Pani Miła jest frustratką. Czy wiesz jaką cenę ponosisz za bycie sympatyczną?

Fot. 123RF
Już naprawdę wiem, dlaczego my – statystyczne kobiety – bywamy wredne. Dlaczego się obgadujemy, a potem uśmiechamy do siebie. Bo – w zdecydowanej większości – naprawdę nie mamy co zrobić ze swoją złością.


Wczoraj byłam świadkiem takiej o to sceny. Dwie kobiety rozmawiają ze sobą. Lepiej byłoby napisać: wymieniają się uprzejmościami. Przysłuchuje się temu, obie znam dość dobrze. Konwersacja toczy się gładko, aż to finału. W końcu jedna z nich się żegna. Całus, całus. „No to do zobaczenia". Jeszcze w powietrzu unosi się zapach jej perfum, gdy Druga mówi: Ależ ona mnie drażni. Wkur....a mnie, bo… tu następuje barwny opis błędów i słabości Pierwszej.
Patrzę oniemiała. „Ale dlaczego jej tego nie powiedziałaś???" pytam. Odpowiedź słyszę równie prostą: „Bo nie chcę konfliktów".


W takich chwilach przypominają mi się scenki z udziałem kobiet w korporacji. Uśmiechamy się do siebie, a na boku perorujemy: Ależ ona powinna naprawdę schudnąć (wyjść wreszcie za mąż, wreszcie pozbyć się męża, zmienić swoje zachowanie w pracy, w stosunku do dziecka). Nie wszystkie mamy odwagę nawet powiedzieć wprost: „Powinna".
Więc ukrywamy to pod płaszczykiem troski: „Bo ja się tak bardzo martwię, że ona pieprzy sobie życie". Nie lubimy tej z nas, która nie bierze w tym udziału. Jest wściekła – roznosi winnego. Wprost mówi: „Nie akceptuje twoich zachowań". „Nawalasz". Mówimy, że jest niedelikatna i brutalna.
Ona jest niedelikatna czy my zakłamane?


Nie tylko w pracy często ukrywamy prawdziwe intencje. Tak samo jest w bliższych relacjach. Rywalizujemy o to, która lepiej gotuje, jest bardziej zorganizowana, mniej zmęczona, bardziej uśmiechnięta, chudsza, ładniejsza, ma większe powodzenie, większy wpływ.
Gdybyśmy chociaż mówiły to wprost: „Halo, halo, widzisz, jestem chudsza. Pracowałam nad sobą, ty nie – no to teraz masz". Ależ skąd. My stosujemy zupełnie inną taktykę. „Ja jestem chudsza? No skąd" „Mam lepszą pracę? Matko, przesadzasz". A w duchu się cieszymy, że ta druga to zauważyła.


I wiecznie się ze sobą porównujemy. Porównujemy mężów, nie – mężów, sytuacje życiową, karierę, dzieci.
Nawet jeśli jesteśmy sobie bliskie, nawet jeśli się inspirujemy.
Dziś spytałam się starszej przyjaciółki czy nie przesadzam. Bo może nie wszystkie kobiety są takie. Kocham jej mądrość, dojrzałość. Powiedziała, że może nie wszystkie, ale bardzo wiele.
Te mądrzejsze wiedzą to w sobie. Przyglądają się sobie, analizują i pracują nad tym. Dzięki innym kobietom mogą osiągnąć więcej, zmieniać się na lepsze, bo widzą czego zazdroszczą. Same więc do tego dążą. Do takiego związku, który ma przyjaciółka. Do tego, żeby być taką matką, jak ona. Robić taką karierę, mieć tyle uroku, czy ciepła w sobie. Albo, żeby być taką wysportowaną, chudą, wykształconą... (wpisać właściwe).

Zastanawiałam się dlaczego my –w większości – jesteśmy takie nie wprost.
Panie Miłe. Panie Kochane. Niektóre z nas nie lubią silnych i asertywnych kobiet. A tak naprawdę często je podziwiamy.Trzeba mieć moc, żeby powiedzieć: „Nie" „Nie chcę". „Nie podoba mi się to", „Mam to gdzieś". Powiedzieć to prosto w twarz, a potem już się po prostu tym nie zajmować. Wtedy już nie ma tzw. agresji biernej, która objawia się właśnie plotkowaniem.

