Mam syndrom odstawienny. Towarzyszy mi niepokój. Mam zaburzenia łaknienia. Podwyższone ciśnienie krwi, przyspieszoną akcję serca i szeroko otwarte źrenice. Uświadamiam sobie, że dołączyłam do grona narkomanów FB.
REKLAMA
Dramat. Po kilku latach mojego życia na fb zamknęłam profil. Niechcący. Po przekroczeniu granicznej sumy 5000 osób postanowiłam zamienić profil w fanpage. Pomyślałam "kilka klików i stanę się nieograniczonym spektrum lajków". Przeczytawszy instrukcję bez zrozumienia, wystarczył jeden klik, bym uświadomiła sobie, że wszystko zniknęło. Zdjęcia, filmy, posty, ludzie! Została tylko kretynka w czarnej czapce bez dachu nad głową. Załamałam się.
Dzieci zrobiły Ufff. Wreszcie będę mogła zająć się smażeniem naleśników zamiast śledzenia postów. I one i naleśniki wymagają uwagi. Będę zwijać je (naleśniki) jak należy: nie w trójkąty tylko równe ruloniki. Z nutellą. Dżemem. Lub serem. Łzy leją się ciurkiem, aż z miksera wypadają metalowe kręciołki (nie wiem, jak to się nazywa i się nie dowiem, bo nie mogę zapytać na FB!). Nie będzie zdjęć, nie będzie komentarzy, nie będzie zachwytu. Nie stanę się w oczach innych kolejny raz idealną matką z zacięciem kulinarnym. Smażę pozbawiona motywacji i energii.
Klara chce na łyżwy na Stadion Narodowy. Jak to jest czynne w weekend i z kim się umówić? Wystarczyłoby kilka minut na FB, by skompletować informację i ludzi, a tak bez przekonania wysyłam pojedyncze smsy z copy paste. Naleśnik przylepił się do patelni. Za mało masła czy entuzjazmu?
Wyświetla mi się zdjęcie mojej przyjaciółki, która poleciała do Grecji do narzeczonego, który nie wie jeszcze, że za chwilę być nim przestanie. Jakiś widoczek, filiżanka kawy i jej czerwony (zrobiony jak widać na Grecję) paznokieć. Chciałoby się skomentować manicure, architekturę grecką i przypomnieć o kożuchu, który obiecała mi przywieźć. Dupa blada. Z poziomu fanpage'a nie mam prawa głosu. Siedzę sobie na swoim olimpijskim celebryckim krześle i tylko mogę przemawiać ex cathedra do mojej "widowni". Beznadzieja.
Mam syndrom odstawienny. Towarzyszy mi niepokój. Zaburzenia łaknienia. Podwyższone ciśnienie krwi, przyspieszoną akcję serca i szeroko otwarte źrenice. Uświadamiam sobie, że dołączyłam do grona narkomanów FB. Odnajduję test uzależnień od FB i wypełniam:
- Czy spędzasz dużo czasu myśląc o Facebooku lub planie korzystania z serwisu? TAK
- Odczuwasz coraz większą ochotę korzystania z Facebooka? TAK
- Używasz Facebooka, aby zapomnieć o problemach osobistych? TAK
- Próbowałeś/aś ograniczyć korzystanie z serwisu bez powodzenia? TAK
- Stajesz się niespokojny/a lub zmartwiony/a, jeśli nie możesz korzystać z Facebooka? TAK!
- Korzystanie z Facebooku ma negatywny wpływ na twoją pracę? NIE, ufff.
- Czy spędzasz dużo czasu myśląc o Facebooku lub planie korzystania z serwisu? TAK
- Odczuwasz coraz większą ochotę korzystania z Facebooka? TAK
- Używasz Facebooka, aby zapomnieć o problemach osobistych? TAK
- Próbowałeś/aś ograniczyć korzystanie z serwisu bez powodzenia? TAK
- Stajesz się niespokojny/a lub zmartwiony/a, jeśli nie możesz korzystać z Facebooka? TAK!
- Korzystanie z Facebooku ma negatywny wpływ na twoją pracę? NIE, ufff.
Jestem uzależniona, ale na szczęście od stycznia pracuję w Internecie. Ostatni punkt chroni mnie od diagnozy przypadku klinicznego. Przypominam sobie jednak badania Susan Greenfield, neurobiolożki z Oxford University, która twierdzi, że stworzyliśmy pokolenie „obłąkanych”, zdziecinniałych, użytkowników FB, którzy nie są w stanie skoncentrować się na dłużej i jak dzieci wciąż domagają się informacji zwrotnej i uwagi. Mamo, patrz! Zjadłam dwie kromki z szynką na śniadanie! Jestem na siłowni! To mój nowy roweeeer! Pasztet mi spleśniał. Auuuu, rozbiłam kolano! Zaręczyłam się, wzięłam ślub i urodziłam dziecko (hmmm!).
dwiekromkizszynką#gosianasiłowni#rower#spleśniałypasztet#auuurozbitekolano#miłość#dzieckohmmm#.
Pani doktor twierdzi nawet, że źródłem naszego zaabsorbowania FB są nierozwiązane problemy egzystencjalne. Wszystko jasne.
dwiekromkizszynką#gosianasiłowni#rower#spleśniałypasztet#auuurozbitekolano#miłość#dzieckohmmm#.
Pani doktor twierdzi nawet, że źródłem naszego zaabsorbowania FB są nierozwiązane problemy egzystencjalne. Wszystko jasne.
Jestem więc uzależnioną, obłąkaną, infantylną matką z problemami egzystencjalnymi, która zamiast smażyć naleśniki woli śledzić Facebooka. Która zamiast przestraszyć się, uświadomić problem i leczyć - zakłada właśnie nowy prywatny profil Gosia Ohme (ulga, źrenice zwężają się, rytm serca spowalnia, apetyt wraca!). Na końcu usprawiedliwiam się faktem, że Facebook potrzebny jest mi w pracy, jak na załączonym obrazku :-)
PS. Sprawdzam raz jeszcze fanpage. Ludzie się znaleźli. Hurra!
PPS. "Mamo, znów zwinęłaś naleśnik w trójkąt!"
PPS. "Mamo, znów zwinęłaś naleśnik w trójkąt!"
