![Fot. Flickr / [url=https://www.flickr.com/photos/pipiten/2503747029]Pedro Ignacio Guridi[/url] / [url=https://creativecommons.org/licenses/by-sa/2.0/]CC BY-SA[/url]](https://m.mamadu.pl/7f0e3eeff0012339946a364ce67e08de,1500,0,0,0.jpg)
Wszyscy lubimy myśleć, że jesteśmy dobrzy, uczciwi, kochani. Skoro wszyscy tacy jesteśmy to właściwie dlaczego ludzie tak bardzo cierpią przez innych ludzi, dlaczego czują się zawiedzeni? I nic nawet w tym złego, że rozczarowujemy innych. Ważne, żebyśmy potrafili przepraszać. Umiecie przepraszać?
REKLAMA
Kiedyś przeczytałam, że nie ma większej nienawiści od tej, którą czuje mąż do żony, którą zostawił. I silniejszej od tej, którą kobieta do mężczyzny, którego zostawiła. Że najmocniej nienawidzimy tych, których zraniliśmy. Swoich przyjaciół, znajomych, pracowników. To nam pomaga, bo trochę zagłusza wyrzuty sumienia. Zraniłem ją/jego, bo naprawdę zasługiwał (a). Przecież jest taki straszny/ straszna. To nie moja wina tylko jej/ jego.
Nie jestem wyjątkiem. Lubię patrzeć w lustro i myśleć: „O wow, jaka jestem dobra, jaka wrażliwa, jak bardzo potrafię się poświęcić dla kogoś". No doprawdy, jestem taka kochana, że można zwymiotować.
Ale różne historie świadczą o nas. Różni ludzi, których zostawiliśmy pogruchotanych czy to w życiu zawodowym, czy prywatnym. Każdy z nas ma takie historie, nie każdy tylko umie zobaczyć takiego siebie i uczciwie stwierdzić: tak, mam w sobie tę część. Tę egoistyczną/ egocentryczną/ narcystyczną/ tę, która myśli: chcę, żeby było mi dobrze. Mnie. Dla mnie.
- ilu szefów powinno przestać bredzić, że są tacy ludzcy? Powinni spojrzeć w lustro i powiedzieć: gówno, a nie jestem ludzki. Używam ludzi, manipuluję nimi, szastam nimi, zaharowuję ich. Zależy mi na biznesie, na swoim sukcesie. To chociaż będzie uczciwie. A potem, drogi szefie pomyśl ile Ty zarabiasz, a ile zarabiają Twoi ludzie. Tak, żebyś przestał gadać głupoty, że jest tak ciężko i nie ma na podwyżki.
– ilu mężów powinno stwierdzić: jestem naprawdę beznadziejny. Bo ( do wyboru, do koloru): nie sypiam z nią, nie daję wsparcia, kasy, nie opiekuję się dziećmi.
– ile żon mogłoby spojrzeć w lustro i wyznać uczciwie: jestem beznadziejna, krzywdzę go, zawodzę. Zamiast snuć swoje teorie: „Bo on jest nie taki".
– ilu pracowników powinno zobaczyć, że jednak nawala czasem z pracą. Więc co się dziwić, że nie awansują akurat ich.
– i w końcu ilu „przyjaciół" powinno zobaczyć, że wcale nie są przyjaciółmi. Bo obgadują, ranią i zawodzą.
Lubię moją przyjaciółkę psycholog (tak, znów o niej), bo zawsze powtarza, że człowiek ma w sobie dobrą i złą część. Że tylko jeśli to zaakceptujemy, będziemy sobą naprawdę. Bez wybielania. Lubię ten świat po środku. Kiedyś na jednym z warsztatów robiłam takie ćwiczenie. „Czasem jestem dobra, czasem zła". „Czasem cierpliwa, a czasem nie". Chodziło o to, żeby każdy zaakceptował swój „cień"– czyli tę niekoniecznie dobrą część. Bo tylko wtedy można nad sobą pracować. I przepraszać.
Czasem zostawieni przez nas ludzie niczego nie potrzebują, jak naszego „przepraszam". Nawet jak nas odrzucą będą czuli ulgę, że prosimy ich o wybaczenie, że czujemy się winni.
Przepraszajcie więc rodzice, byli i obecni przyjaciele, byli i obecni kochankowie, szefowie i wszyscy, którzy gdzieś noszą w sobie poczucie winy. I wiedzą, że naprawdę gdzieś zawiedli.
Uwierzcie, ta druga strona bardzo tego potrzebuje. Nawet jeśli głośno mówi, że Was nienawidzi, nawet jeśli walczy z wami w sądzie, wykasowała numer telefonu i zrobiła milion ruchów, które tylko świadczą o tym, jak jest jej źle z tą sytuację. Wyciągnijcie rękę, przeproście.
Uwierzcie, ta druga strona bardzo tego potrzebuje. Nawet jeśli głośno mówi, że Was nienawidzi, nawet jeśli walczy z wami w sądzie, wykasowała numer telefonu i zrobiła milion ruchów, które tylko świadczą o tym, jak jest jej źle z tą sytuację. Wyciągnijcie rękę, przeproście.
Ja bardzo przepraszam wszystkie przyjaciółki, które rozczarowałam.
Przepraszam mężczyzn, których nie rozumiałam i których porzucałam, bo raz mnie zawiedli. Przepraszam, że tak rzadko umiem przebaczać. Będę się starać. I przepraszam M. , bo dzięki niej powstał ten tekst. Ja – Pani Dobra– uciekłam kiedyś przed jej cierpieniem. A ona napisała: „Cieszę się, że się odezwałaś, bądź".
Przepraszam mężczyzn, których nie rozumiałam i których porzucałam, bo raz mnie zawiedli. Przepraszam, że tak rzadko umiem przebaczać. Będę się starać. I przepraszam M. , bo dzięki niej powstał ten tekst. Ja – Pani Dobra– uciekłam kiedyś przed jej cierpieniem. A ona napisała: „Cieszę się, że się odezwałaś, bądź".
Przepraszanie przynosi mega ulgę. Czyści każdy konflikt. Pozwala na przebaczenie i zamykanie pewnych spraw. Proszę, niech psychologia nie uczy nas przebaczania i załatwiania spraw tylko ze sobą. Niech uczy ludzi, którzy zawodzą do przyznania się: „nawaliłem".
Świat byłby lepszy. A my szczęśliwsi.
Świat byłby lepszy. A my szczęśliwsi.
