Jedna z moich przyjaciółek poznała Pana w Internecie. Rozwiedziony, dwójka dzieci, biznesmen z doktoratem. Brzmiało fajnie. Po kilkudniowej wymianie zdań umówili się na spotkanie.

REKLAMA
Byłam równie podekscytowana jak ona i z tej okazji kupiłam sobie i jej taką samą bluzkę (tyle, że ona poszła w niej na randkę, a ja przeszłam się z kuchni do pokoju i z powrotem). Umówiłyśmy się, że zadzwoni w trakcie lub wyśle sms, abym nie pękła z ciekawości. Do 22.00 cisza i nagle domofon, a pod moim płotem najmniej spodziewany gość czyli przyjaciółka. Zanim weszła, rzuciła do słuchawki: - Czy jestem patologiczna? Zachichotałam. - A kto nie jest?- odpowiedziałam starym zwyczajem, a moja przyjaciółka spojrzała na mnie wściekle i rzuciła "zapalmy". Więc zapaliłyśmy (z założenia nie palę, ale...).
Pan z Internetu w ciągu godziny opowiedział jej historię swojego życia. Standard (ona ma dar słuchania). Ważnym aspektem jego historii było poszukiwanie Wielkiej Miłości. Pan należał do tych, którzy w bardzo przemyślany sposób określają kryteria poszukiwań. Jego długa droga eksploracji miłosnej przemierzała od blondynek do brunetek, z biustem lub bez, doktoratem lub magistrem i tak dalej. Za każdym razem jednak zanim ruszał na tak zwany randkowy rynek miewał sny (lub omamy) na temat tego, kogo teraz spotka. I chwilę później spotykał dokładnie taką, którą sobie wyśnił (normalnie czarodziej!). Nie muszę wspominać, że randki te kończyły się porażkami ku rozpaczy naszego Pana.
Kilka tygodni temu po "głębokich" refleksjach wyciągniętych z poprzednich doświadczeń Pan wyśnił nową kategorię kobiety, której szuka. Określił to mianem "patologiczna". - Wiesz, pomyślałem sobie - tłumaczył mojej przyjaciółce - że czas na kobietę dojrzałą, z bagażem doświadczeń, po rozwodzie i z dziećmi. Tą, której się nie udało czyli patologiczną.- Przyjaciółka zaczęła pocierać palcami wokół paznokci w poszukiwaniu odstającej skórki. - Chciałem spróbować z taką kobietą, dlatego kiedy Tomek (wspólny znajomy) wspomniał o tobie, pomyślałem "czemu nie" - uśmiechnął się dumnie jak facet, który mówi kobiecie komplement i czeka na reakcję, a przyjaciółka wsunęła palec do buzi, by obgryźć znalezioną skórkę (zawsze tak robi, gdy się stresuje). Pod pretekstem tego, że musi przygotować raport na następny dzień, uciekła ze spotkania i przyjechała do mnie.
I dzieląc się ze mną tą uroczą historią, podzieliła ze mną swój los. Na papierosie stała teraz nie jedna, ale dwie patologiczne matki, którym się nie udało. Chwilę pomilczałyśmy, a potem wypiwszy po jednej lampce (dwóch...) czerwonego z etykietą perliczki z Chile, ścigając się z upływem czasu i obejmując refleksjami to, co było i nie wróci, stworzyłyśmy nową definicję "patologicznej". Nasze wnioski:
patologią jest odwaga w odchodzeniu, gdy jest źle;
patologią jest poradzenie sobie po rozstaniu;
patologią jest doskonałe łączenie macierzyństwa z domem i pracą;
patologią jest samodzielność i niezależność;
patologią jest poczucie, że jest się równie atrakcyjną jak młodsze lub te, które nie mają dzieci;
patologią jest brak przymusu bycia z kimś;
patologią jest brak potrzeby określania kryteriów wobec kogoś, kogo się szuka;
patologią jest brak szukania;
patologią jest poczucie wewnętrznej i zewnętrznej wolności
Gdybym miała Panu coś poradzić, Panie z Internetu, powiedziałabym "chłopie, pomyśl zanim coś powiesz i niech Cię sny o Wielkiej Miłości opuszczą, a może Ona się wtedy zjawi?". Pozdrawiam, Patologiczna.