
W ciąży z IVF nic nie jest takie samo. I to od samego początku. Weźmy proste kalkulatory płodności.
REKLAMA
W polskim internecie jest ich masa. Każdy każe podać datę pierwszego dnia ostatniej miesiączki (PDOM) i przeciętną długość cyklu. Świetnie, jeśli zakładamy, że cykl nie jest stymulowany i nie znamy daty zapłodnienia.
W Polsce IVF robi się coraz popularniejsze, ale nie na tyle, żeby kalkulatory, jak te amerykańskie, uwzględniały dwa scenariusze: PDOM i data zapłodnienia (z dopiskiem: „rzadko kto zna dokładną datę”) albo i cztery. Tutaj: ivfconnections.com mamy do wyboru: PDOM, datę owulacji, pobrania komórek jajowych lub inseminacji, datę transferu zarodka trzydniowego, datę transferu zarodka pięciodniowego.
Jest też kalkulator beta HCG i wszystko to, czego (bezskutecznie) szukałam przez ostatnie dwa tygodnie. Na swoją zgubę. W beta-kalkulatorze wyszło, że moja beta podwaja się 1,12 razy w ciągu 48 godzin, a powinno być od 2 do 3. Jak to tłumaczą? Że zarodek może nie być viable (żywotny). Albo że embrion może być po prostu z tych wolniejszych. Albo że może być ciąża ektopowa (pozamaciczna).
Rację miał K, który powiedział, że mam w ogóle zapomnieć, że mogę być w ciąży. I się nie nakręcać.
Mocno staram się nie panikować. Wczoraj zrobiłam test sikany o godz. 22 z hakiem i wyszły dwie kreski.
Mocno staram się nie panikować. Wczoraj zrobiłam test sikany o godz. 22 z hakiem i wyszły dwie kreski.
Może ta druga nie taka wyraźna (sami zobaczcie), ale jednak kreska.
Do Dr R idę za tydzień i jeden dzień. Wytrzymam. Chyba.
Ale jutro raczej znów zrobię sobie betę.
Ale jutro raczej znów zrobię sobie betę.
