
Kiedy rodzi się dziecko uczymy się cierpliwości i czekania… Na pierwszy uśmiech, na „wyrastanie” z kolek, podnoszenie główki, raczkowanie i chodzenie… Ale najbardziej wyczekiwana chwila to ta, kiedy nasze własne wynoszone, wykołysane dzieciątko powie do nas „mamo”, „tato”… Wraz z ekspansją mieszkania i rozwojem umiejętności chodzenia, nasz maluch zaczyna komunikować potrzeby – krzyczy pod szafka, w której zawsze jest coś dobrego, domagając się przekąski… Poszukuje swojego kubka, kiedy chce mu się pić… Niestety zasób słów i umiejętności komunikacyjnych jest na tyle ograniczony, że często nie wiemy, czego chce nasze dziecko… „A może ciasteczko?”, „A może soczek”, „a może misia?” mówi mama… A sfrustrowany maluch krzyczy w proteście… My zdenerwowani, on zdenerwowane, a potrzeba niezaspokojona… Wyjście z tej sytuacji jednak tworzy się samo… Dziecko rośnie i jego umiejętności językowe szybko doskonalą się, a my uczymy się wspólnej komunikacji… Ale wyobraźmy sobie, że jednak tak się nie dzieje… Nasze dziecko nie uczy się nowych słów i pozostaje na etapie krzyku i protestu…
I od razu „Chce się żyć”! Wytrwałości i konsekwencji życzymy!!!
