A co tu taki bałagan? – Usłyszałam w chwilę po tym jak mój partner wrócił z pracy i zamknął za sobą drzwi. Poczułam nieopanowaną chęć przeciągnięcia ścierą po jego czystej koszuli. W mieszkaniu rzeczywiście panował chaos. Ciężko było ruszyć się gdziekolwiek nie potykając się jednocześnie o zabawkę. Mogłoby się wydawać, że przez cały dzień nie kiwnęłam w domu palcem, co jest jawną nieprawdą, bo kiwać to ja akurat kiwałam wszystkimi kończynami żwawo i na różne strony. Codzienna bieganina w domu z dzieckiem. I za dzieckiem.
REKLAMA
Zawsze coś
Urlop macierzyński to taki specyficzny okres o kryptonimie „Zawsze-coś”. Jeśli zabiorę się za odkurzanie, w tym czasie maluch wyleje wodę z psiej miski na podłogę w kuchni. Podczas gdy będę ją wycierać, bobas porozrzuca zabawki, i tak w kółko. Niby bzdury, detale, nic takiego, ale wspólnymi siłami tworzą łańcuch niekończących się czynności, który kradnie czas. Czas, którego według naszego partnera mamy wystarczająco dużo, żeby dom lśnił, eko obiad wjeżdżał na stół o regularnej porze, po nim deser, a dziecko jak to dziecko, pewnie cały dzień przytulamy się, śmiejemy i bawimy drewnianymi klockami z atestem. I chociaż urlop macierzyński uważam za wspaniały czas i nie zamieniłabym go na nic innego to z takimi męskimi wyobrażeniami nie miał wiele wspólnego. Powiedzmy, że było … ciekawiej.
Urlop macierzyński to taki specyficzny okres o kryptonimie „Zawsze-coś”. Jeśli zabiorę się za odkurzanie, w tym czasie maluch wyleje wodę z psiej miski na podłogę w kuchni. Podczas gdy będę ją wycierać, bobas porozrzuca zabawki, i tak w kółko. Niby bzdury, detale, nic takiego, ale wspólnymi siłami tworzą łańcuch niekończących się czynności, który kradnie czas. Czas, którego według naszego partnera mamy wystarczająco dużo, żeby dom lśnił, eko obiad wjeżdżał na stół o regularnej porze, po nim deser, a dziecko jak to dziecko, pewnie cały dzień przytulamy się, śmiejemy i bawimy drewnianymi klockami z atestem. I chociaż urlop macierzyński uważam za wspaniały czas i nie zamieniłabym go na nic innego to z takimi męskimi wyobrażeniami nie miał wiele wspólnego. Powiedzmy, że było … ciekawiej.
Kolej na Ciebie, kochanie
Na szczęście, los postanowił upomnieć się o sprawiedliwość i dał tacie sposobność do przekonania się jak nieprzewidywalnie dzień z dzieckiem w domu potrafi wyglądać. Od kiedy wróciłam do pracy, moi mężczyźni spędzają ze sobą dużo więcej czasu i jestem z tego bardzo zadowolona, bo widzę jak ich relacja na tym zyskuje. Jednocześnie, z nieskrywaną satysfakcją obserwuję, że tata okazuje się również być tylko człowiekiem i zalicza, te same, co ja, wpadki, (do czego oczywiście nigdy się nie przyzna).
Na szczęście, los postanowił upomnieć się o sprawiedliwość i dał tacie sposobność do przekonania się jak nieprzewidywalnie dzień z dzieckiem w domu potrafi wyglądać. Od kiedy wróciłam do pracy, moi mężczyźni spędzają ze sobą dużo więcej czasu i jestem z tego bardzo zadowolona, bo widzę jak ich relacja na tym zyskuje. Jednocześnie, z nieskrywaną satysfakcją obserwuję, że tata okazuje się również być tylko człowiekiem i zalicza, te same, co ja, wpadki, (do czego oczywiście nigdy się nie przyzna).
