Wyjechały. Dzieci (lat 8 i 11). Zabrały swoje kolorowe walizki i poszły. Dziwne uczucie. Cisza, która krzyczy.

REKLAMA
logo

Od początku. Czyli od WCZORAJ?
Konie zamiast pakowania
Klara ma w nosie pakowanie (jak się później okaże, to tylko błędne wrażenie) i wybiera dzień na koniach, mimo iż przekonuje ją, że to ostatni nasz wspólny dzień. „Jakbyś nie pracowała, to nie byłby ostatni“. Racja (przy okazji szczególne podziękowania dla Matkażonaikłopoty za przypomnienie, że całe moje starania łączenia macierzyństwa z pracą są g... warte☺)
Idziemy więc na te konie. Ona przodem, ja wlokę się w zbyt czystych butach (beżowe nówki, miały pasować do czapki) po błocie do stajni. Nie wiadomo, czy będzie ktoś w wieku Klary, by miała z kim się bawić. Czekam więc. Dwie nastolatki. Trzy. Cztery. W końcu jest! Na oko ośmiolatka z albumem KONIE pod pachą. Zagaduję. Jestem zbesztana „kompromitujesz mnie“ i wyproszona „idź już“. Staram się jeszcze przez chwilę być przystosowana społecznie (skoro moja córka nie jest, siedzi w rogu i skubie bacik, łypiąc okiem) i wychodzę, prosząc by zadzwoniła, jak będzie chciała być odebrana wcześniej. Wywrót oczami w cztery strony świata (ona) i zamykam drzwi (ja).

