Fot. Pixabay / [url=http://pixabay.com/en/girl-sad-crying-raining-rain-drops-690327/]Unsplash[/url] / [url=http://pixabay.com/en/service/terms/#download_terms]CC0 Public Domain[/url]
Fot. Pixabay / [url=http://pixabay.com/en/girl-sad-crying-raining-rain-drops-690327/]Unsplash[/url] / [url=http://pixabay.com/en/service/terms/#download_terms]CC0 Public Domain[/url]

Przeżywać cierpienie. Ból. Kto z nas to dzisiaj potrafi? Jesteśmy za to mistrzami ucieczek: w alkohol, pracę, seks, kolejny związek. Świat pseudo silnych. Ludzi gardzących słabością. A potem byle podmuch potrafi zmieść nas z powierzchni ziemi.

REKLAMA
Wczoraj dzwoni do mnie przyjaciel.
– Co u Ciebie?– pytam.
– Świetnie– odpowiada.
– Myślisz jeszcze o Ance?
– W życiu, przecież to idiotka, ale wiesz podpisałem świetny kontrakt.
Mój przyjaciel to człowiek sukcesu. „Przecież nie będę cierpiał z powodu dziwki" żachnął się. „Gardzę słabością" powtarza często. Znamy się 15 lat. Nigdy nie widziałam go płaczącego. Nigdy nie powiedział: „Źle mi". Z Anką planował ślub i życie. Zostawiła go dla innego.
Wiem nawet skąd mu się to wzięło. Matka często powtarzała: „Musisz być silny", „Słabość to żałość", „Do przodu, do przodu". I on tak żyje od lat. Ma tylko za wysokie ciśnienie, częste bóle głowy i łatwo wpada w złość. Bardzo też nie lubi ludzi: „Zobacz, co to za idioci" powtarza. Aha, i jeszcze codziennie wieczorem wypija butelkę wina. „Nie jestem alkoholikiem, co ty, zwariowałaś!" oburza się.
logo
Fot. Flickr / [url=https://www.flickr.com/photos/v1ctor/8325573561]Victor[/url] / [url=https://creativecommons.org/licenses/by/2.0/]CC BY[/url]
Mam też koleżanką. Pani Dzielna. Perfekcjonistka. „Nic się nie stało" mówiła, gdy zostawił ją po 10 latach narzeczony. „Nic się nie stało" powtarzała, gdy po 10 latach ciężkiej pracy szefowa awansowała kogoś innego. I „ nic się nie stało", gdy jej idealny tata zostawił z dnia rodzinę dla młodszej kobiety. „Jest wolny" tłumaczyła. A potem – z dnia na dzień wylądowała w szpitalu z diagnozą: ostry epizod psychotyczny. A ja nie mogłam uwierzyć, że jak to ona? Taka silna.
Ilu każdy z nas zna takich ludzi? Dla których najważniejsze słowa to: „sukces", „siła" i „kontrola". Część z nich, tak właśnie dobiega do starości, część rozpada się gdzieś po drodze.
Dzieci silnych rodziców
Doprawdy nie wiem dlaczego siła i sukces stały się dziś taką wartością. Okropnie to męczące. I niszczące. My dzieci silnych rodziców, rodzice dzieci, których chcielibyśmy wychować na silnych.
W moim domu rodzinnym też istnieje mit siły. O, na przykład, że moja babcia na tydzień przed śmiercią, słaba, umyła wszystkie okna na święta. Bo nigdy nie potrafiła się poddać. I zawsze mówiła: „siła to podstawa". A potem, kiedy ona umarła i moja mama płakała, „silna" ciotka mówiła: „Nie wolno płakać".
logo
Fot. Flickr / [url=https://www.flickr.com/photos/fergusonphotography/6898291987]Jerry Ferguson[/url] / [url=https://creativecommons.org/licenses/by/2.0/]CC BY[/url]
A właściwie dlaczego nie można? Bo co, przepraszam? Dlaczego w dzisiejszym świecie nie możemy sobie pozwolić na to, żeby nie mieć siły wstać z łóżka? Na to, żeby być bezradnym i smutnym. Dlaczego gardzimy słabością? Skąd ta presja na wieczne szczęścia, która jest zaprzeczeniem prawdy o życiu. Które bywa szczęśliwe, ale bywa trudne, smutne i bolesne. Dlaczego mam udawać, że jestem szczęśliwa i silna, gdy dowiaduje się o chorobie taty, gdy ktoś mnie odrzuca, gdy ludzie ważni mówią: „wal się". Nie, nie jestem szczęśliwa.
Mówmy temu „nie"
Tak, wiem, siła bywa piękna. W ostatnią niedzielę pokazała ją moja przyjaciółka, która przebiegła maraton. Widziałam ją na 15 kilometrze (w dobrej formie) i na 25 (w formie bardzo złej) i na 35, gdy podawałam jej wodę i biegłam kawałek razem z nią, a ona mówiła: Nie mogę patrzeć na ziemię, bo zemdleję. Kiedyś powiedziałabym: "Po cholera to robisz? Po co przekraczasz granice siebie?". W niedzielę mówiłam: „Dasz radę. Za rok pobiegnę z tobą. Obiecuje Ci to". Ona nauczyła mnie, że przekraczanie granic i ten rodzaj siły zbliża nas właśnie do cierpienia.
Ale wieczne „ochy„ i „achy" nad życiem nie mają nic wspólnego z prawdą. Tak jak nie ma nic wspólnego z nią uciekanie od siebie.
Tego chciałabym nauczyć syna, żeby potrafił cierpieć, być smutnym. Do tej pory mu tego nie ułatwiałam. Ot, na przykład kilka dni temu. On wraca ze szkoły i mówi, że jego przyjaciel F. zrobił mu przykrość. Miał usiąść z nim w autokarze, zmienił zdanie. „Strasznie mi smutno" powiedział mój syn. A matka z Silnego Domu zaczęła zagadywać: „To może pójdziemy na rower? A może pogramy? Ech, nie przejmuj się, nie warto".
A przecież powinnam powiedzieć, że rozumiem, że mu smutno. I powinnam pozwolić mu pobyć z tym. Dzięki temu nauczyłby się cierpieć, przeżywać odrzucenie i żal z tego powodu. A przecież tego chciałabym go nauczyć najbardziej.
I chciałabym, żebyśmy:
– nigdy nie musieli niczego udawać w przekonaniu, że ten świat tworzy miejsca tylko dla ludzi silnych.
– potrafili mówić: „cholernie cierpię". I być ze sobą w tym stanie.
– dostawali od innych akceptację w tym momencie. Bo na razie dzieje się to rzadko. Ludzie nas zagadują nas tymi wszystkimi: „Nie martw się", „Będzie dobrze", „Poradzisz sobie".
– uczyli nasze dzieci, że to nie siła jest mocą tylko zgoda na siebie w różnym stanie. Że mocą jest autentyczność.
Doprawdy, żyłoby nam się o wiele łatwiej.