Kult osobistego wyboru, czy chcę zostać z dziećmi czy wrócić do pracy zawodowej to pułapka. Matki, które „z wyboru” zostają z dziećmi w domu poza okresem, kiedy jest to faktycznie niezbędne, same siebie narażają na dominację – ze strony partnera, dalszej rodziny, pracodawcy, systemu opieki społecznej. Przykładów z życia wziętych masz wokół setki: przemoc psychiczna, fizyczna, ekonomiczna, bieda samotnych matek, bieda kobiet, bieda dzieci.

REKLAMA
To zły wybór z podstawowego powodu. Dzieci poradzą sobie bez Ciebie w miarę szybko. Ty natomiast nie poradzisz sobie bez środków do życia w sytuacji, kiedy nagle partner, który zarabia na Wasze życie, zacznie wykorzystywać naturalną przewagę, którą ma nad Tobą. Albo go zabraknie. Bo odejdzie, bo zginie potrącony w wypadku samochodowym, bo zachoruje na nieuleczalną chorobę. Albo utraci zdolność zarobkowania – dostanie udaru, złamie kręgosłup.
Choćbyście nie wiem, jak się kochali, jak się troszczyli o siebie nawzajem, życie pisze własne, czarne scenariusze. Zostaniesz bez grosza, z oszczędnościami, które starczą tylko na jakiś czas, z głodową rentą. Z nieaktualnymi kwalifikacjami, z brakiem doświadczenia zawodowego, z brakiem zawodowego networku. Z dziećmi, które cały czas będą od Ciebie finansowo zależne.
Co wtedy zrobisz?
Zwiększonym ryzykiem na wystąpienie dominacji, można oczywiście „zarządzać”. Choćby umawiając się z drugim rodzicem (albo, myśląc systemowo, w ramach społeczeństwa) na określone „wynagrodzenie”, które ma do wyłącznej dyspozycji partner, który zdecydował się przerwać pracę zawodową i opiekować dziećmi i domem. Jednakże dla 99% par taka opcja jest po prostu niedostępna. Zarobki (i budżet państwa) w naszym kraju są wciąż zbyt niskie, by z jednej pensji zrobić dwie.
Matki, które pozostajecie w domu „z wyboru”, samie siebie narażacie na dominację. Po co?