
- Nigdy nie odsłaniam się za bardzo - mówi Ania, piętnastolatka, która narzeka na to, że nie ma przyjaciół. - Dlaczego? – interesuję się. - Bo jak się otworzę, to mnie zranią – odpowiada i grzebie w torebce, szukając telefonu.
REKLAMA
- Kto?
- Inni. Ludzie.
- Wszyscy czy jacyś konkretni?- dopytuję.
- Wszyscy. Nie wie Pani, że ludzie ranią?
- A Ty wiesz? Skąd?
- Mój tata zawsze mi to mówi.
- Co mówi?- patrzę na nią uważnie.
- Mówi, że ludzie są fałszywi. I interesowni. Trzeba uważać, więc uważam.
- A jak to robisz?
- Co?
- Powiedziałaś „uważam“. Jak uważasz na nich?
- No właśnie nie odsłaniam się.
- Co to znaczy?
- Nie mówię o sobie zbyt wiele. Nie zwierzam się. Raczej nie zapraszam do domu.
- To na czym według ciebie polega przyjaźń?
- Na byciu blisko ze sobą.
- Czyli?
- Zwierzaniu się. Spędzaniu czasu razem.
- No właśnie. Powiedziałaś, że jednak tego nie robisz, bo musisz uważać. Jak więc masz znaleźć sobie przyjaciół?
- Nie wiem.
- Inni. Ludzie.
- Wszyscy czy jacyś konkretni?- dopytuję.
- Wszyscy. Nie wie Pani, że ludzie ranią?
- A Ty wiesz? Skąd?
- Mój tata zawsze mi to mówi.
- Co mówi?- patrzę na nią uważnie.
- Mówi, że ludzie są fałszywi. I interesowni. Trzeba uważać, więc uważam.
- A jak to robisz?
- Co?
- Powiedziałaś „uważam“. Jak uważasz na nich?
- No właśnie nie odsłaniam się.
- Co to znaczy?
- Nie mówię o sobie zbyt wiele. Nie zwierzam się. Raczej nie zapraszam do domu.
- To na czym według ciebie polega przyjaźń?
- Na byciu blisko ze sobą.
- Czyli?
- Zwierzaniu się. Spędzaniu czasu razem.
- No właśnie. Powiedziałaś, że jednak tego nie robisz, bo musisz uważać. Jak więc masz znaleźć sobie przyjaciół?
- Nie wiem.
Myślę o Ani. I o innych dzieciach, które przychodzą z życiowymi „drogowskazami“ od swoich rodziców. „Nie ufaj“. „Uważaj“. Ale też: „Nie bądź słaby“, „Myśl o sobie“, „Myśl o innych“, „Kochaj, ale rozważnie“. I tak dalej. Przesiąknięte przemyśleniami ich rodziców, zebranymi przez ich własne doświadczenia. Lub też międzypokoleniowymi przekazami, które wędrują z matki na córkę lub z ojca na syna. W psychoterapii porównuje się to do lojalności rodzinnej, posługując się metaforą drabiny pionowej, czyli lojalności wobec zasad i metafor panujących w rodzinie, takich jak te właśnie.
Dziecko szybko rozumie, że częścią jego przesłania życiowego jest zachowanie według rodzicielskich drogowskazów, które w różny sposób opisują świat i ludzi. Jako przyjazny lub wrogi. Pełen zła lub miłości. Otwarty lub zamknięty. Obraz ten staje się mapą poznawczą, z którą dziecko rusza w świat. A jeśli jest jak Ania, która wierzy, że niebezpieczeństwo czyha za rogiem? Staje się nieufne i wytwarza barierę między sobą i innymi ludźmi. W relacje wkrada się nieufność. Rówieśnicy odpowiadają wykluczeniem z grupy; szczególnie w tym wieku nie lubi się zdystansowanych, nieufnych osób. Ania zamiast podważać przekonania swojego ojca - uzyskuje ich potwierdzenie. Ludzie ją odrzucają, czytaj ludzie są wrodzy. Tata miał rację - nie można nikomu ufać. Trzeba uważać.
Tak właśnie powstaje błędne koło, które przerywa dopiero objaw (lub nie). Depresja. Lęk. Agresja. Coś zewnętrznego wymyka się z zaklętego kręgu rodzinnych przepowiedni. Świat, który powstał w oparciu o rodzinną opowieść zderza się ze smutkiem dziecka, jego cierpieniem. Ktoś przyprowadza dziecko na terapię. I co robi terapeuta? Zagląda do plecaka.
Plecaki są różne. Kolorowe. Przezroczyste. Białe lub czarne. Duże, małe. Z piachem lub kamieniami. Ciężko dziecku iść, gdy ma przeładowany plecak. Mówimy naszym dzieciom różne rzeczy, nie myśląc o tym, że nasze przemyślenia zwijają się w kulkę i wpadają na jego plecy. Nie zauważamy, jak w różnych opowieściach rysujemy im obraz świata. I jakie dziwne i mroczne są te nasze historie.
A przecież nie ma nic fajniejszego, jak pozwolić dziecku biec. Swobodnie. Z jego cudowną naturalną ciekawością. Lubię wracać do rozmów Prosiaczka z Puchatkiem. Takich jak ta:
„-Powiedz, Puchatku – rzekł wreszcie Prosiaczek – co ty mówisz, jak się budzisz z samego rana?
-Mówię: 'Co też dziś będzie na śniadanie?' – odpowiedział Puchatek – A co ty mówisz, Prosiaczku?
-Ja mówię: 'Ciekaw jestem, co się dzisiaj wydarzy ciekawego. '
Puchatek skinął łebkiem w zamyśleniu.
-To na jedno wychodzi – powiedział.”
„-Powiedz, Puchatku – rzekł wreszcie Prosiaczek – co ty mówisz, jak się budzisz z samego rana?
-Mówię: 'Co też dziś będzie na śniadanie?' – odpowiedział Puchatek – A co ty mówisz, Prosiaczku?
-Ja mówię: 'Ciekaw jestem, co się dzisiaj wydarzy ciekawego. '
Puchatek skinął łebkiem w zamyśleniu.
-To na jedno wychodzi – powiedział.”
Kiedyś jedna dziewczynka powiedziała mi, że nie lubi wstawać rano. Nic niepokojącego - pomyślałam - większość dzieci nie lub wstawać do szkoły. – Nie lubię wstawać, bo mój Tata powiedział, że słońce przestanie świecić, gdy będzie wojna - dodała.
Nie jestem zwolenniczką traktowania dzieci jak dorosłych. Nawet, jeśli są dojrzałe jak na swój wiek. Nie jestem za tym, by dzielić się z nimi swoimi lękami i przemyśleniami starego człowieka. Nasze dzieci nie są nami i ich życie nie będzie takie samo. Dajmy im szansę na przeżycie go na swój własny sposób. Bez plecaka. Niech biegną wolne.
- Myśli Pani, że Tata nie ma racji? - Ania.
- Myślę, że są różne punkty widzenia - Ja. – Twój własny, Aniu, będzie na pewno dużo ciekawszy.
- Myślę, że są różne punkty widzenia - Ja. – Twój własny, Aniu, będzie na pewno dużo ciekawszy.
