1. Siedziałam naprzeciw niego nad talerzem gorącej jajecznicy. Na kiełbasie. Polał ją obficie pikantnym keczupem, bo łagodny jest dla leszczy, sapnął i wpakował do paszczy potężną porcję jajówy. No jedz, czemu nie jesz, spytał z pełnymi ustami, wystygnie ci, zimna niedobra.

REKLAMA
Nie zatrzymał na mnie wzroku na dłużej, wyszukał przysmażoną kiełbaskę, z zadowoleniem przyjrzał się jej z bliska, po czym zjadł razem z kolejną porcją jajecznicy. W kąciku ust utknął kawałek żółtka. Wyszła mi dobra jak nigdy, zamruczał pod nosem. Siedziałam naprzeciwko niego, nietknięta jajecznica rosła mi w ustach, a w brzuchu rosło jego dziecko. Poranne mdłości, przepraszam, muszę do łazienki.
Był początek maja, świat oszalał, wszystko kwitło, ćwierkało, bzykało, pączkowało, rosło. Stanowczo, zaciskając dłonie o brzegi umywalki, patrząc sobie w lustrze prosto w oczy, powiedziałam sobie, że go zostawię, najszybciej, jak się da. Obiecałam to sobie po raz kolejny. Po czym elegancko, bo przecież nie pierwszy raz podczas tej ciąży, zwymiotowałam do toalety.
To nieprawda, że ciąża to błogosławiony okres oczekiwania na wytęsknione dziecko, haftowania kaftaników, upiększania pokoju dziecięcego, marzeń o tym, jak to będzie, kiedy się wreszcie pojawi nowy człowiek. To wszystko to jedna wielka ściema. Ciąża to czas, kiedy puchną ci nogi, skóra na brzuchu i piersiach co dzień błyska nowymi rozstępami, kręgosłup łupie i nie pozwala na dłuższe spacery, haftujesz – to prawda, ale co rano, jak kot, i do kibla, a przy dobrych wiatrach również i w południe i wieczorem.
Do tego wszystkiego – nie możesz spożywać grzesznych rzeczy. Te formy relaksu, które od wieków pieczołowicie kultywuje ludzkie plemię, alkohole, napary ziołowe, formy wziewne, płynne czy też stałe, to wszystko co wymyślono, żeby nie myśleć za dużo i zwyczajnie zluzować rajty – niet. Tego niet. Być może to właśnie boli najbardziej, ten brak niemyślenia, zwłaszcza, jeśli kiedyś lubiłaś dobrą zabawę.
Zwłaszcza, kiedy uświadomisz sobie, że po porodzie okres abstynencji się nie skończy, bo przecież potomkowi musisz zapewnić najlepsze, co może noworodkowi dać matka, czyli wielkiego, pękatego cyca ze świeżutkim mlekiem. Boli jeszcze bardziej zwłaszcza wtedy, kiedy ojciec nienarodzonego dziecka wywołuje w matce uczucia podobne do tych, które wywołuje zimna jajówa na wieprzowej, tłustej kiełbasie. Będzie haftowane.
Marek, mój przyjaciel, pytał mnie wiele razy, po co zaszłam w ciążę z człowiekiem, którego, że tak powiem, nie darzę uczuciem. Przy tak zadanym pytaniu sprawy się komplikują. A właściwie nie, nie komplikują, tylko mnie jest głupio się przyznać, że byłam głupia. Oraz samolubna.
We wszystkich możliwych poradnikach w stylu „jak żyć lepiej” oraz „ona i on – związek dwóch przeciwieństw” jest napisane, czarno na białym, drukowanymi literami – on nie zmieni się dla kobiety, a nawet jeśli się zmieni – to już nie będzie tym, którego ona pokochała na początku. Skomplikowane. Może dlatego nie zrozumiałam. Nawet nie wiem, czy może mnie usprawiedliwić ślepota zakochanych, bo co to za debilne wytłumaczenie? Nie powinno się podejmować decyzji w pierwszym okresie zakochania, to najczęściej jest trafienie kulą w płot, o czym świadczy ilość rozwodów.
Zaczyna mnie przekonywać aranżowanie małżeństw – na miłość przyjdzie czas, a jeśli towar jest sprawdzony przez swatkę, to może i jest to lepsze rozwiązanie, niż ślepe rzucanie się w poważny związek pod wpływem hormonów i zmaganie się z konsekwencjami, kiedy zasłona opadnie. Mnie opadła po pół roku znajomości, w drugim miesiącu ciąży. Za późno. Ale gdyby opadła wcześniej, nie miałabym dziecka w brzuchu. A przecież tak bardzo chciałam je mieć. Mówiłam, że jestem samolubna.
cdn.