O autorze
Kobieta, która wciąż poszukuje przepisu na szczęście. Żona, która wierzy, że małżeństwo ma głębszy sens. Mama dwóch maluszków, które nauczyły ją więcej niż ktokolwiek inny. Wreszcie konsumentka, która na własnej skórze doświadcza pozytywnych skutków zdrowego odżywiania. Próbuje żyć świadomie i coraz bardziej delektuje się życiem! Prowadzi bloga Kochane Dzieci, na którym opowiada o macierzyństwie, zdrowym odżywianiu i rozwoju osobistym. Mail: kontakt@kochanedzieci.pl Znajdziesz mnie także na Youtube

5 sprawdzonych sposobów pewnej mamy, które pomogą zbudować odporność Twojego dziecka

Mój synek niedawno obchodził swoje czwarte urodziny, a córeczka już niebawem skończy trzy latka. Pierwsze miesiące i lata ich życia upłynęły szybko i były bardzo intensywne. Jak każda początkująca mama metodą prób i błędów uczyłam się tego, jak zajmować się i opiekować swoimi dziećmi, aby były zdrowe i szczęśliwe. Gdybym miała teraz podać początkującej mamie sprawdzony przez siebie sposób opieki nad dziećmi, który powoduje, że dziecko cieszy się bardzo dobrą odpornością i właściwie nie choruje, to wymieniłabym 5 głównych czynników za to odpowiedzialnych:


1. Karm piersią i rób to jak najdłużej

Oczywiście karmienie, zwłaszcza na samym początku, nie jest wcale proste. Pojawia się cała masa problemów, które uniemożliwiają karmienie lub zniechęcają do niego. U mnie było podobnie. Ale drogie mamy, naprawdę warto spróbować wszelkimi sposobami przetrwać te trudne początki. Jeśli już Wam się to uda, to karmcie swoje dziecko piersią jak najdłużej.


Według mnie natura jest mądrzejsza od ludzi. Jeśli dalej macie mleko, mimo że Wasze dziecko skończyło już pół roku czy rok, to znaczy że jest ono po coś i jest cenne dla dziecka. Nie słuchajcie opinii ‘specjalistów’, którzy śmieją się po cichu z tego, że karmicie, mimo że Wasze dziecko nie jest już niemowlęciem. Wsłuchujcie się w głos Waszej intuicji. Zastanówcie się też, co będzie dobre dla Was, a nie co zaspokoi oczekiwania innych ludzi.


Synka karmiłam dziesięć miesięcy i przerwałam karmienie tylko dlatego, że byłam już w kolejnej ciąży. Córeczkę karmiłam całe dwa i pół roku i uważam, że był to szalenie ważny czas dla nas obu. I właśnie tak długie karmienie uważam za jedną z głównych przyczyn tego, że moja córeczka jest silna, zdrowa i praktycznie nie choruje.



2. Zdrowo odżywiaj dziecko i całą swoją rodzinę

Wśród tej listy nie może oczywiście zabraknąć zdrowego odżywiania. O ile przez pierwszych kilka miesięcy, jeśli karmimy piersią, nasze dziecko czerpie odporność właśnie z mleka, to potem bardzo ważne jest to, jakie pokarmy zaczniemy podawać naszemu dziecku. Warto postawić na warzywa i owoce sezonowe, kasze (w tym kaszę jaglaną i gryczaną – oczywiście najlepiej tą niepaloną), nasiona (polecam gorąco zmielone siemię lniane), zdrowe oleje (na przykład nasz wspaniały olej lniany, najlepiej jak najświeższy!), ryby dobrej jakości, czy wreszcie rośliny strączkowe.

I pamiętajmy – organizm dziecka nie zmienia się po pierwszym roku na tyle gwałtownie, żeby nagle zmieniać mu menu na to mniej zdrowe, czyli takie, które preferuje dorosły. Wiadomo, jest to wygodniejsze, bo nie musimy odtąd gotować dwóch różnych posiłków. Ale proponuję Wam nieco inne podejście – to Wy spróbujcie się dostosować do potrzeb dziecka i jedzcie podobne rzeczy do tych, które spożywa Wasze dziecko. Gwarantuję, że wyjdzie to wszystkim na dobre. To niesamowita okazja właśnie dla nas dorosłych, aby bardziej krytycznie spojrzeć na to, co jemy. Przetestowałam ten sposób na sobie. Teraz nie tylko nasze dzieci są bardzo odporne, ale i my z mężem praktycznie przestaliśmy chorować!


3. Wychodź z dzieckiem na spacer każdego dnia

Wyznaję zasadę, że praktycznie nie istnieje taka pogoda, która uniemożliwiałaby wyjście z dzieckiem na spacer. Równocześnie nie istnieje sposób, który zrekompensowałby dziecku dopływ świeżego powietrza do organizmu, co ma miejsce na spacerze. Oczywiście, często stan powietrza, zwłaszcza w dużych miastach, pozostawia wiele do życzenia. Ale warto nawet wtedy szukać tych wysepek z zieloną trawą i drzewami. Spacer to nie tylko niezbędna dawka tlenu dla naszych maluszków, ale okazja na wyszalenie się i poznanie świata.

