Dziecko ma swój indywidualny plan rozwoju
Dziecko ma swój indywidualny plan rozwoju © Świat Fotografii Marta Młodziejewska

Kobiety uwielbiają oceniać, porównywać, krytykować i pod niebiosa wychwalać swoje dzieci. Skąd to wiem? Sama tak mam. Na szczęście metr za mną idzie taki niewidzialny stworek, który we właściwym momencie daje mi kopa w dupę. Dzięki niemu pamiętam, że lepiej ugryźć się w język, niż sprawić komuś, zupełnie niepotrzebnie, przykrość.

REKLAMA
Mój syn nie ma jeszcze roku, a już słyszę dziesiątki pytań o umiejętności i stan posiadania tego małego człowieka. A zęby już ma? A stoi? A chodzi? A puszcza się już (co to za pytanie w ogóle ;) )? A gaworzy? A "mama" mówi? A ile waży? A włosy mu nie rosną? A czemu ma tylko dwa zęby?...
Nawet w trakcie pytania ciśnie mi się na klawiaturę jedno krótkie słowo określające najstarszy zawód świata. Moje dziecko, póki co, jest leniwe, ale te lenistwo mieści się w normie. Od urodzenia moje dziecko przesypia niemal całe noce, bo nie chce mu się wstawać na karmienie. Nie chce mu się raczkować, jeśli nie ma celu. Jak z drugiego końca pokoju zauważy na podłodze choćby najmniejszy paproch, który nadaje się do wsadzenia do ust, to lezie to małe zło po panelach z prędkością światła.
Moje dziecko na zawołanie nie robi też "papa" i żadnych innych małpich sztuczek. Po prostu tak ma. I co? Mam mu wytłumaczyć, że powinien się żegnać z gośćmi i gospodarzami? Mam mu tez wytłumaczyć, że w żłobku Piotrusia nie wolno za włosy targać? Co jeszcze mam mu wytłumaczyć? Że powinien już chodzić, że powinien mieć więcej niż dwa zęby, że powinien mówić "mama", a nie tylko "tata", "gegun" i "gałgan"? Nojacieżpierdzielę... mój syn ma na wszystko czas. Co z tego, że nie chodzi jeszcze? Dziecko ma swój rytm, swój czas na wszystko. Może kiedyś będzie kosił trawę na cmentarzu i się nachodzi, więc na zapas odpoczywa. Może będzie tłumaczem i się jeszcze nagada. Może będzie fotomodelem i ładne zęby dopiero mu się przydadzą.
Zapewniam mojemu dziecku wszytko, co na obecnym etapie jego rozwoju jest mu najbardziej potrzebne, a więc: miłość, poczucie bezpieczeństwa i pełną, bezwarunkową akceptację. Może ostatnio miałam dla niego zbyt mało czasu, ale niemal natychmiast to naprawiłam, bo wiem, że czasu nie cofnę i drugiej szansy u tego mojego zgredka nie będę miała.
Serce mi rośnie, kiedy przychodzę do żłobka przed 15.00 i mój syn śmiga w moją stronę z uśmiechem od ucha do ucha. Jestem szczęśliwa, że, kiedy płacze, wzrokiem szuka właśnie mnie, żeby się mocno przytulić, ale też cieszę się bardzo, że moje dziecko chętnie bawi się z tatą i ma mamę w głębokim poważaniu, bo z tatą jest przecież ciekawiej, inaczej niż z mamą, która tylko by się chciała przytulać.
Czy nie chciałabym, aby moje dziecko rozwijało się szybciej niż jego rówieśnicy. No jasne, że chciałabym. Tylko, że ja nie mam żadnego wpływu na to, kiedy moje dziecko będzie miało pełne uzębienie. Ja mogę zapobiegać próchnicy i uczyć higieny jamy ustnej, ale siłą zębów z dziąseł nie wyciągnę. Nie będę też mojego dziecka prowadzać, jeśli on tego nie chce. Os sobie doskonale radzi w pokonywaniu odległości w łóżeczku, między pufami i między ławą a kanapą. Jak będzie chciał łazić ze mną, to ja będę łazić z nim. Mój kręgosłup "mentalnie" jest na to przygotowany.
Nie będę też uczyła niemowlaka mówić pełnymi zdaniami, kiedy on woli powtarzać nieskończoną ilość razy "gałgan, gegun, tata, papa". Mogę czytać książki, pokazywać obrazki, sylabować słowa, ale nie będę na siłę zmuszać do długich ćwiczeń 11-miesięcznego szkraba. Wystarczająco dużo moje dziecko uczy się w żłobku. Nie umie chodzić, mówić i ma tylko dwa zęby, ale doskonale wie, że, prowadząc samochód po podłodze, trzeba robić: "brrrrrr". I robi. I ja już jestem z niego dumna. Reszta przyjdzie z czasem. Trzeba to zadowolenie jakoś stopniować, bo tak napuchnę z dumy, że się w żadne ciuchy nie wcisnę.
I jeszcze taka refleksja odnośnie pytań... Naprawdę trzeba komukolwiek tłumaczyć, dlaczego nie wolno:
całować dzieci w usta i rączki,
oblizywać smoczka,
próbować czy kasza w butelce jest odpowiednio słodka (oczywiście przez smoczek),
podawać pogryzionych wcześniej przez inną osobę pokarmów (obrzydliwe to jest),
używać razem z dzieckiem tych samych sztućców w tym samym czasie?