O autorze
Mama dwójki pociech, inicjatorka Tablicy Rodzica, angażująca się w działalność społeczną, audytor w Szlachetnej Paczce. Zdecydowanie proaktywna. Pomaga mamom w budowaniu ich własnych biznesów i pokazuje w jaki sposób osiągnąć niezależność finansową. Dąży do harmonii w życiu, posiadania czasu dla rodziny, możliwości realizowania swoich pasji, podróżowania i rozwoju.

Kozaki w lecie to nie próba sił, kto ustąpi….to potrzeba małego człowieka

Nigdy bym nie przypuszczała, że wychowując dziecko ja sama dojrzewać będę do tak trudnych decyzji jak przekazanie wolności w wyborze butów do przedszkola…


Fakt autentyczny z życia naszej rodziny. Gdyby się nie wydarzył nie przeniosłabym się na wyższy poziom świadomości w byciu mamą :)

Zaczęło się od cudownego poranka, gdy skąpane w słońcu zaspane buzie moich pociech uśmiechały się do aniołków. To nic, że wchodząc do pokoju prawie przewróciłam się na stosach zimowych butów. W środku lata trzeba było zrobić przegląd. Nie pomogły tłumaczenia, że takie rzeczy zrobimy już po wakacjach. Zabawa była przez całe popołudnie z dużą ilością śmiechu, a syn odkrył, że w zimie będzie miał kozaki w jego ulubionym pomarańczowym kolorze. I myślałam, że na tym się skończy.


Jakże myliłam się… Syn jak tylko wstał miał swój plan. Oczywiście do przedszkola idzie w kozakach. Patrzyłam i nie wierzyłam własnym oczom. Oto dziecko, które wystawiało nóżki do ubierania butów, samo się wyszykowało i czekało uśmiechnięte i szczęśliwe pod drzwiami. Duma go rozpierała, a ja osiągałam poziom zdenerwowania równy zenitu.

I zaczęła się akcja. Ściąganie po dobroci, ściąganie na siłę, tłumaczenie i proszenie o zmianę. Oczywiście skończyło się płaczem. Siadłam, wzięłam głęboki oddech, zapakowałam na zmianę sandały i poszliśmy.

Mimo, że wzbudzaliśmy lekką sensację nie mogłam się oprzeć wrażeniu, że wiele mijających nas ludzi, szczególnie kobiet patrzyło ze zrozumieniem na nową modę mojego dziecka. A może się mylę, może te uśmiechy pod nosem były pełne politowania dla mojej osoby w roli matki…


Cokolwiek by sobie ktoś pomyślał, ja już wiedziałam jedno. Dziecka nie obchodzą inni ludzie, ich śmiech czy pokazywanie butów palcami. W wieku prawie 4 lat najważniejsze są pomarańczowe kozaki na nogach mimo letniego poranka i ciepła ręka mamy, która prowadzi przez ten nie do końca, zrozumiały świat.

Od tamtego dnia nie walczę. Nie ma sensu. Buty były przez jeden dzień. Po prostu wtedy była taka potrzeba. Została zaspokojona i o to chodziło. Teraz przyszedł etap na bluzę o dwa numery za dużą, tylko dlatego, że też jest pomarańczowa. W chwili wolnej przemknie mi myśl, co będzie następne….

I cokolwiek by to było, pozwolę mojemu dziecku zadecydować samemu. Jeżeli będzie to dla niego ważne, to warto, aby sam się przekonał, jak się czuje z podjętą decyzją. Wiek nie ma tu znaczenia. Zaczyna się od decyzji, w co się ubiorę, aby w dorosłym życiu świadomie mówić „tak” lub „nie”.

Pozwoliłam dziecku na życie po swojemu ( oczywiście w wydaniu akceptowalnym zarówno dla mnie jak i dla niego). Nie ingeruje od tamtej pory w wybory ubrań, nie narzucam koloru podkoszulki, tylko dlatego, że mnie się bardziej podoba. Uczę się dawać dzieciom nowy rodzaj swobody, aby za parę lat dziecko wiedziało, że potrafi zapanować nas poważniejszymi i pojawiającymi się wraz z wiekiem problemami. Jestem obok. Zawsze gotowa do pomocy. Zawsze gotowa podpowiedzieć nowe rozwiązania. To dla mnie nowa rola jako mamy.

Każdego dnia dzieci uczą nas, nie my ich…. Pozwólmy sobie samym na zmianę perspektywy, na wyjście ze swoich ram, aby zobaczyć na nowo stare rzeczy. Bądźmy uważni… po prostu…

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
0 0Syndrom końca wakacji daje wam w kość? Oto 5 taktyk na przetrwanie
0 0USG połówkowe jest najważniejszym badaniem w ciąży. Zobacz, czego możesz się dowiedzieć