
Nic się w świecie nie zmienia oprócz nas samych. Jako dziecko zakochana w takich konikach kręciłam się na każdej karuzeli, dziś robi to moja córka…
REKLAMA
A ja z radością obserwuję jak wiatr rozwiewa jej włosy, jak pojawiający się uśmiech rozświetla jej twarz, jak oczy błyszczą z radości i widzę wzrok, który wyraża jej szczęście. Kiedyś też taka byłam…
Teraz dorosłe poczucie estetyki nie pozwala mi się przyznać, że takie koniki to sam kicz. Nie potrafię się całkowicie odblokować i znaleźć w sobie dziecięcych pokładów radości. Czasem chodzę boso po parku na trawie, czasem wystawiam twarz w stronę słońca lub językiem łapię krople deszczu, ale jeszcze czegoś mi w sobie brakuje…
Może chodzi o marzenia? Te dziecięce, te pełne fantazji i wiary, że na pewno spełnią się w dorosłym życiu… Nawet już nie pamiętam, kim chciałam być jako mała dziewczynka. Może fryzjerką, może tancerką… Czy cokolwiek o czym marzyłam jako dziecko spełniło się w dorosłym życiu? Może to właśnie takie spełnione marzenia dają dorosłemu człowiekowi poczucie spełnienia, misji i głębokiego przeświadczenia, że po coś jesteśmy na tej Ziemi.
Myślę, że dzieci dały mi możliwość spojrzenia na świat z całkowicie nowej perspektywy. Nie sądziłam, że jako człowiek potrafię tak się zmienić. Zmienić swoje stare myślenie na nowe, swoje stare nawyki na nowe… I że wszystkim to wyjdzie na dobre. ( choć niektórzy jeszcze tego nie wiedzą i nie do końca mnie rozumieją :)
Trudno w dorosłym życiu podjąć wyzwania poznawania siebie. Wydaje nam się, że znamy się na wylot. Okazuje się, że to nie prawda. Nie jesteśmy sobą, tylko zlepkiem światopoglądów innych ludzi, którzy byli nam bliscy w całym naszym życiu. Może się mylę…Wiem, że w moim życiu zabrakło świadomości.
Nie słuchałam swojego wewnętrznego głosu. Głos innych był ważniejszy. Nie byłam uważna. Nie obserwowałam. Nie zastanawiałam się nad tym, co będzie za parę lat. Żyłam. Tu i teraz. W pustce.
Nawet nie pamiętam, kiedy przyszedł moment olśnienia, że coś z moim życiem jest nie tak… Może to było pierwsze szkolenie z Brianem Tracy, może pewna młoda dziewczyna, która mówiła o potędze marzeń…
I zaczęło się coś, co trwać będzie już do końca życia…rozwój osobisty.
Buduję siebie. Dziecięcą wiarę w moje marzenia. Wprowadzam w moje życie nowych ludzi. Zmieniam zawód. Mam plany, które wizualizuję. Mam cele, które realizuję. I czasem przemknie myśl – po co to wszystko?
Po to, aby świadomie żyć. I tak jest mi lepiej :)
