Oszalałam ze szczęścia. Naprawdę. Tym razem moje codzienne zakupy spowodowały, że serce zabiło radośniej. Powód? Ojciec zastraszający swoją córkę. Jednak już teraz możecie odetchnąć z ulgą i uśmiechnąć się. Było wesoło.
REKLAMA
Jeden z marketów odwiedzam właściwie codziennie. Prócz robienia zakupów zazwyczaj udaje mi się zaobserwować ludzi i ich zachowania. Jedne mnie dobijają i powodują smutek, inne rozbrajają i wywołują uśmiech.
Głowni bohaterowie: kilkuletnia córka (ruchliwa, śpiewająca i wykonująca piruety) oraz tata (na oko 30-latek, ładnie ubrany i zakochany w swojej córce).
Sytuacja prezentuje się następująco: Córka tańczy i śpiewa, ojciec robi zakupy. Proponuje córce produkty, ale ona dalej oddaje się czynnościom twórczym.
Sytuacja prezentuje się następująco: Córka tańczy i śpiewa, ojciec robi zakupy. Proponuje córce produkty, ale ona dalej oddaje się czynnościom twórczym.
Kiedy cierpliwość owego taty i przy okazji pozostałych klientów sięgnęła zenitu padło magiczne:
- Czy możesz się uspokoić? Proszę.
- Czy możesz się uspokoić? Proszę.
Reakcji brak. 0. Totalnie nic.
Wtedy tata zdecydował się sięgnąć po ostateczne argumenty. Zatrzymał się, przykucnął i oznajmił:
- Nie będziemy dziś czytać. Jesteś niegrzeczna.
- Nie będziemy dziś czytać. Jesteś niegrzeczna.
Tancerka i wokalistka w jednym okazała się… aniołkiem. Spokojnym. Dumnie kroczącym za ojcem swym.
Co mnie buduje???????
To, że na dziecko nie trzeba krzyczeć. Że nie trzeba drzeć japy, aby maluch się uspokoił. Można spokojnym głosem zwrócić uwagę dziecku nie powodując w nim ataków paniki, strachu. Nie musimy wystawiać sobie świadectwa niezrównoważonych psychicznie.
A druga sprawa… Przekonałam się, że to najmniejsze i najmłodsze pokolenie kocha książki. I czas spędzany z ukochanym rodzicem.
NIE MUSICIE krzyczeć na maluszka, aby był grzeczny. Z tego co widzę, wystarczy ZNAĆ swoje dziecko, by wiedzieć jak skupić jego uwagę. Proste? Oczywiście, że tak. Potrzeba tylko czasu i pracy, a chyba właśnie o tym niektórzy rodzice zapominają.