![Fot. Pixabay / [url=http://pixabay.com/en/father-daughter-child-fun-laugh-342498/]hince[/url] / [url=http://pixabay.com/en/service/terms/#download_terms]CC0 Public Domain[/url]](https://m.mamadu.pl/88b648c2a0eec59491b3182568f04147,1500,0,0,0.jpg)
Macie większy luz, dystans i zawsze możecie zniknąć, a potem powiedzieć: „Miałem kryzys, przepraszam". Albo w ogóle nie wrócić.
REKLAMA
O 23.00 wracam do domu z pracy. Widzę syna, który na kanapie ( ubrany i niewykąpany) w najlepsze gra z Tatą w Monopol.
– Co Wy tu robicie?!
– Gramy ( wypowiedziane tonem pt. „Ale o co się czepiasz?"
– Co Wy tu robicie?!
– Gramy ( wypowiedziane tonem pt. „Ale o co się czepiasz?"
Nic nie robią. Po prostu. Grają.
Mój mąż wśród znajomych za męża idealnego. A ja się pytam: czy jakakolwiek matka, która zgodziłaby się na to, że jej dziecko nie śpi o 23.00 ( a jutro ma na 8.00 do szkoły) mogłaby uchodzić za idealną matkę? Nie, nie mogłaby.
Naprawdę zazdroszczę mężczyznom. Ich rodzicielstwo zawsze jest bardziej wybiórcze, tolerancyjne, luźne. Nie znam mężczyzny, który by umierał, bo jego dziecko nie śpi w nocy, ma kolki, nie je o odpowiedniej godzinie. „Nie rób ciśnienia" słyszy matka.
Nie potępiam tego. Bardzo zazdroszczę. Zazdroszczę mężczyznom. Zazdroszczę, bo…. To się wszystko zaczyna od początku.
1. Nie wy, kochani, rodzicie dziecko. Nie wy chodzicie przez dziewięć miesięcy z dzieckiem w brzuchu. Nie mówcie: „rozumiem" , bo to naprawdę trudno zrozumieć. Nie macie mdłości, nie patrzycie, jak wasza figura transformuje się z etapu: „super laski" do „super walca" Nie Wy czujecie że wszystko się zmieniło, i nie Wasz świat wywraca się do góry nogami. Nawet jeśli mówicie: „ Tak współ- czuję Ci". „Jestem z Tobą".
2. To nie Wy tak naprawdę przeżywacie stratę dziecka. Tak, wiem, poronienie to jest sprawa dwojga. Ale to Wy często powtarzacie, że nie potraficie kochać dziecka zanim się pojawi. Że to jest dziwne– czuć te ruchy i wszystko. A miłość, miłość przecież pojawi się na pewno. Często też mówicie, że Jej poronienie to abstrakcja. Dla nas, kobiet to nie abstrakcja. To my lądujemy na oddziale, to nam podaje się leki, to my widzimy kobiety w ciąży. Albo słyszymy płacz innych dzieci, choć wiemy, że swojego nie urodzimy.
3. Jeśli nie chcemy tego dziecka to też jesteśmy z tym tylko my, prawda? Staje mi przed oczami scena sprzed 10 lat. Ja i moja koleżanka. Ona zakochała się w Nim, on w niej Mniej. Ona zaszła w ciążę. Napisała do Niego: „Jestem w ciąży". Odpisał. „Twoja sprawa". No cóż. Kiedy my kobiety jesteśmy w ciąży nie możemy nikomu odpisać: „Twoja sprawa". A seks uprawialiśmy przecież oboje.
4. Nie wy lądujecie z noworodkiem na szpitalnym oddziale. Nie wy przeżywacie kryzys 24 godzin po porodzie, kiedy radość miesza się z lękiem. Kiedy chce się płakać tylko dlatego, że Nowy Ktoś a. ) nie je b) je za dużo c) płacze. Nie Wy za nami tęsknicie. I nie Wy myślicie: kiedy on przyjdzie? Czy będzie czuły? Czy weźmie o co prosiłam?
5. Możecie cieszyć się wczesnym rodzicielstwem, a jednocześnie wychodzić z domu, pracować. Jakbyście nie poświęcali się dziecku akurat wtedy jesteście w tym idealnym momencie, ze możecie zjeść ciastko i jednocześnie je mieć. Wszyscy zachwycają się Wami jeśli potraficie sprostać roli ojca. „O rany, kąpiesz? Cudownie". „O rany, robisz mleko? Wspaniale". Jakoś nikt nigdy nie zachwyci się kobietą, która kąpie i podaje mleko. Bo to jasne, prawda?
6. Możecie wątpić. Mieć kryzysy. Siadać na przeciwko nas i mówić: „Nie wiem czy chciałem być ojcem", „Nie wiem czy potrafię temu sprostać", „Zmieniłaś się". My też co prawda możemy mówić: „Zmieniłeś się. Jestem rozczarowana". Ale cokolwiek byśmy nie czuły– nie możemy nawalić. Mamy imperatyw wewnętrzny– wstać, ugotować, zrobić. Być. Znacznie częściej niż Wy.
7. Częściej macie luźny stosunek do rodzicielstwa. Cały dzień gra w kompa? Co za problem. Świat wirtualny ma swoje plusy. Je słodycze? A co z tego. Nie umył zębów? Luz.
8. Łatwiej odpuszczacie. Poznałam wielu mężczyzn po rozstaniu. Zakładali nowe rodziny. Walczyli o „stare" dziecko na ile mogli. To ona nie odbiera telefonu, to dziecko nie chce rozmawiać. Tak jakby sześcioletnie dziecko było na tyle dojrzałe, by mogło odrzucić ojca. Tak, wiem, od tego punktu są wyjątki, ale generalnie naprawdę potraficie odpuszczać rolę ojca. Zawsze gotowi, by zaczynać swoje życie gdzie indziej, z kimś innym.
9. Ponieważ częściej jesteście tym „trudniejszym" rodzicem dziecko jest w Was bardzie wpatrzone. Możecie krzyczeć, złościć się, zawodzić, a my, na końcu, i tak usłyszymy: „ A gdzie jest tata?" Albo: „Tęsknię za tatą".
10. Rzadziej nas oszczędzacie. Matka dziesięć razy się zastanowi zanim skrytykuje ojca. Nawet jeśli jest zła często tłumaczy: „Bo tata nie chciał, tak nie myślał, ma stres w pracy". Wy częściej podważacie nasz autorytet. Mówicie: „mylisz się!" przy dziecku. Albo: „No, twoja matka to…..". My staramy się tego nie robić. Uwierzcie, większość z nas nie wypowiada wszystkich tych emocjonalnych słów, które sprawiłyby, że dziecko by w was zwątpiło.
Zanim teraz przeczytam maile, że jestem żałosną feministką, pytam się Was zupełnie szczerze czy nie jest tak, że naprawdę jesteśmy bardziej odpowiedzialne od Was? Czy naprawdę to nie my zostajemy ze swoimi dziećmi i kochamy je bardziej bezwarunkowo? To nie my mówimy: „Bądź cierpliwszy". „Zrozum" „Akceptuj" . To nie my łagodzimy, tłumaczymy, uspokajamy?
Jeśli nie– hejtujcie
