Spokojnie, do Świąt jeszcze trochę.
REKLAMA
Spokojnie, do Świąt jeszcze trochę.
Szkoła jednak zawsze działa z wyprzedzeniem. Tak robiła od lat i nic się tu nie zmieni. Świątecznego Ducha wyczuwa już każdy uczeń oczekując przyjścia Wybawiciela, który zwalnia z lekcji całą klasę, całą szkołę i w ogóle wszystkie dzieci - hura.
Szkoła jednak zawsze działa z wyprzedzeniem. Tak robiła od lat i nic się tu nie zmieni. Świątecznego Ducha wyczuwa już każdy uczeń oczekując przyjścia Wybawiciela, który zwalnia z lekcji całą klasę, całą szkołę i w ogóle wszystkie dzieci - hura.
Wybawiciel i kolęda...
Do klasy wchodzi Tomek Zmęczony. Trudno o inne imię. Uczę go, gdy zapada zmierzch, a on przy każdym uderzeniu w klawisz, ciężko wzdycha. Żadnego błysku w oku, żadnego "ale fajnie", za to wiecznie zniechęcone "nie wiem" i ciemność pod oczami. Zmęczony siada do klawiatury automatycznie skręcając kręgosłup jak krewetka i czeka, aż "coś" się wydarzy wyglądając "spode łba". Zwykle wtedy coś gram, ale nie tym razem.
Bardzo mu współczuję. Nie wiem, czy sama wytrzymałabym życie w takim natłoku obowiązków i presji nieustannego oceniania. Patrzę na te oczy i życzę im, żeby natychmiast ziemia przyspieszyła i Wigilia nastała nazajutrz, a potem znów zwolniła bieg, aż do 1-go stycznia.
Nie o tym jednak.
Nie o tym jednak.
Proponuję Zmęczonemu granie kolęd. "Znasz? Śpiewasz? Którą lubisz?" pytam zwyczajnie.
Niestety, Zmęczony nie wie o czym do niego mówię, a przerażenie w jego oczach przybiera olbrzymie rozmiary. "A wiesz co to kolęda?" ciągnę. Wtem następuje moment olśnienia przypieczętowany długim "a!!!". "Tak, no przecież" i Zmęczony daje sobie za przeproszeniem "w łeb". Niestety nie dzieli się ze mną swoją wiedzą.
Niestety, Zmęczony nie wie o czym do niego mówię, a przerażenie w jego oczach przybiera olbrzymie rozmiary. "A wiesz co to kolęda?" ciągnę. Wtem następuje moment olśnienia przypieczętowany długim "a!!!". "Tak, no przecież" i Zmęczony daje sobie za przeproszeniem "w łeb". Niestety nie dzieli się ze mną swoją wiedzą.
Ponownie zapada milczenie.
-No dobrze - powiadam - Kolęda to taka tradycyjna piosenka, którą wykonuje się tylko w okresie świątecznym. - I znów olśnienie, "aaa!!!" i samodzielny "buch w łeb".
- No właśnie, to może zaśpiewasz jakąś kolędę i spróbujemy ją zagrać? Co Ty na to? Tak bez nut, jakbyśmy po raz pierwszy słuchali jakiejś piosenki i chcieli ją od razu zagrać.
- Oj, to będzie trudne - ciężko wzdycha Zmęczony i drapie się po głowie - ale po angielsku?
- No właśnie, to może zaśpiewasz jakąś kolędę i spróbujemy ją zagrać? Co Ty na to? Tak bez nut, jakbyśmy po raz pierwszy słuchali jakiejś piosenki i chcieli ją od razu zagrać.
- Oj, to będzie trudne - ciężko wzdycha Zmęczony i drapie się po głowie - ale po angielsku?
Szczerze mówiąc w ogóle nie przyszłoby mi do głowy, żeby Zmęczonego torturować angielskim na lekcji fortepianu.
- Nie, po polsku. - odpowiadam
- Oj, to nie wiem... Znam tylko "Chwała na Wysokości"
- Ach! Czyli "Przybieżeli do Betlejem"! Świetnie!
Zmęczony się niecierpliwi.
- Nie, tego nie znam. Mówiłem już "Chwała na Wysokości"! - i tu się już wystraszyłam, że tym razem w "łeb" dostanę i ja.
- Kiedy właśnie to ta sama kolęda. Bardzo piękna i bardzo znana. Posłuchaj.
Nauka nie idzie łatwo, ale okazuje się, że ta ograna z każdej strony kolęda, na dodatek polska i bez angielskich podtekstów i przypisów, brzmi całkiem nieźle. Gramy sobie na cztery ręce, albo na dwie - każdy prawą, albo lewą.
- Oj, to nie wiem... Znam tylko "Chwała na Wysokości"
- Ach! Czyli "Przybieżeli do Betlejem"! Świetnie!
Zmęczony się niecierpliwi.
- Nie, tego nie znam. Mówiłem już "Chwała na Wysokości"! - i tu się już wystraszyłam, że tym razem w "łeb" dostanę i ja.
- Kiedy właśnie to ta sama kolęda. Bardzo piękna i bardzo znana. Posłuchaj.
Nauka nie idzie łatwo, ale okazuje się, że ta ograna z każdej strony kolęda, na dodatek polska i bez angielskich podtekstów i przypisów, brzmi całkiem nieźle. Gramy sobie na cztery ręce, albo na dwie - każdy prawą, albo lewą.
Zmęczonemu udaje się przetrwać i nawet na moment zapomina o tym, jak ciężki czeka go jutro dzień - szachy, basen, akrobatyka, judo, polski, kaligrafia, eksperyment na przyrodę i apel po trzeciej lekcji z oceną z zachowania...
W końcu nadchodzi wyczekany przez Zmęczonego moment KOŃCA.
W końcu nadchodzi wyczekany przez Zmęczonego moment KOŃCA.
- Wie Pani co? Gdybym chodził nie do 1a tylko do 1c, to bym umiał te kolędy. W "c" jest taka pani w rudych włosach i oni się uczą tych piosenek. Ja ich tylko trochę podsłuchuję na przerwie.
Zmęczony założył na ramię swój tornister, upewnił się, że jego sto osiemdziesiąt zeszytów i dziesięć grubych książek nadal są na miejscu i poszedł do domu skontrolować eksperyment na "przyrodę". Tornister, podobnie jak oczekiwania świata, przerastają go i wbijają mocno w ziemię.
A kolęda, choć niewidzialna, gdzieś mu brzdąka swoje frazy i nie potrzebuje żadnych eksperymentów, tylko, jak się okazuje, fajnej pani z "c".
