IVF nie jest glamour - przeczytałam na amerykańskim blogu. Zgadzam się w stu procentach. Właśnie zaczęły wychodzić mi włosy, ciągle mi niedobrze i zaraz będę musiała kupić kolejny stanik, tym razem F.

REKLAMA
Polskie fora są dla mnie niestrawne. Może przeglądam niewłaściwe, ale te "sikańce", te "bety", te zdrobnienia, te "trzymajcie się, dziewczynki", wzmagają moje mdłości. Wiem, sama nazwałam moją siedmiotygodniową ciążę "fasolką", ale już tego nie powtórzę, obiecuję. Koniec ze słodzeniem.
Na blogu withgreatexpectation.com Amerykanka Logan, przedstawicielka nacji, w której narzekanie jest zabronione, pisze szczerze o "rzeczach, o których chciałaby wiedzieć, zanim poddała się in vitro". O hiperstymulacji, o strachu, o skutkach ubocznych leków. Nikt jej nie powiedział, bo niezainteresowanych to nie obchodzi, a zainteresowane zniosłyby wszystko, by mieć dziecko. Zgadzam się jednak z Logan, że może warto wiedzieć, jakie "wszystko" mają znieść.
Postanowiłam być bardziej szczera. Pomoże mi w tym świeżo nabyta sukowatość;).
Podobnie jak Logan zaznaczam: wszystko dla dziecka. Jestem superszczęśliwa, że udał się już pierwszy transfer i uważam, że mam wielkiego farta. Ale in vitro ma swoje wady i jeśli chcę przeprowadzić kogoś przez wszystkie jego etapy, muszę pisać jak jest.
Puchnę. Niestety. Paluszki jak serdelki, biust rośnie, a brzuch, mimo że zniknęło wzdęcie po hiperstymulacji, odstaje wyraźnie i mogę się pożegnać z piękną butelkową sukienką XS, która jeszcze miesiąc temu pasowała jak ulał.
Poza tym - tracę włosy. Kłębek wielkości piłeczki tenisowej wyszedł mi dwa dni temu u fryzjera. Wychodzą od kilku dni, zbieram je ze szczotki i z wanny, ale w salonie to już przesadziły. I przeraziły.
Dr Google podpowiedział, że włosy wychodzą:
a) przez tabletki stymulujące płodność i podktrzymujące ciążę,
b) po poronieniu (!!!!).
Misiek powiedziała, że ciąży włosy rosną, a nie wypadają, i to zły objaw. Ja pomyślałam, że może to objaw anemii. Może nagle dziecku mój 20-letni wegetarianizm zaczął przeszkadzać, może jem za mało fasoli i pietruszki, bogatych w żelazo, może trzeba dosuplementować?
W każdym razie paranoja urosła do takich rozmiarów, że gotowa byłam nie spać całą noc.
Więc zadzwoniłam do Marzenki, samorodnego talentu fryzjersko-makijażowo-kosmetycznego, która po SGH nie poszła do korporacji, tylko otworzyła salon. Uspokoiła, że to nic strasznego, że włosy w ciąży, owszem, rosną, ale najpierw muszą się wymienić z tymi starymi, które wypadają szybciej niż normalnie. I jeśli ktoś ma ich tyle, co ja, to i na szczotce znajdzie ich dużo.
Uffff... Bo poza tym nadmiernym wypadaniem, to zachowały się podręcznikowo, tzn. "rozjaśniały się jak głupie".