
Często kobiety zastanawiają się, jak zachęcić ojca dziecka do włączenia się w opiekę i wychowywanie. Ojciec, który jest tylko od wymierzania kar odchodzi, na całe szczęście do lamusa, jednak wiele młodych mam nadal narzeka na niewystarczającą pomoc.
REKLAMA
Kiedy widzę młodego mężczyznę na spacerze z wózkiem bez telefonu przy uchu i bez papierosa, myślę sobie, że ma jego partnerka wielkie szczęście. I od razu sama sobie głośno przypominam, że ja też mam wielkie szczęście. Mój mąż wychowuje naszego syna z równie dużą intensywnością co ja. Od pierwszego dnia...
Nie wiem, jak zachęcić, ponieważ nie muszę tego robić, ale wiem, jak łatwo zniechęcić tatę do zajmowania się maluchem. Kiedy widzę tatę z różowym wózkiem, w którym śpi ubrana w falbanki (także różowe - ew. białe, czerwone, fioletowe) jego pociecha, nad wózkiem króluje różowa parasolka, także (a jakby inaczej) z falbanką, rowerek trzykołowy w różowym kolorze, z różowym baldachimem i siedząca na nim różowa postać, która nawet do skarpetek ma doszyte falbanki, to jest mi takiego faceta żal.
Facet, nawet, kiedy zostaje (a może przede wszystkim wtedy właśnie) ojcem, jest nadal facetem. I on może chętnie by to swoje dziecię wziął na spacer. Choćby po to, aby od naszego gadania odpocząć, nie słuchać narzekania, nie odpowiadać na pytania, zaszyć się w swoich myślach i nie rozpraszać się trzaskiem garnków, patelni i innego szkła przeznaczonego do żywności. On by poszedł, bo też, podobnie jak my, chce się światu pochwalić, jakie ma cudowne dziecko, że w końcu zrobił coś, co ma ręce i nogi, ale on się boi, że na tym spacerze spotka kumpla. I wie, że z tym różowym wózkiem, rowerkiem i innym różowym gadżetem wygląda po prostu głupio. Bo mu to nie pasuje. Podobnie nie pasują mu te wszystkie falbanki i inne słodko-pierdzące gadżety. On na tym spacerze chce nadal być facetem.
I tak sob ie myślę, że może warto podczas zakupu wózka, rowerka, parasolki do wózka zapytać swojego partnera, co mu się podoba. I nie wskazywać, będąc w zaawansowanej ciąży, na konkretny model i pytając, potwierdzić: "Ten jest najładniejszy, prawda? Weźmiemy ten." Warto zapytać: "Który ci się najbardziej podoba? i poczekać na odpowiedź nawet najdłuższe w naszym życiu kilka minut i zgodzić się z wyborem partnera, albo pójść na kompromis. Nam, kobietom, wózek w kolorze słodko-pierdzącym będzie może i pasował (choć mam co do tego spore wątpliwości), ale nasi partnerzy mogą nam nigdy wprost nie powiedzieć (bo przykrości nam chcą oszczędzić, bo może uważają, że się nie znają), że ten wózek, rowerek, jeździk jest po prostu obciachowy i oni z takim "do ludzi" nie pójdą. Podobnie jest z ubrankami. Jeśli chcemy mieć w domu królewnę i królewicza, nikt nam nie broni. Ale w szafie nie ubędzie miejsca, jeśli schowamy ubranka specjalnie na spacery z tatą. Zwykłe T-sirty, spodnie, bluzy z długim rękawem. Takie ubrania bez efektu WOW, w których dziecko się ubrudzić będzie mogło, w którym będzie wygodnie i w którym dziecię wygląda po prostu schludnie.
Kiedy już po porodzie kupowałam chustę, z której po dziś dzień korzystam tylko ja, pytałam mojego męża, jaki wybrać kolor. Mąż wybrał czarną i taką kupiłam. Mi pasuje, a może i jego w końcu namówię na wiązanie i noszenie syna. Do kolorowej bym go nie przekonała, biała jest niepraktyczna, szarych i brązowych nie było, więc zgodziłam się na czarną.
Jeśli zaś chodzi o wózki. My kupiliśmy używany w kolorze kremowym (brudzi się jak jasna cholera, więc nie polecam, zwłaszcza spacerówki, ale cena była tak atrakcyjna, że nie żałuję), ale przymierzaliśmy się do brązowego lub szarego. Nie chcieliśmy mieć dzieci. Mamy już jedno, więc nie wiadomo, czy to na pewno koniec naszej historii. Na wszelki wypadek najważniejsze i, co za tym idzie, najdroższe przedmioty mamy w uniwersalnych kolorach. Żeby w razie czego dziewczynka nie spała w niebieskim łóżeczku, niebieskiej kołysce, nie huśtała się na niebieskiej huśtawce, nie siedziała w niebieskim foteliku i krzesełku do karmienia. Tak, wiem. Dziewczynka może. Gorzej, jak to chłopiec rodzi się jako drugi i ma wszystko (od śliniaków po wspomniane łóżeczko) po starszej siostrze... różowe.
Także, kochane panie, bo pewnie większość jest tu, mimo wszystko, kobiet, kupujmy z głową i chociaż czasami postawmy się na miejscu naszych partnerów, a może lepiej kolegów naszych partnerów. I popatrzmy na takiego tatę z rażąco różowym wózkiem. Chcemy, żeby nam pomagali, więc im tego nie utrudniajmy. Przecież tak naprawdę robimy to same dla siebie. A kiedy tata na spacerku, my odkładamy wszystkie obowiązki, robimy kawę/herbatę/drinka, kładziemy nogi na ławie i odpoczywamy zgodnie z maksymą: "Jak mam czas, to leżę i odpoczywam. Jak nie mam czasu, to tylko leżę".
