O autorze
Mama dwójki pociech, inicjatorka Tablicy Rodzica, angażująca się w działalność społeczną, audytor w Szlachetnej Paczce. Zdecydowanie proaktywna. Pomaga mamom w budowaniu ich własnych biznesów i pokazuje w jaki sposób osiągnąć niezależność finansową. Dąży do harmonii w życiu, posiadania czasu dla rodziny, możliwości realizowania swoich pasji, podróżowania i rozwoju.

Dogonić życie na ścigaczu...

Nie wiedziałam, że jazda na ścigaczu to takie emocje…




Pamiętam z czasów dzieciństwa, a właściwie już okresu dorastania, jak kuzyni pomykali po wsi na m-ztkach, a ja razem z nimi (jak tylko chcieli mnie wziąć :). Oczywiście bez kasku, wolna amerykanka i wiatr we włosach…

Nigdy potem nie miałam okazji pojeździć na motocyklu i poczuć jak wielka to przygoda, filozofia życia i wolność. Choć tak bardzo chciałam… Został jednak sentyment. Gdzieś w głębi serca od czasu do czasu pojawia się czasem taka chęć pojechania z mężem na motocyklową wycieczkę przed siebie…

Mogłabym powiedzieć, że faceci na motocyklach mnie kręcą. Mój własny mąż w młodości szalał na dwóch kółkach i cały czas przebąkuje, że może kiedyś…

No właśnie – kiedyś, tylko czy ja się na to zgodzę? Nie miałam pojęcia, że oprócz frajdy to naprawdę igranie z życiem. Ja, poważna matka dwójki dzieci ochoczo wsiadłam na ścigacza, zupełnie nieświadoma, że sąsiad będzie chciał w bezpieczny sposób pokazać mi ukrytą moc przyśpieszenia…

Było bosko, choć zatykało w uszach. Było bosko, gdy wiatr owiewał mi ramiona. Było bosko, bo pierwszy raz od niepamiętnych czasów poczułam taką małą odrobinę wolności. Było bosko, bo chciało mi się krzyczeć z radości. I było cholernie, niewyobrażalnie niebezpiecznie. Tak naprawdę nie zdawałam sobie sprawy jak szybko jedziemy. Licznika nie widziałam. Czułam tą prędkość aż w brzuchu…


Ale tak naprawdę spełniło się moje małe marzenie. Zawsze chciałam spróbować. Gdy zsiadałam to miałam „miękkie nogi”. Dotarło do mnie, że bezpiecznie dojechałam do czekających na mnie dzieci. Były ciekawe moich wrażeń. Powiedziałam, że jazda była fajna, ale trochę za szybka.

I pomyślałam sobie, że to wszystko było po coś. Gdybym nie spróbowała, nigdy bym się nie dowiedziała, co może czekać moje dzieci, gdy pewnego dnia zapragną rozpocząć przygodę z motocyklami.



Wtedy mogę im powiedzieć, że sama też kiedyś spróbowałam i wiem, jak to jest niebezpieczne. Nie wiem, czy będą chcieli słuchać. Pewnie. nie. Wszyscy i tak mamy już napisane scenariusze i nie dogonimy życia, nawet na ścigaczu…

Na ścigaczu możemy je jedynie stracić… dlatego bądźmy po prostu ostrożni i pamiętajmy o życiu, które jest nam dane…

(Oczywiście zdaję sobie sprawę, że sama igrałam z życiem. Zrobiłam to jednak jeden, jedyny raz. I nigdy więcej z taką prędkością nie pojadę)
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
0 0Syndrom końca wakacji daje wam w kość? Oto 5 taktyk na przetrwanie
0 0USG połówkowe jest najważniejszym badaniem w ciąży. Zobacz, czego możesz się dowiedzieć