Jeśli ktokolwiek się kiedyś zastanawiał, co robi nauczycielka (choćby kształcenia słuchu) w czasie wolnym i nadal nie wie, to... bardzo proszę!

REKLAMA
Gorączka grudniowego szału samodzielnie i bez pytania weszła do jej mieszkania.
To już ten stan, kiedy najlepiej po prostu wyjść z domu.
Wstaje z łóżka, bo MUSI. Szuka budzika, bo dzwoni zupełnie jak ten dzwon, który jest nie wiadomo gdzie. Podczas poszukiwań potyka się o książkę, potem o gazetę, którą czytała tydzień temu. Mało brakowało, złamałaby nogę ślizgając się na folii, na której suszy obraz za, ma nadzieję, miliony dolarów.
Robi sobie kawę i strąca kubek z cholerą w tle.
To koniec. Koniec kolejnego kubka z meblowego fast-fooda.
No i koniec chleba - wzdycha. Więc bawi się w wegankę typu anty-pszenica. Szuka garnka, żeby ugotować kaszę i nastawia ten cudowny posiłek na elektryczny ogień. Pranie krzyczy, ledwo otwarty list śmieje się z niej, bo czeka od wczoraj na lekturę. Żelazko zakurzone, kotki w rogu miauczą złośliwie.
Nie wiadomo gdzie jest początek i koniec mieszkania, ale ona wie dokładnie gdzie jest.
Strona sto pięćdziesiąta ósma. Zostało jeszcze osiemdziesiąt trzy.