Pakowanie zamiast koni z internetową gadką w tle

Jurek zostaje i pakuje walizkę. Godzina i po sprawie. Facet. Nie ma dylematów: 7 t-shirtów, trzy pary spodni, polar, bielizna termoaktywna, 7 par majtek, skarpetek, kask, buty, wsio ryba. Ja pakuję w międzyczasie Klarę (błąd, oj błąd!!!), a Jurek puszcza mi fragmenty jakiegoś debila z You Tuba, który klnie po niemiecku (nie znam niemieckiego, ale są napisy oczywiście). Rozmawiamy chwilę o Internecie i rozróżnianiu ciekawych i nieciekawych rzeczy, ale jak się okazuje, mamy całkiem odmiennie spojrzenia.
Jego zdaniem ciekawe jest:
Leopold z Minecraft’a, Gracjan Roztocki, Wardęga, Happy Tree Friends
Moim zdaniem:
MamaDu (oczywiście), NaTemat (oczywiście), Allegro, Wysokie Obcasy.pl, Facebook
Jurek mówi, że możemy się spotkać tylko na Allegro i to wtedy, gdy będziemy kupować nowego Pad’a (na Playstation) lub nową część Call of Duty (jasne!). To się nie spotkamy nigdzie.
Foch sms’owy
Odwożę Jurka na trening do Warszawy, w międzyczasie Klara wraca z koni i zobaczywszy spakowaną walizkę, pisze do mnie sms (a nawet kilka):
Klara: Wszystko wysypałam, co mi spakowałaś Mamo.
Ja (Małgosia): Dlaczego?
K: Bo mnie wkurzyłaś.
M: Bo?
K: Bo mnie wkurzyłaś.
M: Ale dlaczego?
K: 10 minut płakałam przez ciebie.
M: Z jakiego powodu?
K: Z twojego
M: To już wiem. Ale co złego zrobiłam?
K: Spakowałaś mnie beze mnie! Wiesz, że tego nienawidzę.
M: Wiem, ale chciałam Ci pomóc i spakować użyteczne rzeczy na wyjazd (skąd mi się wzięło to „użyteczne“?! Z nerwów chyba)
K: Wiem to, ale tego nie lubię. Ale już jest dobrze, spakowałam z ciocią ubrania które uważam za stosowne (jeny, już się boję, co się kryje za „stosowne“)
M: To świetnie, bardzo się cieszę.
Minuta ciszy.
K: Dobra zupa
M: Uśmieszek
K: Pycha
M: Uśmieszek
Stosowne okazały się: legginsy z czarnego pluszu, letnia sukienka w koty, bluzka z cekinami i jedna balowa suknia Kopciuszka. Negocjacje w sprawie Kopciuszka trwały dobre 20 minut. W zamian za kompromis obiecałam kupić drugą cześć bajki. Jestem beznadziejna.
Wieczór i niby-sen
Nalewam sobie kieliszek czerwonego wina (bardzo dobre chile) i natychmiast jestem upomniana, że w tym domu się nie pije ani nie pali. Kto tak powiedział ????? (bo ja nie pamiętam, bym coś wspominała). Klara przypomina mi, co jest napisane na opakowaniach papierosów (że palenie zabija!!! Ale ja nie palę, ratunku!). „Alkohol jest jak papierosy“- mówi. „Pani nam w szkole mówiła. To patologia, Mamo“. No nie. Zaczynam tłumaczyć, że nadmiar wszystkiego szkodzi, że lampka wina nie jest szkodliwa. Klara przerywa: „Jesteś psychologiem. Wiesz, co to jest patologia“. No wiem. Bosz, moja córka będzie mądrzejsza ode mnie (czy już nie jest???). Odstawiam kieliszek (oby do jutra!) i każę im się wykąpać i położyć (z pięć razy biegam na górę: wybrać szampon, podać ręcznik, spuścić wodę i napełnić wannę czystą, znaleźć spodnie od pidżamy, podać drugi ręcznik, kwa kwa, to ja kwoka!)
Liczę od zera do dziesięciu (nie pomaga nigdy, ale z przwyczajenia próbuję), robię trzy głębokie wdechy (lepiej), łyk wina (nie!), 2 łyżki czekolady tej słynnej firmy (tak!). Myślę o tym, co jutro i pojutrze i przez cały tydzień i już prawie jestem spokojnie szczęśliwa, gdy słyszę ryk Klary, że ona „nie jest do adopcji“. Coooo? „Bo Jurek mówi, że nadaje się do adopcji!!!“. Po serii rozmów o tym, że Klara nie była adoptowana i naprawdę ją urodziłam, teraz będziemy dyskutować o tym, że będąc prawdziwą siostrą, nie chcemy jej nikomu oddać. 30 minut niby-konstruktywnej rozmowy (niby, bo kilka razy się wściekłam, Klara płakała, a Jurek robił głupie miny i nas rozśmieszał na maxa). Koszmarny Karolek - rozdział o nocowaniu u kolegi i śpią. Co to za spanie, jak Jurek ze trzy razy krzyczy przez sen coś o slajsie, a Klara wstaje o 3 na siku, a o 6 na wyjazd, bo nie może spać ze zdenerwowania.
Rano wyjeżdżają (z opóźnieniem 1,5-godzinnym, przez które zapominam o spotkaniu w radio, na szczęście nie antenowym, bardzo Pana przepraszam!).
Ciiiiiiicho się zrooooobiło.
Co krzyczy moja cisza?
Zamiast radości - niepokój. Zamiast ekscytacji - poczucie winy. Zamiast aktywności (a przecież mam tyle do nadrobienia) - dezorganizację. Przyspieszony rytm serca. Napięcie mięśni. Organizm jest w szoku. Resztką sił wylizuję słoik czekolady. Może cierpię na zaburzenia odpoczynku (mam większość objawów)? A może doświadczam osłupienia dysocjacyjnego, bo nie poznaję miejsca, w którym żyję?☺
Bo przecież, drogie Mamy, znacie tę dysocjację dla nas Matek podstawową: świat z dziećmi a świat bez dzieci. Dwa różne światy, prawda?
A ty, Ciszo, zamilcz wreszcie i daj pobyć w drugim świecie Matce Która Na Tą Chwilę Spokoju Bez Zaburzeń Dysocjacyjnych Naprawdę Zasłużyła...
PS Na początek Nowego Życia włączam Cohen’a i przenoszę się na jego „głębokość tysiąca pocałunków“ (a thousand kisses deep). To moja prywatna fuga dysocjacyjna☺