Panie Miłe są bardzo miłe. „Dzień Dobry", „Do widzenia", „Ależ nic nie szkodzi". „Ależ proszę bardzo". „Czy mogę w czymś pomóc?" ( czy–mogę–w czymś–jeszcze–k...–pomóc).

Nieważne, że ktoś nie szanuje nas w pracy. Pieniądze? Ależ pieniądze mogą poczekać. Czy mogłabym się w czymś jeszcze sprawdzić. Nie mogę? A to szkoda.
Czy mogę Ci udowodnić, że jestem jeszcze lepszą partnerką niż myślisz? Nie mogę? Ale jak to?
A na przykład, czy mogę być jeszcze lepszą przyjaciółką niż jestem? Nie mogę? Nie rozumiem.
A mogę zrobić coś, żeby być lepszą matką. Na pewno mogę. Nie mogę?!!!

Narasta w nas frustracja, złość.
A potem robimy sobie najgorsze świństwa, podkradamy sobie mężów, zdradzamy się dla kariery, walimy w swoje słabe punkty. I jeszcze z tym – jak zawsze – uroczym uśmiechem.

Już wolę to męskie: „Pierdo… isz, stary", „Wal się…". Tę otwartą rywalizacją. Walkę.

Och, żebym ja była inna.
Ale nie jestem, nawet jeśli kiedyś myślałam, że jestem.

Jestem bardzo zła na Kogoś. To dlaczego jestem niego Miła? Bo tak wypada?

Dlaczego jestem Miła dla koleżanki, o której wiem, że mnie obgaduje? Bo to jest dojrzałe? Dorosłe? A dlaczego moi kumple nie odzywają się do ludzi, którzy mówią o nich źle.

Dlaczego jestem Miła, dla osób, którzy mnie zawiedli? Bo to też jest dorosłe? A dlaczego mężczyźni, których znam mają naprawdę gdzieś bycie miłym dla kogoś, kto ich zawiódł?

Dlaczego mówię „dzień dobry" szefowej, która mówiła, że jestem nieogarnięta i nielojalna. Bo tak wypada? Bo jestem dobrze wychowana? A dlaczego mój kolega, które traktowała tak samo jak mnie, po prostu mija Ją na koncercie tak jakby nigdy wcześniej Jej nie spotkał. Bo jest gorzej wychowany czy po prostu ma odwagę?

Okropnie męczące jest bycie Panią Miłą.
Osobą dobrą, poukładaną, wyrozumiałą, tolerancyjną.
I nie rady – ta złość musi gdzieś znaleźć dla siebie ujście.

Czasem się boję innych kobiet. Boję się tego braku otwartości, plotek. Boję się tego gniewu, który jest w nas, a który projektujemy (przenosimy) na inne kobiety. Boję się braku szczerości w wyrażaniu złości. Boję się rywalizacji, której nie nazywamy wprost „rywalizacją". I rozumiem dlaczego czasem mówi się, że kobiety są wredne (patrz scena z początku tekstu).

Dlatego jestem wdzięczna M., że zawsze mówi wprost, co jej przeszkadza (choć czasem jej nienawidzę za to). Lubię K., z którą współpracuje za to, że nie uśmiecha się do mnie, kiedy nawalam. Ale że – w sprawach zawodowych – zawsze mogę na nią liczyć. G. jestem wdzięczna, że – jako psycholog – nauczyła mnie, że złość nie jest niczym złym. Podobnie, jak rywalizacja. Uwielbiam, gdy tak wprost mówi: „Zazdroszczę ci, że…". A E, mojej przyjaciółce z miasta na Z. ZAZDROSZCZĘ, że te wszystkie, trochę kobiece emocje są poza nią.

Mojemu synowi wkładam do głowy: „Bądź sobą", a potem się złoszczę na niego, że jest sobą. Mówi: „nie chce mi się", „tego nie zrobię", „tego nie lubię, więc nie zapraszaj go do nas".

Podświadomie wiem, że mogę i powinnam się od niego uczyć.

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...