Czym jest miłość? To dobry seks i haj. Nie ma znaczenia, że na chwilę

Żyjemy lekko i nieodpowiedzialnie. Wciskamy się w cudze związki, bo przecież to nie nasza wina, nie my zdradzamy. Miłością nazywamy zauroczenia, „ochy" i „achy". Rozdajemy swoje ciała, dusze, i słowa, które – często nie mają żadnej wartości. Ale za takie życie płaci się cenę.


Lubimy słowa. Potwierdzają ważność naszego kruchego ego. Wszystkie: „zwariowałem/am na twoim punkcie", „szaleję", „uwielbiam", „tęsknię". „kocham", „jesteś dla mnie najlepsza/najlepszy". To wersja dla bardziej egzaltowanych. Dla mniej: „jesteś ważna", „czuję się za ciebie odpowiedzialny/odpowiedzialna". Każdy z nas ma zachowane pewnie setki takich wiadomości. Zapisanych na karteczkach, pozostawionych w mailu, na fejsie. Gwarancja i dowód naszej „zajebistości". Oj co tam, że często na chwilę.


Większość z nas lubi też haj. Trudno dziś żyć bez haju. A staje się nim wszystko: praca, podróże, liczne grono znajomych, kolejni partnerzy czy mega intensywne związki, które sobie fundujemy. Oczywiście alkohol (dla niektórych), oczywiście seks i życie pt. „Chcę wszystko, k…., teraz!". Miłości też chcę teraz. Nawet jak ten ktoś kogoś ma; nawet, jeśli ja kogoś mam.

Lubię intensywne życie, moje przyjaciółki (w większości) też je lubią. Trzydzieści pięć plus. Czasem więcej, czasem znacznie mniej. Mało stabilnych związków, większość po przejściach.
Dlatego nigdy nie uważałam ICH za idealną parę. Za mało było u nich słów, za mało przytulania, chemii widocznej dla innych (której przecież czasem zazdrościmy – „wow, jak oni się przytulają, jak do siebie miło szepczą, jakby poznali się wczoraj").


Oni. Ładni, mądrzy. On historyk, ona pedagog. Kocham jej filigranową figurę i jego umysł. To przyjaciele Taty mojego Syna. Inny niż mój świat. Ona ma rodziców, którzy do tej pory są razem i wciąż się bardzo kochają, on też miał takich rodziców. Tyle, że tata już nie żyje. A mama na pytanie: „Dlaczego kogoś nie znajdziesz?" odpowiada: „Bo ja już przeżyłam swoją wielką miłość".

„Oni się rozstaną" mówiłam o NICH 14 lat temu Tacie mojego Syna. Pani Wszechwiedząca, Pani Psycholog, Pani Intuicja.
„Dlaczego tak myślisz?" pytał TMS (Tata Mojego Syna).

Byliśmy młodzi, na wakacjach pod namiotem, każdy z nas przeżywał wielkie zauroczenia, uprawialiśmy seks w publicznych toaletach, i w lesie. Szeptaliśmy sobie „kocham", „na zawsze", piliśmy ogromne ilości alkoholu. Kilka wczesnostudenckich par. Namiętność rozwalała przestrzeń. Ale nie w ich związku. Oni byli inni. Stonowani. „Tam nie ma chemii" wyrokowałam, Pani Mądrala.

„Oni razem będą, zobaczysz. Tam jest więź" mówił TMS.

Mijały lata, niektóre nasze młodzieńcze związki się rozwalały, w innych pojawiały się dzieci i zamiast „kocham" i seksu w lesie było: „Kochanie, czy możesz to ogarnąć?".
Wczoraj znów IM się przyglądałam. I zauważyłam rzeczy, których wiele lat wcześniej nie dostrzegałam:
– że on pod stołem stopą dotyka jej stopy
– że stoi dla niej po piwo w ogromnej kolejce, a gdy ona mówi: „Ej, usiądź, ja postoję", on protestuje: „Posiedź, porozmawiaj, luz".
– że ona wciąż jęczy; „czy ty musisz tyle palić", gasi mu te papierosy. I wykupiła mu jakąś nowoczesną terapię antynikotynową
– że gdy ona opowiada o mamie chorej na raka to on patrzy na nią bardzo uważnie i mówi: „Poradzimy sobie z tym".
– że codziennie wozi ją i zawozi do szpitala.
– że ona dzisiaj – przed imprezą – wstała wcześniej, żeby zrobić ogromne zakupy i upiec mu jego, ukochanego, kurczaka.

W tym samym czasie słuchałam (telefonicznie/ SMS-owo) historii moich przyjaciółek.
1. Jakiś X. wyznał „zakochałem się", a potem zniknął na wakacjach z żoną.
2. Jakiś Z. mówił tydzień temu„Czuję się za ciebie odpowiedzialny", a dziś wyznał „Nie muszę być za nikogo odpowiedzialny".
3. Jakiś Y mówił: „kocham, umieram dla ciebie". Tyle, że w tym czasie mówił to samo innej.
4. Jakaś M rzuciła męża dla tego, który był jednym wielkim „achem" i dużo rozrywek zapewniał, ale już gorzej szło mu wspieranie i po prostu bycie, więc M. teraz bardzo płacze za swoją przeszłością.

Tak, kochamy słowa. Dla słów czy haju pakujemy się w kolejne gówno.
Bo wygląda z daleka tak pięknie, tak kolorowo. Jak kolorowe drinki, nasza ekscytująca praca i wszystkie cholerne emocje, których tak szukamy.

Wszystko co zapełnia naszą pustkę, karmi to nasze kruche ego.

Co z tego, że słowa mają się nijak do rzeczywistości. Albo rzeczywistość trwa tylko chwilę, a haj pozostawia po sobie pustkę i upokorzenie.

Co z tego, prawda? Fajnie mieć kolorowe życie. ONI może go nie mają. Mają za to kłótnie o papierosy, mieszkanie, syna i niedzielnego kurczaka, którego on tak lubi.

Mają za to siebie.
Kolejny rok.

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
0 0Syndrom końca wakacji daje wam w kość? Oto 5 taktyk na przetrwanie
0 0USG połówkowe jest najważniejszym badaniem w ciąży. Zobacz, czego możesz się dowiedzieć