![Fot. Pixabay/[url=http://pixabay.com/pl/rodzina-matka-c%C3%B3rka-kobiety-kobiet-515530/]longleanna[/url] / [url=http://bit.ly/CC0-PD]CC0 Public Domain[/url]](https://m.mamadu.pl/380b3d3402edb39cab147ce446d0c070,1500,0,0,0.jpg)
REKLAMA
Mamo,
Byłaś ze mną od zawsze, ale moje pierwsze wspomnienie Ciebie jest wtedy, gdy się zgubiłam. Pamiętasz to? Miałam wtedy trzy a może cztery lata i czułam się, jakbym nagle straciła wzrok. Wokół mnie zapanował chaos, jacyś obcy ludzie pochylali się nade mną i zlewali się w szarą masę. Szukałam wzrokiem tylko jednego jasnego punktu, który przywróciłby moje bezpieczeństwo. To byłaś Ty. Potem bardzo długo wierzyłam, że jesteś moim cały światem.
Byłaś ze mną od zawsze, ale moje pierwsze wspomnienie Ciebie jest wtedy, gdy się zgubiłam. Pamiętasz to? Miałam wtedy trzy a może cztery lata i czułam się, jakbym nagle straciła wzrok. Wokół mnie zapanował chaos, jacyś obcy ludzie pochylali się nade mną i zlewali się w szarą masę. Szukałam wzrokiem tylko jednego jasnego punktu, który przywróciłby moje bezpieczeństwo. To byłaś Ty. Potem bardzo długo wierzyłam, że jesteś moim cały światem.
Pamiętam, jak czekałam na Ciebie każdego dnia w oknie, odliczając minuty do Twojego powrotu. Gdy chorowałam, nie pozwalałam nikomu zapalić światła dopóki nie wróciłaś z pracy. Wchodziłaś z impetem do domu, krzycząc od progu „Dosyć tego chorowania. kto mi pomoże oskrobać marchewkę?”. I ja tę marchewkę mimo temperatury skrobałam, choć do dziś nienawidzę obierać warzyw i już nie czułam się chora, bo dom wypełniał zapach rosołu (wiesz, że robię identyczny rosół jak Ty?).
Pamiętam, że nienawidziłaś rajstop i nawet zimą zakładałaś spódnicę za kolana i z gołymi nogami przed siódmą rano biegłaś po świeże pieczywo, by zrobić mi kanapki z miodem i białym serem. Sąsiedzi się z Ciebie śmiali i mówili „Baśka, Ty się skończysz na zapalenie płuc”. Ale Ty za nic w świecie nie dałabyś się namówić na te rajstopy. Byłaś uparta w tej sprawie, ale w wielu innych też. Jak była niedziela i sklepy były zamknięte, to wkładałaś bułki do piekarnika, aby były chrupiące. Wiesz, że do dziś nienawidzę czerstwego pieczywa i że nie noszę rajstop?
Byłaś przenośnym domem jak ślimak. Pamiętam Twój piknikowy koszyk i serwetę w czerwoną kratę, którą przykrywałaś w nim ciasto. Przyjechałaś na kolonie z Tatą i pojechaliśmy nad jezioro. Przywiozłaś ten koszyk i mój ulubiony talerzyk z dalmatyńczykiem i jadłyśmy pieczonego kurczaka. Okropnie za Tobą tęskniłam na tych koloniach i jak powiedziałaś, że musicie się zbierać, to zaczęłam płakać. Mówiłaś wtedy „kobiety w naszej rodzinie nie płaczą”, więc zacisnęłam zęby, wróciłam na obóz i przestałam tęsknić.
Nauczyłaś mnie przełączać niewygodne uczucia. Pstryk i znikały. Ty tak robiłaś i uważałaś, ze to jest dobre. Potem przez lata dokopywałam się do tych wypartych uczuć, które zalegały we mnie jak ciężkostrawny tłuszcz. Pamiętam Ciebie jednak bardzo silną. Chyba nigdy nie widziałam jak płaczesz. Wtedy wydawało mi się to oczywiste, że mamy nie płaczą i że kobiety muszą być silne. Bardzo się myliłam.
Zobaczyłam to dość późno. Że nie jesteś matką idealną. Nie przytulasz. Nie umiesz słuchać. Nie pamiętasz o ważnych sprawach, bo jesteś skoncentrowana na sobie. Tak naprawdę teraz chcesz rozmawiać, a ja nie pamiętam zbyt wielu naszych rozmów. Miałaś swój świat, choć dziś mówisz, że byłaś cała dla mnie. Ale i tak przez wiele lat czułam jakbyśmy były jednością i dlatego tak trudno mi było odejść od Ciebie, Mamo. Nasze rozstanie było jednym z najtrudniejszych.
Lubisz powtarzać, że jesteśmy do siebie podobne. To prawda, mamy jasne włosy, podobne poczucie humoru, jesteśmy impulsywne i obie kochamy zwierzęta. Ale nie jestem Tobą, choć wiele z Ciebie w sobie dostrzegam. To było bardzo dziwne uczucie odkryć, że bycie sobą jest lepsze niż bycie Tobą.
Ale jesteś moim Początkiem, Mamo. Wszystko od Ciebie się zaczęło. Dlatego jesteś kawałkiem mojego serca, mojej ręki, nogi, piersi i uda. Jesteś milionem neuronów w moim mózgu i tysiącem krwinek w moim krwioobiegu. Nie mogę żyć niepogodzona z Tobą, bo to powoduje, że ja sama nie żyję ze sobą w symbiozie.
Gdy mówię o Twoich matczynych błędach, patrzysz na mnie z niedowierzaniem i mówisz „No chyba żartujesz?!”. Zupełnie niepotrzebnie. Wszystko Ci wybaczyłam, tak samo jak, mam nadzieję, Ty wybaczasz mi. Ksiądz Jan Twardowski napisał kiedyś:
„Nieludzkie piękno mistrzów a tu zwykła matka jej nos okulary i pacierz
na stole moczopędna pietruszka z selerem sałatka
i bardzo ludzka miłość.”
„Nieludzkie piękno mistrzów a tu zwykła matka jej nos okulary i pacierz
na stole moczopędna pietruszka z selerem sałatka
i bardzo ludzka miłość.”
O tym właśnie chciałam napisać, że miłość matki to bardzo ludzka miłość. Bo taka niedoskonała jak Twoja.
Kocham Cię. M.
