Fot. Flickr/[url=https://www.flickr.com/photos/miggslives/6196822513/]Rafael Castillo[/url] / [url=http://bit.ly/mamadu]CC BY[/url]
Fot. Flickr/[url=https://www.flickr.com/photos/miggslives/6196822513/]Rafael Castillo[/url] / [url=http://bit.ly/mamadu]CC BY[/url]

Parę lat temu, gdy moje dzieci były w przedszkolu oglądałam galerię rysunków pod tytułem „Co robi moja Mama?” (Dlaczego nie Tata???). Wiele z nich przedstawiało Mamy z telefonem. Ze smutkiem muszę przyznać, że i ja byłam wśród nich. Zapytałam wtedy moje dziecko, dlaczego tak mnie widzi. Moja szczera pięciolatka wtedy odpowiedziała „Bo ty tylko gadasz i gadasz”. Racja. Zresztą zapytajcie przeciętne dziecko o jego wymarzony dzień, a gwarantuję Wam, że wśród pierwszych pięciu marzeń znajdziecie to: Abyś był/a Mamo/Tato BEZ TELEFONU.

REKLAMA
To ciekawe, że tak jak wielokrotnie zdarza mi się zapomnieć z domu: okularów przeciwsłonecznych, ładowarki do komputera, notatnika, przygotowanych kanapek, mleka do pracy czy prezentu dla kogoś, tak nigdy nie zapominam o telefonie. Z prostego powodu: już w drodze do samochodu ogarnia mnie niepokój, że czegoś zapomniałam. Nerwowo klepię się po kieszeniach, grzebię w przeładowanej gadżetami torbie, raz jeszcze kieszenie, torba i już wiem. Zapomniałam zabrać ze sobą przenośne życie. Brzmi przerażająco? To jest przerażające.
Oczywiście stosuję racjonalizacje typu „Dzięki temu jestem bezpieczna”, „Mam kontakt z wieloma ważnymi osobami”, „Bez telefonu nie mogłabym pracować i zarabiać pieniędzy”, „Dzięki niemu dostaję fajne propozycje”, „Mam życie towarzyskie nawet jak mieszkam na zadupiu”. I tak dalej. Racjonalizacje to jednak racjonalizacje. Wielokrotnie rozmawiam, gdy nie powinnam. Szczególnie gdy jestem z dziećmi.
A więc telefon. Przenośne dotykowe najnowszej generacji: moje życie. Małe urządzonko, które zmieniło współczesny świat i… współczesne rodzicielstwo. Małe wredne urządzenie, które dzieciom zabiera rodziców. Dorota Zawadzka opowiadała nam dziś w Redakcji, czego nie lubi w młodych matkach. Jako numer jeden lub dwa powiedziała „Nienawidzę takiego obrazka: idzie matka, prowadzi wózek i rozmawia przez telefon, gdy dziecko nie śpi. A potem te matki przychodzą i dziwią się, ze ich dwulatki nie mówią. A ktoś z nimi rozmawiał?”. No właśnie…
Koleżanka mówi mi, że jej synek bawi się często w zabawę „Kogo kochasz bardziej”. Wiadomo, naturalne sprawdzanie zaangażowania rodzica. A brata czy mnie? A tatę czy mnie? A babcię? A Ziutę? A psa? W końcu pada: A telefon czy mnie? Zatkało ją. Nie dopytywała już, czy to żart czy pytanie na serio (chyba bała się odpowiedzi).
I wreszcie moja Klara. Planujemy nadchodzący weekend we dwie. Obiecałyśmy sobie, że to będzie nasz czas: zakupy, spacer po Nowym Świecie, ulubiona lodziarnia, basen, hulajnoga - lista potrzeb nie objęłaby nawet tygodnia. Klara dodaje: „I najważniejsze, Mamo. Bez telefonu”.
Więc ja w panice liczę zobowiązania: Pierwszy Mąż i Pierworodny Syn, którzy jadą na turniej i będą informować o wynikach, Mama, która mieszka sama w Sandomierzu i boli ją noga, Tata, który wylatuje na wakacje i ma poinformować o bezpiecznym locie, kontakt z wydawcą, szef, którego lubię, przyjaciółka, z którą pracuję, przyjaciółka, z którą zamierzam pracować, przyjaciółka, która się zakochała i informuje mnie na bieżąco, Pewien Pan, potencjalne zaproszenie do Tvn24, który uwielbiam oraz te wspaniałe szanse, które mogą kryć się pod tajemniczymi numerami, które wyświetlą się w weekend. JAK LUDZIE KIEDYŚ ŻYLI?!
A żyli. Spokojniej, uważniej, bez wariackiego pędu. Byli. W kontakcie. Twarzą w twarz. Spotykali się w domach. Pili kawę. Albo wódkę. Niestety. Ale bawili się z dziećmi. Rozmawiali. Grali w gry. Odpowiadali od razu, gdy usłyszeli „Mamo, Tato”. Nie było żadnego „Zaraz”, „Jak skończę”, „Jeszcze minutka”, „To Ciocia Ola”, „Jak to znowu?!”, „Nie, to inna Ciocia Ola”. Cudowne, idylliczne dzieciństwo, któremu telefony nie kradły rodziców. Złodziejki jedne.
Wiem, wiem. Nie było tak cudownie. Rodzice popełniali inne błędy. Rodzice już tak mają, że są też od błędów (i dobrze, bo byliby potwornie nudni). Ale tu chodzi o coś innego, znacznie ważniejszego. Chodzi o naszą obecność. Uwagę. Dostępność. Kontakt wzrokowy. Otwarty przewód słuchowy. O to, by będąc z dziećmi - nie być gdzieś indziej. Telefon zabiera rodziców. Wiecie to sami.
Jako skradziona matka biję się w pierś i zaczynam swój odwyk wyznaczając sobotę Dniem Wolnym Od Telefonu (informacja dla bliskich: dyżur sprawuję o godz. 9.-9.15, 12-12.15, 18-18.15. Sprawy pilne). Jeśli macie podobny problem, zachęcam Was, drogie Mamy i drodzy Tatusiowie, byście przyłączyli się do mnie i spędzili fajny czas ze swoimi dziećmi. BEZ TELEFONU.

Ps. Przewiduję różne reakcje, więc tak dla przypomnienia poniżej lista symptomów uzależnienia od telefonu (z przymrużeniem oka):
— Rosnące napięcie w sytuacji braku
— Drżenie rąk, gwałtowne bicie serca, poty
— Agresja (werbalna, niewerbalna)
— Uporczywe myślenie o telefonie
— Spadek apetytu lub nadmierne jedzenie
— Problemy ze snem: wczesne budzenie lub problemy z zasypianiem
— Napady lęku
— Obniżony nastrój, apatia
— Podkradanie się do aparatu, aby na niego spojrzeć choć przez chwilę
— Ukradkowe włączanie
— Oszukiwanie innych, że nie złamałem zasady
— Samooszukiwanie typu „Wezmę tylko na chwilkę”, „Potrzebuję natychmiast, bo muszę sprawdzić, czy ktoś nie umarł”
— Złamanie się i poczucie winy

Wrrrrrr