No cóż, wiem, że prawie na pewno się pojawisz. Wolałabym Cię lubić, móc z Tobą normalnie rozmawiać, śmiać się, choć wiadomo, nic nie jest pewne. Dlatego zanim mnie zaatakujesz powiesz, że to przeze mnie mężczyzna Twojego życia jest taki, siaki – wolę sama się do tego odnieść. Nie wiem w jakich czasach będziesz dorosła. Ale być może kult matki, czynienie jej odpowiedzialną, za to, jaki człowiek jest, wciąż będzie trwać.
REKLAMA
Starałam się, jak mogłam. Uwierz, większość kobiet z mojego pokolenia się starało. Zachłystywałyśmy się psychologią, czytałyśmy mądre książki, wywiady. Pracowałyśmy nad sobą, choć nie wszystkie same miałyśmy dobre wzorce. Siłą rzeczy popełniałyśmy więc błędy.
Do rzeczy.
Do rzeczy.
Po pierwsze: Z niezależnością Twojego partnera nie mam nic wspólnego, przysięgam. Taki się urodził. Na początku z tym walczyłam. Ale od razu mówię; to głupie. Nikt nie zmieni drugiego człowieka. Nie wierz więc, że Tobie się się uda. Nad uporem też pracowałam, słowo. Co mam Ci powiedzieć. Że to geny i jest taki sam jest jego ojciec?
Po drugie. Asertywność. Wybacz, my pokolenie stłumionych, nie potrafiących mówić „nie", wychowywaliśmy swoje dzieci zupełnie inaczej. Jedyna nadzieja, że ty też jesteś asertywna, bo Twoi rodzice uczyli cię, że nie możesz się poddawać, że masz mówić, co myślisz. Dwoje silnych jakoś da radę, prawda?
Po trzecie. Złość. Tak, rzeczywiście dałam Mu do niej prawo. Nam w większości nie pozwalano się złościć. „Bądź grzeczny/ grzeczna" słyszeliśmy. Za nasze niezadowolenie karano dezaprobatą. Chcieliśmy być inni. Jeśli więc Twój partner powie: „Jestem zły", najprawdopodobniej wytłumaczy też dlaczego. A uwierz, znałam mężczyzn, którzy po prostu znikali, gdy byli źli, smutni, niezadowoleni. Nie chciałam, żeby jakaś kobieta musiała się zastanawiać, co jej partner czuje, męczyła się brakiem otwartości.
Po piąte. Jeśli będzie zbyt skupiony na pracy, zakręcony, zawieszony, w swoim świecie możesz walnąć mnie w łeb – to moja wina, bardzo wielka wina. Sama taka jestem. Jest nadzieja jednak, że jego tata nauczy go trochę skupienia na codzienności. Daje mu świetny przykład, obiecuję.
Po szóste. Jego czułość. No cóż, to zawdzięczasz mi. My, kobiety z mojego pokolenia, w większości okazywałyśmy swoim synom miłość i czułość, uczyłyśmy mówić: „kocham" , „jesteś ważny". I zobaczyłyśmy, że jeśli to dajesz, również dostajesz. Ludzie nie rodzą się zdystansowani.
Po siódme. Sprzątanie, gotowanie. Tak wiem, nie byłam najlepszą nauczycielką. Ciągle sobie obiecywałam, że się poprawię, że nie będę – z pośpiechu– robić za niego. Szło różnie. Ale przecież możecie gotować na zmianę, jadać w knajpach – w których pewnie, jak dorośniecie będzie bardzo tanio. Ale jest też inna strona. Żyjesz obok mężczyzny, który szanuje kobiety. Wie, że są silne, fajne, mądre. Nigdy nie widział przemocy, agresji.
Po ósme, ostatnie. Zawsze uratuje was jego poczucie humoru, dystans do życia. Nie będziesz miała obok siebie faceta, który robi problemy tam, gdzie ich nie ma.
Co do Ciebie.
Nie będę cię oszukiwała, że jakoś bardzo różnię się od klasycznych teściowych.
Fajnie, gdybyś była kobietą wykształconą, mądrą, oczytaną, otwartą na świat. Ech, rozmarzyłam się.
Nie będę cię oszukiwała, że jakoś bardzo różnię się od klasycznych teściowych.
Fajnie, gdybyś była kobietą wykształconą, mądrą, oczytaną, otwartą na świat. Ech, rozmarzyłam się.
Ale, dobra - mogę zrezygnować z tych wszystkich wygórowanych oczekiwań dla jednej rzeczy. Proszę, miej poczucie własnej wartości. Ładna, mniej ładna, gruba, chuda, wykształcona, nie – czuj się ze sobą dobrze. Dzięki temu nie będziesz moim synem pogrywać, manipulować nim. Nie będziesz używać go, żeby poczuć się lepiej.
Jeśli już będzie musiał stać się lekarstwem na Twoje różne bóle istnienia, najlepiej, jeśli mu o tym powiesz. „Hej, nie radzę sobie ze sobą. To nie jest przeciwko tobie, bądź". To naprawdę wiele ułatwia. Oczywiście, wolałabym, żebyś dała mu spokój, poczucie bezpieczeństwa i radość, a nie emocjonalną huśtawkę. Dużo pracy i empatii będzie trzeba, żebym zrozumiała, dlaczego jesteś wariatką. Nawet jeśli sama nią byłam. No cóż, takie jest prawo starości.
Poza tym mam nadzieję, że jednak jakoś się dogadamy,
Pozdrawiam.
Pozdrawiam.
PS. Istnieje, oczywiście, prawdopodobieństwo, że mój syn będzie gejem. Więc jeśli będziesz partnerem, a nie partnerką – też w porządku. List jest tak samo aktualny.
PS.2. A Wy, co napisalibyście przyszłym partnerom i partnerkom swoich dzieci? Chcielibyście coś im wytłumaczyć, przekazać? Ostrzec ich?:) Piszcie, piszcie, piszcie – co tylko chcecie. Zróbmy akcję. Może kiedyś te listy naprawdę trafią we właściwe ręce? Czekam!
Możecie napisać na adres redakcji: kontakt@mamadu.pl
