Fot. 123rf.com / E.Bistocchi
Fot. 123rf.com / E.Bistocchi

Taka sytuacja. Siedzę przed stajnią i patrzę, jak Klara jeździ na koniu. Co jakiś czas robię telefonem zdjęcie, dokumentując jej postępy w galopie. Nagle przed moimi oczami wyrasta postać - Starszy Pan wyciąga do mnie rękę, w której trzyma kapelusz i mówi: - Dołoży Pani staremu na obiad? - Raczej na flaszkę - myślę, ale ponieważ wyznaję zasadę, że jak mam, to daję z nadzieją, że jeden gest na sto człowiekowi realnie pomoże, grzebię w portfelu i wrzucam kilka złotych do kapelusza. - Bóg zapłać, Dobra Kobieto - uśmiecha się do mnie Starszy Pan i pyta, czy kocham konie. - Nie. Córka kocha - odpowiadam zgodnie z prawdą. - Do konia trzeba mieć spokój w sercu - mówi. - Pewnie tak - odpowiadam z nadzieją, że to nie jest początek dłuższej konwersacji, bo Klara na mnie patrzy z lekką irytacją, widząc że nie filmuję.

REKLAMA
Wychowałem się na wsi - rozsiada się obok mnie na cienkiej drewnianej desce, która zastępuje ławkę. - Wieś to konie, proszę Pani. Spracowane, tłuste klacze. Była Pani kiedyś na wsi? - Byłam. Niewiele - przyznaję. - Spędziła Pani lato na wsi? - Nie. - To Pani nie była. Niech Pani żałuje. Każdy powinien spędzić lato na wsi. - zamyśla się. - Dzisiaj ludzie nie potrafią się uspokoić. Tak strasznie się spieszą. I gdzie oni się tak spieszą, ja sobie myślę. No gdzie? Niech Pani popatrzy na konie, jak one spokojne, idą sobie w rządku po wybiegu, kręcą grubymi tyłkami. Trzeba je śmigać tym bacikiem, aby im się cokolwiek chciało. A ludzie tak się spieszą. Kto dziś ma czas popatrzeć na konie?
logo
Milczymy, patrzę, jak Klara galopuje, a inne konie spokojnie przechadzają się w kręgu. Myślę o tym, jak wciąż się spieszymy. Starszy Pan ma rację. Mam czasami wrażenie, że przesiadamy się z jednego Pendolino do drugiego i nawet nie wiemy, czy to właściwy kierunek. Patrzę na swoje koleżanki i kolegów, większość z nas żyje podobnie. Jesteśmy zdziwieni, że zbliża się kolejna Gwiazdka, a przecież dopiero co świętowaliśmy poprzednią. „Jak ten czas leci” - mówimy. „Kopę lat”- tak witamy znajomego. Ja zapytałam ostatnio moją kuzynkę, kiedy zdjęła aparat, bo nie zauważyłam. - Pięć lat temu - odpowiedziała i uśmiechnęła się z politowaniem. Takie są konsekwencje życia w Pendolino. Nie zauważamy upływu czasu. Nie zauważamy zmian. Tracimy.
Co?
Bliskie relacje, których nie da się pospiesznie budować. Są nietrwałe, płytkie i kruche. Rozpadają się pod wpływem kryzysów, które są nieuchronne. Kryzysy potrzebują grubych murów (takie mury się buduje uważnie latami).
Rozwój dzieci. Te wszystkie momenty, których nie da się doświadczać z okna pędzącego pociągu. W konsekwencji brak rozumienia tego, co jest potem. „Dlaczego już ze mną nie rozmawiasz, Synu?”. „Wolę pograć, Mamo”.
Przyjaźnie. Bycie z innymi w trudnych chwilach. Pamiętanie o ważnych wydarzeniach. Wspieranie. Nie da się tego zrobić dobrze na odległość. W konsekwencji oni wciąż machają do nas z peronów.
Więzi. Generalnie budowanie relacji z innymi ludźmi. Wspólne fotografie. Z pędzącego pociągu obraz jest rozmazany.
Siebie. Kontakt z własnymi potrzebami. Kim teraz jestem i czy to ja. I czy tym kimś chciałem być. Czy siebie rozumiem. Czy mogę sobie zaufać. Czy ta obca Pani to nadal ja?
Momenty. Patrzenie na konie. Las. Zapach morza. Bociany. Zapach szczypioru na polu. Mokry mech pod stopami.
- Podwiezie mnie Pani na kolejkę? - przerywa Starszy Pan. - Nie mam siły dojść. - Oczywiście - odpowiadam i macham Klarze, że zaraz będę. - Serdecznie Pani dziękuję - wsiadamy do auta, a Starszy Pan do mnie mówi - Będę tu za tydzień popatrzeć na konie, przyjdzie Pani? - Tak - odpowiadam cichutko. - Do widzenia.