O autorze
Trochę kilometrów przebiegła, choć nadal bez maratonu i z najważniejszym dla niej biegiem wciąż lśniącym na horyzoncie. Matka dwójki Dzików, których przebiegle zmusza do aktywności i próbuje wychować na dobrych ludzi. Nie usiedzi na miejscu. Lubi zmiany i wyzwania, zwłaszcza te, które stawia jej życie i macierzyństwo. Wiecznie w biegu. Coś planująca, kombinująca tak, aby czas, który został jej dany, przez palce nie uciekł. Ma marzenia i powoli je spełnia. W tym wszystkim potrafi powiedzieć: Chłopaki, dajcie mi dziś spokój, nie mam siły, muszę poleżeć.

Co naprawdę wkurza mnie w facetach…

Fot. Pixabay/[url=https://pixabay.com/pl/biznesu-firmy-biznesmen-cz%C5%82owiek-792176/]Pascalwiemers[/url] / [url= https://pixabay.com/pl/service/terms/#download_terms]CC O[/url]
Fot. Pixabay/Pascalwiemers / CC O Jednozadaniowość facetów doprowadza mnie czasami do szału
I wcale nie będzie o tym, że są mało czuli, kiepsko domyślni, czy nie zawsze sprawdzają się w łóżku. Wcale nie. To, co mnie potrafi na maska wkurzyć to ich jednozadaniowość. Nijak nie potrafią zrobić kilku rzeczy na raz? Czy to naprawdę takie trudne?


Przykład numer jeden
Obiad. Klasyczna sytuacja ograniczenia. Czy naprawdę tak trudno ugotować w tym samym czasie ziemniaki, upiec mięso i zrobić surówkę. Tak by wszystko razem wylądowało na stole? Nie wiem, może ja jestem jakimś odmieńcem, bo tak sobie organizuję pracę, żeby wszystko było ciepłe i podane w jednym czasie. I generalnie obiady przygotowane przez kobiety tak wyglądają. Faceci inaczej – ziemniaki już ugotowane w garnku stygną, kiedy On smaży kotlety. – Zrobisz surówkę – pada. Zdążył wyciągnąć tylko warzywa.


Nikt go nie pogania, ja zgodnie z ustalonymi kiedyś tam dawno temu zasadami się nie wtrącam. I oczywiście, że wdzięczna jestem za ten obiad podany, nad którym stać nie musiałam, ale kiedy widzę pobojowisko w kuchni zostawione – w końcu mowa była tylko o zrobieniu obiadu, a przecież sprzątanie, nim się jeszcze usiądzie do stołu, to już zupełnie inna bajka.

Przykład numer dwa
Tak się składa, że też się kręci wokół kuchni. Bo zrobienie kanapki, to tylko zrobienie kanapki, a nie pochowanie wszystkich wyciągniętych produktów z powrotem do lodówki. No czemu się nie dziwię. Przecież by to zrobił, później. Tak wiem, jakby się wykąpał, obejrzał film, mecz, to może zachciałoby mu się drugiej kanapki i wtedy by sobie przypomniał o zaschniętym pomidorze.



Przykład numer siedem
A kiedy jest ojcem, to jest nim na 100%. Zajmuje się dzieciakami, bawi się, idzie na spacer, ubierze, przebierze, nakarmi (choć lepiej zostawić przygotowany obiad). Za to ty po takim dniu sprzątasz całe mieszkanie, bo ciuchy leżą wszędzie, naczynia po śniadaniu niepomyte stoją na blacie, a garnek po lekko przypalonym mleku szorujesz dłużej niż zazwyczaj, bo nikt nie zalał go od razu wodą.

Przykład numer osiem
Koledzy w pracy. Nie odbiorą telefonu, no może jeszcze odbiorą, ale nie zapamiętają informacji im przekazywanej, kiedy akurat robią coś innego – obojętnie mniej czy bardziej ważnego. – Poczekaj chwilę, mówią: - Tylko to skończę. A ja czekam jak debil robiąc w międzyczasie jeszcze pięć innych rzeczy, wszystkie udaje mi się skończyć – żeby nie było, że niby wielozadaniowa, a nieskuteczna.
I tak jak pisałam na początku – bywa, że jednozadaniowość wkurza mnie strasznie. Zwłaszcza, gdy sama mam wiele rzeczy do zrobienia i zwyczajnie liczę, że On ogranie trochę więcej niż zazwyczaj. I mam pełną świadomość, że „domyślanie się” nie leży zupełnie w naturze faceta, ale czasami pomyślenie o kilku rzeczach na raz znacznie ułatwiłoby nam wspólne życie.

Tak mnie naszło na ponarzekanie, kiedy po raz nie wiem który – chyba milionowy, zobaczyłam uwaloną kuchenkę… I choć powtarzam: - Kochanie pamiętaj proszę, żebyś umył kuchenkę, jak sprzątasz, bo wtedy ja się niepotrzebnie wkurzam, że to nie jest zrobione i rzucam ścierkami i k**ami. Zapamięta raz, później wracamy do punktu wyjścia. Z drugiej strony, kiedy poproszę: - Kochanie wyszorujesz kuchenkę, to wiem, że zrobi to o wiele lepiej niż ja, podobnie z odkurzaniem, czy myciem podłogi – jedno zadanie wykonane naprawdę bardzo dokładnie i solidnie. Tylko broń Boże muszę pamiętać by nie rzucać hasła: „Posprzątasz łazienkę?” Bo umycie kibla, zlewu, płytek, podłogi, kabiny prysznicowej i starcie kurzy z półek to już zdecydowanie za dużo jak na jeden raz.

PS. I tak panowie doceniam Go za to, że gotuje, sprząta i pomaga, i jest świetnym ojcem. Ale na miłość boską dlaczego nie może od czasu do czasu robić tego wszystkiego na raz?

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
0 0Syndrom końca wakacji daje wam w kość? Oto 5 taktyk na przetrwanie
0 0USG połówkowe jest najważniejszym badaniem w ciąży. Zobacz, czego możesz się dowiedzieć