O autorze
Niegdyś szalona reporterka radiowa, która tresowała tygrysy, biegała po mieście za zagubionymi łosiami i latała szybowcem. Obecnie, podobno niezmiennie szalona – bo kto dziś decyduje się na tak dużą rodzinę, jak nie szaleńcy – żona jednego męża i mama pięciorga dzieci. Z wykształcenia etyk, z zamiłowania redaktor. Obala mity związane z macierzyństwem, zawsze chętnie dowartościowuje pracę kobiet w domu, działa na rzecz rodziny.

Dajmy dzieciom szansę. I rodzicom też

Dzieci i ryby głosu nie mają. Powiedzonko to bardzo często słyszałam w dzieciństwie. Bo przecież dziecko na niczym się nie zna, ma nie dyskutować, tylko siedzieć cicho i wypełniać polecenia rodziców. W szkole też nikt nie podskakiwał nauczycielom, bo na biurku leżała dyscyplinująca linijka. Ten, kto narozrabiał, zapraszany był na środek klasy i dostawał drewnianą linijką po rękach. Po to, żeby zapamiętał i drugi raz pomyślał, zanim zrobi coś głupiego. W wielu przypadkach metoda ta okazała się skuteczna. Ale nie, nie jestem jej zwolenniczką.


Czasy się zmieniły. Na sztandarach wypisano prawa dziecka. Dziecko zaczęło mieć głos, zaczęto z nim rozmawiać, dyskutować, konsultować. I dobrze, bo dziecko to też człowiek. Podmiot, a nie przedmiot. Jest małe, uczy się świata, trzeba dać mu szansę i czas, żeby mógł ten świat poznać.


I oto mamy sytuację schizofreniczną. Bo z jednej strony walczymy o prawa dziecka. Na dziecko nie można podnieść głosu, nie można go zdyscyplinować w krótkich żołnierskich słowach. Bo to przemoc. Nie można dziecka ukarać. Bo to przemoc. Nie można dziecku czegoś zakazać. Bo to przemoc. A jednocześnie nie dajemy dzieciom szans, żeby były dziećmi. Bo biegają, przeszkadzają i są głośne. Zawsze coś wyleją, pobrudzą, zniszczą. Najlepiej wysłać je wszystkie w kosmos z dala od pragnących spokoju dorosłych. Tych samych dorosłych, którzy przecież walczą o prawa dziecka. I ci sami dorośli mówią, niestety, o sferach wolnych dzieci.

Drodzy dorośli, nie tędy droga, My rodzice nie chcemy być zamknięci w getcie. Chcemy chodzić do parków, czasem zjeść z dzieckiem obiad w restauracji, pójść do kina, do kościoła. Po prostu chcemy z dzieckiem być w miejscu publicznym. Mamy do tego prawo.


Wielokrotnie uczestniczyłam w dyskusjach na temat tego, czy chodzić z dzieckiem do kościoła. Bo taki dwulatek to i tak nic nie rozumie, a na dodatek sobie spaceruje i innych rozprasza. Jestem zdania, że trzeba chodzić, bo z czasem dziecko nauczy się, jak należy się zachowywać. Przez przykład rodziców. Fakt, nauka nie trwa tydzień, tylko miesiące, ale warto, bo z czasem dzieci potrafią przez godzinę nie biegać, nie krzyczeć, po prostu zachowywać się godnie w miejscu, jakim jest kościół. Tylko trzeba dać im czas na naukę, a nie je przepędzać.

Podobnie z innymi miejscami w przestrzeni publicznej. Dajmy dzieciom szansę. Jeśli teraz odpuścimy to wielbiciele świętego spokoju mogą radykalizować swoje postulaty. I tak na przykład zakażą rodzicom z dziećmi korzystania z komunikacji miejskiej, bo nie daj Boże dziecko się rozpłacze, a przecież ktoś może chcieć w drodze autobusem sobie książkę poczytać, albo posłuchać muzyki. Albo nie wpuszczą nas do parku. Bo biegające dzieci będą komuś przeszkadzać. A już na plażę to w ogóle wejść się nie da, bo a nuż nasypią komuś piasek na ręcznik, albo wodą ochlapią. A jeszcze krzyczą tam tak głośno. Co z tego, że z radości. Wielbicielom ciszy i radość może przeszkadzać.

I nie chodzi o to, żeby teraz dzieciom na wszystko pozwalać. One też muszą znać granice, muszą wiedzieć, że ich zachowanie może innym przeszkadzać. Ale to już rola rodziców, żeby je mądrze wychowali i uwrażliwili na potrzeby i prawa drugiego człowieka. Wszak nie wychowujemy małych cesarzy, którym wszystko wolno.

A zatem, zamiast wyznaczać sfery wolne od dzieci, bądźmy bardziej życzliwi. Bo wychowywanie dzieci to droga trudna, wyboista, nie pozbawiona zakrętów. Tak naprawdę nie jest łatwo być dziś rodzicem, bo od początku tej drogi jest się na cenzurowanym. A ta życzliwość i wyrozumiałość, to ważny sygnał dla nas rodziców, że nasze dzieci są akceptowane przez sam fakt, że są dziećmi. Bo dzieci to dar, a nie kula u nogi. Dlatego obok polityki prorodzinnej ważna jest także społeczna akceptacja obecności dzieci. W końcu świat bez dzieci będzie może cichy, czysty i spokojny, ale nudny i pozbawiony wszelkich perspektyw.

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
0 0Syndrom końca wakacji daje wam w kość? Oto 5 taktyk na przetrwanie
0 0USG połówkowe jest najważniejszym badaniem w ciąży. Zobacz, czego możesz się dowiedzieć