Fot. Unsplash / [url=https://download.unsplash.com/34/kVEPcWcfSA2tgOpRz9Za__DSC0765.jpg] Dominik Martin[/url] /  [url=http://bit.ly/CC0-PD]CC0 Public Domain[/url]
Fot. Unsplash / [url=https://download.unsplash.com/34/kVEPcWcfSA2tgOpRz9Za__DSC0765.jpg] Dominik Martin[/url] / [url=http://bit.ly/CC0-PD]CC0 Public Domain[/url]

Lubię słowo “Nie wiem”. Nie wiem, co mam zrobić. Nie wiem, dokąd pójść. Nie wiem, co czuję. I nie wiem, co będzie.

REKLAMA
Dawniej tak nie było. Zaraz po moim “nie wiem” pojawiał się strach. Zagubienie. Chaos. Czasami panika. Jeśli nie wiem, to kto ma wiedzieć? Jak wiedzieć nie będę, to co się stanie? Czy moje życie nie rozpadnie się na tysiące kawałków przez moje wahanie? Moje “nie wiem", które nie jest ani tak ani nie, nie jest prawą ani lewą stroną — było jak kula u nogi. Rozlazłe. Byle jakie. Człowiek mądry powinien wiedzieć. Tak myślałam wtedy.

Czasami sięgałam po proste sposoby. Są takie. Biorę cokolwiek. Pierwsze rozwiązanie, które przychodzi mi do głowy. Przykrywam swoje “nie wiem” i (uff) czuję ulgę. Znów jestem dorosła i mocno ściskam wodze swojego życia. Czyżby? To dlaczego śni mi się inny scenariusz? Dlaczego ulga zamienia się znów w niepokój? Dlaczego jakaś dziwna tęsknota łapie mnie za gardło? Może mój wybór nie był najlepszy?
Albo też robiłam krok w tył. Jak nie wiem, to znaczy niczego nie powinnam zmieniać. Ulga. Znów siedzę pod kocem, którym przykrywałam krzesło w znajomej kryjówce, w której przesiadywałam jako mała dziewczynka. Koc jest czerwony, w kratkę. Szorstki w dotyku, z dziurą wyżartą przez mole. Wtedy go lubiłam, a teraz nagle wszystko mi w nim przeszkadzało. Dlaczego?
Przepraszałam też. Za to, że nie wiem I za to, że moje wahanie destabilizuje innym życie. Czułam, że jestem jedyną taką rozedrganą, chybotliwą, żałosną osobą w moim otoczeniu. Wydawało mi się, że inni są silni, pewni, wiedzą; żołnierskim krokiem podążają naprzód ku swojemu wspaniałemu życiu, a ja przeskakując z jednej nogi na drugą — stoję w miejscu. I do tego niezbyt stabilnie.
logo
Fot. Unsplash / [url=https://download.unsplash.com/45/eDLHCtzRR0yfFtU0BQar_sylwiabartyzel_themap.jpg] Sylwia Bartyzel[/url] / [url=http://bit.ly/CC0-PD]CC0 Public Domain[/url]
Gdybym wiedziała wtedy to co dziś, stałabym nadal w miejscu, ale niewzruszenie i pewnie. Śmiałabym się w duchu z tych zdecydowanych błyskawicznych karier i małżeństw, po których dziś nie ma śladu. Albo też trwają — jak wyblakłe pocztówki. Wtedy jednak wierzyłam, że pewność i “wiedzenie” jest jedyną drogą do sukcesu.
A potem spotkałam kogoś, kto powiedział mi takie zdanie “szuka Pani wciąż definicji, po co? Nie sądzi Pani, że to droga na skróty?”. “Skoro Pani nie wie, to znaczy, że być może nie ma jeszcze rozwiązania. Albo na to, które jest — Pani nie jest gotowa”. I zapytał: “Nie jest Pani ciekawa, czego nie wie?”. Tym człowiekiem był mój Terapeuta.
Zawdzięczam mu to, co zrozumiałam wtedy, że “nie wiem” nie potrzebuje mojego kompulsywnego działania, tylko wręcz przeciwnie — potrzebuje mojego spokoju. Czasu. Cierpliwości.
A przede wszystkim potrzebuje mojej ciekawości. Otwartości na różne scenariusze. Na możliwości, które są w zasięgu ręki i takie, które mogą powstać tylko z niewiedzy. W naszym rozmowach “nie wiem” nabrało dla mnie innego znaczenia. Nauczyłam się mówić “nie wiem” i nie bać się się. Myślę, że to wiele zmieniło w moim życiu.
Dlatego lubię teraz, jak ludzie przychodzą i mówią, że nie wiedzą. Bo ci, którzy wiedzą “wszystko”, najczęściej nie wiedzą nic. Z prostego powodu: imperatyw, by wszystko kontrolować (w tym emocje i stan świadomości) powoduje, że mają zablokowany dostęp do swoich pragnień, potrzeb i prawdziwych uczuć. Często praca z takim osobami polega początkowo na tym, by rozbroić stare przekonania. Blokady. Lęk. To wszystko, co często zawiera słowo “wiem”. Wywalić je (tymczasowo) ze słownika i z głowy.
I dopiero potem może pojawić się ciekawość. Otwarcie. Nieprosząca o nic samotność. Lub nieczekana miłość. Jak w moim ukochanym wierszu ks. Twardowskiego.
“Czy nie dziwi cię
mądra niedoskonałość
przypadek starannie przygotowany
czy nie zastanawia cię
serce nieustanne
samotność która o nic nie prosi i niczego nie obiecuje…
(…) prawda nareszcie prawdziwa nie posiekana na kawałki
czy umiesz przestać pisać żeby zacząć czytać?”
Czasami trzeba przestać pisać, by zacząć czytać.
Nie wiedzieć, by wiedzieć.
Człowiek mądry czasami nie wie.
Nie chodźcie na skróty. Nie warto.
Ja patrzę na swój ogród za oknem i wiem, że warto było. Nie wiedzieć.