Tak, pogoda w ciągu roku bywa różna, czasami leje, a czasami mróz osiąga kolejne ekstremum. Ale nawet wtedy można próbować znaleźć taką porę dnia, kiedy deszcz będzie mniejszy, a słońce nas ogrzeje. Czasami wystarczy pół godziny czy godzina na spacer i nie trzeba przesiadywać na zewnątrz pół dnia jak to bywa w okresie letnim. Spacer powinien stać się obowiązkowym punktem programu.

Z ręką na sercu mogę powiedzieć, że mogę policzyć na palcach jednej ręki dni, w które moje dzieci nie wyszły chociaż na chwilę poza mury domu. I mają się dobrze, nawet bardzo. Niektórzy nazywają to hartowaniem. Ja bym nazwała to normalną koleją rzeczy i elementem naszego codziennego funkcjonowania. Dawno, dawno temu nie było przecież tych wszystkich betonowych murów i dużo rzeczy działo się właśnie na powietrzu. I warto, aby to właśnie było standardem.


4. Jak najczęściej przytulaj swoje dziecko

W ten sposób okazujesz mu swoją miłość i dajesz poczucie bezpieczeństwa. Dzięki przytulaniu Twoje dziecko również lepiej się rozwija. Dotyk ma naprawdę niezwykłą moc. Co więcej, rodzaj towarzyszących człowiekowi emocji, zarówno dziecku, jak i dorosłemu, przekłada się na stan całego organizmu! Czasami słyszy się, że dziecko choruje, bo chce tym samym zwrócić uwagę swojego rodzica. Róbmy wszystko co w naszej mocy, aby nasze dziecko nie musiało się uciekać do takich sposobów, abyśmy już dzisiaj je zauważyli i przytulili. Czasami wystarczy krótki ale szczery moment naszego zainteresowania okazany dziecku, aby naładowało ono akumulatory na bardzo długo.


5. Na ile to możliwe pozostań w domu z dzieckiem na jakiś czas

I jeszcze jedna, dość kontrowersyjna rzecz na koniec. Oczywiście to tylko moja prywatna opinia i spostrzeżenie. Zdarza się, że gdy zostajemy rodzicami i zasypuje nas nawał obowiązków, to czujemy się jak w potrzasku i chcemy stamtąd jak najszybciej uciec. Czasami powrót do pracy jest jednym z rozwiązań. Oczywiście często jest też tak, że to sytuacja zmusza nas do szybkiego powrotu do pracy po urlopie macierzyńskim. Ale jeśli mamy nieco więcej możliwości i nie mamy przysłowiowego noża na gardle, to zastanówmy się, czy może dobrym rozwiązaniem nie będzie nieco dłuższy urlop i pozostanie z dzieckiem w domu. Dzięki temu uchronimy nasze dziecko przed zbyt wczesnym narażaniem się na wirusy i bakterie i będziemy mieć pewność, że punkty 1-4 powyższej listy zostały spełnione.

Oczywiście nie mam tu na myśli siedzenia w domu i patrzenia się na siebie, bo w czasie urlopu wychowawczego można robić wiele ciekawych rzeczy z dzieckiem, spotykać się z innymi ludźmi lub chodzić na różne zajęcia dla mamy z dzieckiem. Zastanówmy się po prostu, co jest tak naprawdę naszym priorytetem na dany moment. Przeczytałam kiedyś wspaniałą opinię, że można być ekspertem w wielu dziedzinach, ale rzadko się to wszystko udaje zrobić w tym samym czasie. Nie oczekujmy od siebie zatem rzeczy niemożliwych. Gdy dziecko jest małe, to jest to nasz czas – czas dziecka i czas mamy.

Sama byłam ze swoimi dziećmi w domu przez cztery lata. Celowo piszę, że ‘byłam’, a nie ‘siedziałam’, bo przy dwójce maluchów o siedzeniu nie może być mowy. Tylko ja wiem, ile różnych emocji przez ten czas przeżyłam. Czasami miałam dość, ale szczęśliwie był to dość przejściowy stan. Teraz wiem, że dałam z siebie tyle ile mogłam i dobrze wykorzystałam dany nam czas. Ten czas potraktowałam jako nieocenioną inwestycję, która mam nadzieję będzie procentować przez dalsze lata. A dzieci naprawdę szybko się zmieniają. Ten bobas, który wyciąga dzisiaj do Ciebie rączki i płacze gdy znikniesz mu z oczu, za chwilę zmieni się tak, że to Ty będziesz szukać okazji do pieszczot i przytulenia go.

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...