http://kuraaktualniedomowa.blox.pl

Teoretycznie przyjemne popołudnie.

REKLAMA
Wyglądam przez okno.
G.wraca ze szkoły. Jakoś szybciej niż zwykle.
Rzuca hulajnogę w krzakowy kąt. Pędzi.
Coś musiało się stać.
- Muniu!, munuuuuniu! H.ma operę! Operę! Ja też chcę! - krzyczy jeszcze mnie nie widząc.
Wyłaniam się z pokoju.
- Nie rozumiem co ma? - w pośpiechu analizuję rozmaite żądze.
- Operę! Prawdziwą! - G.robi zamach rękoma sugerując rozmach opery.
- Nie mówi się mieć operę, tylko iść do opery - mądrzę się trochę.
- Ale ta opera do nich przyjechała z Hiszpanii! My też tak chęcimy! - G.nalega na operę.
Państwo G.nie są biedni, ale żeby aż takie ekscentryczne wydatki???

Temat opery powraca następnego dnia.
- Zobaczcie opera H.idzie. Idzie! - woła G.przy oknie.
Pędzimy do okna, żeby zobaczyć zagadkę tygodnia.
Piękna, młoda Hiszpanka prowadzi za rękę rodzeństwo H.
... opera, o- pera, au-pera, au-pair.....
- Widzisz, Muniu, widzisz, niech my też mamy taką miłą operę! - G.podskakuje przy oknie.
- Taaa, ciekawostka gdzie ta opiekunka by spała? - analizuję złowrogo 40 centymetrową przestrzeń między kanapą a kaloryferem.
- No z tobą i tatą przecież może - mówi mistrzyni udogodnień.
Do tej pory milczący B.w uśmiechu prezentującym ósemki mówi radośnie:
- Ten pomysł nie jest taki zły...

Gburowatą operę
o odrażającym wyglądzie
od zaraz zatrudnię.
Pozdrawiam
Kura-prawie rozwódka
PS Na rysunku powyżej indywidualne propozycje co do wyglądu i liczby oper.