'Ostatnio kupiłam taką dużą słuchawkę na USB, podłączyłam do iPhone'a i położyłam w jednym miejscu, jakby to był telefon stacjonarny. Zostawiałam go więc w domu. Na początku czegoś mi brakowało. Wracałam do domu, robiłam sobie herbatę, siadałam i w pół godziny załatwiałam wszystkie sprawy. Tak jak dawniej! Kiedyś, nie tak dawno przecież, było tak, że jak się do kogoś dzwoniło i nikt nie odbierał, to było wiadomo, że go nie ma w domu. Trzeba było spróbować wieczorem. Teraz brakuje gradacji, wszystkie sprawy wydają się tak samo ważne, telefon dzwoni, więc trzeba go odebrać. Tak samo jest z informacjami, nie ma podziału na to, co jest ważne i co może poczekać. Trzeba się nauczyć stawiać granice temu cholernemu urządzeniu. Kiedyś człowiek szedł i widział, co się wokół niego dzieje - idzie dziadek z psem, stoi drzewo. Gdy zrobiłam ten telefoniczny eksperyment, to świat wydał mi się piękniejszy. Byłam też dużo bardziej skoncentrowana.' Joanna Kulig
Odrywamy się od telefonu tylko na chwilę, żeby zobaczyć, co kelner przyniósł nam dziś na talerzu, chociaż od zawsze zamawiamy to samo. Potem koniecznie robimy zdjęcie i informujemy naszych znajomych o tym, co właśnie mamy zamiar zjeść. Posiłek przeważnie spożywamy w ciszy, albo co chwilę zerkając na telefon - przecież trzeba nam wiedzieć, kto polubił nasze, przed chwilą dodane zdjęcie.
Proszę.
Przeżyjemy i bez tych informacji.
Chyba po to tam jesteś.
