy wybierać jak chcemy żyć. I jak chcemy reagować na przemijanie rodziców.

Moja przyjaciółka powiedziała dziś: „Im moja mama jest starsza tym ma większą obsesję opalania. Już jej nie tłumaczę, że to złe. Pozwalam, aby opalała się ile chce. Nie gderam, nie zrzędzę".

Coraz większa słabość naszych rodziców budzi lęk. Jest zapowiedzią zmian, samotności. Naszej. Możemy przed tym uciekać, nie chcieć się z tym konfrontować, ale możemy dzięki temu poczuć siłę, moc. I możemy pięknie pomóc im przechodzić na TAMTĄ stronę, stronę starości. Gdzie kiedyś też będziemy.

„Mamo, jesteś taka piękna. Nie wierzę, że możesz kiedyś mieć pomarszczoną twarz" mówi mój syn.
A ja pamiętam, gdy w jego wieku ( 9 lat) zachwycona patrzyłam na moją mamę, która szykowała się do pracy.
„Jesteś taka piękna. Nie wierzę, że kiedyś możesz mieć pomarszczoną twarz" powiedziałam. „Ja też nie wierzę" uśmiechnęła się.

Nikt w nas nie wierzy we własną starość, prawda?
Pozwólmy naszym bliskim przeżywać ją pięknie. Otoczmy ich miłością.
Bez względu na przeszłość.
Nas kiedyś może też ktoś otoczy miłością – bez względu na to jacy dziś jesteśmy. I jakie błędy popełniamy.

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
0 0Syndrom końca wakacji daje wam w kość? Oto 5 taktyk na przetrwanie
0 0USG połówkowe jest najważniejszym badaniem w ciąży. Zobacz, czego możesz się dowiedzieć