Fot. Screen z Youtube / [url=https://youtu.be/9OsYxVQe4b0]MyMusicGroup[/url]
Fot. Screen z Youtube / [url=https://youtu.be/9OsYxVQe4b0]MyMusicGroup[/url]

Była w moim życiu sytuacja, która wpłynęła na mnie zdecydowanie bardziej niż narodziny syna i sprawiła, że poczułam się wyjątkowo. I nie była to pierwsza miłość, pierwszy seks też to nie był. Nie był to nawet pierwszy wyjazd w góry i nie był to moment, kiedy podczas górskiej wędrówki odwróciłam się i zobaczyłam, co to znaczy "góry". Był to piątek, 10 stycznia 2014 roku. Nigdy tego dnia nie zapomnę, nigdy.

REKLAMA
Co czułam, kiedy zostałam mamą? Tymi emocjami podzielę się chyba, poza mężem, tylko z synem. To jemu opowiem kiedyś, jak przeżywałam te pierwsze kilka chwil, kilka pierwszych godzin i dni. Jak się czułam, mówiąc pierwszy raz do dziecka po imieniu.
Jak zwykle pojechałam odebrać męża z pracy. Była więc mniej-więcej godzina 15.00. Zadzwonił telefon. Pracowałam już wtedy od prawie dwóch lat jako dziennikarka, więc nieznany numer mnie nie zdziwił. Był to jednak mój prywatny telefon, więc chwila zastanowienia przed odebraniem była. Nie chciało mi się gadać z żadnym konsultantem i innym "wciskaczem" kredytów i usług bankowych. Spacerowałam z psem po parkingu firmy, w której pracuje mąż. Zaczynał się już weekend. Chciałam mieć święty spokój. Odebrałam, nie przedstawiłam się, więc kobieta po drugiej stronie słuchawki zapytała, czy rozmawia ze mną. Gdy potwierdziłam, usłyszałam: "Anna J., Fundacja DKMS"... I nogi się pode mną ugięły...
Wiedziałam, po co dzwonią. Przedstawicielka fundacji pytała, czy zgłosiłam się do banku dawców szpiku, czy nadal jestem gotowa oddać szpik osobie chorej. Odpowiadałam twierdząco na wszystkie pytania. I w końcu usłyszałam to najważniejsze pytanie, a mianowicie, czy jestem gotowa poddać się badaniom krwi, aby potwierdzić, że mogę zostać dawcą szpiku dla konkretnego pacjenta. Oczywiście zgodziłam się bez wahania.
Mój bliźniak genetyczny potrzebował pomocy, a ja zgłosiłam się wiele miesięcy wcześniej do bazy dawców komórek macierzystych właśnie po to, aby pomóc. Zrobiłam to świadomie. Oddawałam też krew honorowo. To taki mój niewielki wkład w życie ludzkości.
Emocje, które mi towarzyszyły po rozmowie z panią Anią, trudno opisać w kilku słowach.
Oddałam krew do badania po kilku dniach. Próbki pobrano ode mnie w miejscowym szpitalu w ustalonym ze mną terminie i o wyznaczonej godzinie. Pielęgniarka oczywiście była zaciekawiona tak, jak i ja. Pytała więc, kiedy się zgłosiłam, jak to jest, jak zadzwonią i czy się nie boję. Nie bałam się. Wiedziałam, jak wygląda pobranie szpiku. Czytałam o tym dużo, zanim wysłałam zgłoszenie do bazy.
Od rozmowy z przedstawicielką Fundacji DKMS nie mogłam oddawać krwi honorowo, kolczykować się, poddawać zabiegom chirurgicznym, akupunkturze, tatuować ciała. Poza tym mogłam żyć normalnie. Tylko jak żyć "normalnie", wiedząc, że ktoś jest śmiertelnie chory i potrzebuje właśnie twojej pomocy. Że podejmując wcześniej decyzję zdecydowało się tak naprawdę o życiu drugiego człowieka, że masz to szczęście, że gdzieś obok mieszka, żyje twój bliźniak genetyczny. Te uczucia są wyjątkowe. Ja czułam się wyjątkowo. Czułam się jak nigdy wcześniej i nigdy później. Wiedziałam, że gdzieś po drodze postąpiłam słusznie, że te wysłane pałeczki z próbką śliny z wewnętrznej strony policzka to nie był kaprys, że naprawdę można pomóc i warto było się zgłosić, wysłać prośbę o zestaw, odesłać próbki.
Finalnie nie oddałam szpiku, ponieważ, pomimo zgodności, lekarze zdecydowali się na innego zgodnego i wcześniej przebadanego Dawcę. Tę wiadomość otrzymałam jednak dopiero kilka tygodni po pierwszym telefonie. Były to bardzo ważne tygodnie. Napięcie z dnia na dzień rosło. Byłam gotowa z dnia na dzień spakować się i pojechać do wskazanego szpitala. Mam nadzieję, że dziś, 1,5 roku po informacji, że nie ja zostanę dawcą dla tego konkretnego pacjenta, ta osoba jest zdrowa, że wszystko poszło zgodnie z planem i że kiedyś jeszcze będę mogła pomóc... albo może nie... życzę wszystkim moim genetycznym bliźniakom zdrowia. Nie chcę im pomagać, chcę, żeby ta pomoc nie była potrzebna, ale jak będzie potrzebna, pomogę, chętnie... Ot, taka sytuacja.