Karma
– Znowu bajka? – pytał zirytowany tata, kiedy wchodził do domu i akurat oglądaliśmy z synkiem „Świnkę Peppę”. Nie pomagało tłumaczenie, że kreskówkę włączyliśmy trzy minuty wcześniej, albo, że zwyczajnie chciałam posadzić tyłek na sofie i nie myśleć o niczym przez pięć minut. Co gorsza, następnego dnia wracał znowu w momencie, kiedy w czterech ścianach rozbrzmiewał podkład muzyczny z Teletubisiów. Stąd do uogólnienia „ciągle oglądacie bajki” krótka droga. Jakież było moje zadowolenie, kiedy wróciwszy z biura, po przekroczeniu progu zobaczyłam moich dwóch facetów na kanapie śledzących losy Reksia na Youtube. Trafiony zatopiony!
– Znowu bajka? – pytał zirytowany tata, kiedy wchodził do domu i akurat oglądaliśmy z synkiem „Świnkę Peppę”. Nie pomagało tłumaczenie, że kreskówkę włączyliśmy trzy minuty wcześniej, albo, że zwyczajnie chciałam posadzić tyłek na sofie i nie myśleć o niczym przez pięć minut. Co gorsza, następnego dnia wracał znowu w momencie, kiedy w czterech ścianach rozbrzmiewał podkład muzyczny z Teletubisiów. Stąd do uogólnienia „ciągle oglądacie bajki” krótka droga. Jakież było moje zadowolenie, kiedy wróciwszy z biura, po przekroczeniu progu zobaczyłam moich dwóch facetów na kanapie śledzących losy Reksia na Youtube. Trafiony zatopiony!
Mam chrupki i nie zawaham się ich użyć
Chrupki kukurydziane. Kontrowersyjna kwestia potrafiąca wywołać burze na rodzicielskich forach dyskusyjnych. Bo dziecko powinno jeść tylko warzywa, pić wodę i nigdy, przenigdy od tej normy nie odchodzić, a chrupkiem na pewno się udusi. Daleko mi do chęci partycypowania w tych dyskusjach i przekonywania innych, że dbam o syna pomimo dawania mu kukurydzianej przekąski od czasu do czasu. A owszem, i niech usmażę się w piekle, daję! Kiedy muszę zrobić coś na już i nie ma możliwości, żeby wystarczyła mi do tego jedna wolna ręka, chrupki są wyzwoleniem. W sytuacjach podbramkowych zawsze mam je pod ręką i nie zawaham się ich użyć. Wiem, że nie wszystkim się to podoba, w tym tacie mojego malucha. Dlatego kiedy przyłapałam go jak oferuje tę przekąskę synkowi, by ukoić jego skołatane niemowlęcymi problemami nerwy, odetchnęłam. A więc mój partner też jest tylko człowiekiem. Ulga.
Chrupki kukurydziane. Kontrowersyjna kwestia potrafiąca wywołać burze na rodzicielskich forach dyskusyjnych. Bo dziecko powinno jeść tylko warzywa, pić wodę i nigdy, przenigdy od tej normy nie odchodzić, a chrupkiem na pewno się udusi. Daleko mi do chęci partycypowania w tych dyskusjach i przekonywania innych, że dbam o syna pomimo dawania mu kukurydzianej przekąski od czasu do czasu. A owszem, i niech usmażę się w piekle, daję! Kiedy muszę zrobić coś na już i nie ma możliwości, żeby wystarczyła mi do tego jedna wolna ręka, chrupki są wyzwoleniem. W sytuacjach podbramkowych zawsze mam je pod ręką i nie zawaham się ich użyć. Wiem, że nie wszystkim się to podoba, w tym tacie mojego malucha. Dlatego kiedy przyłapałam go jak oferuje tę przekąskę synkowi, by ukoić jego skołatane niemowlęcymi problemami nerwy, odetchnęłam. A więc mój partner też jest tylko człowiekiem. Ulga.
A co tu taki bałagan?
Gloria victis! – Krzyknęłam, ale tylko w myślach, żeby tacie opiekującemu się chorym maluchem nie było przykro, kiedy wróciłam z pracy do domu i zobaczyłam … nieporządek. Nigdy żaden bałagan nie sprawił mi tyle radości! Moja wrodzona złośliwość zmusiła mnie jednak do wyartykułowania na głos lekko ironicznego i zdziwionego „a co tu się stało?”. Powiedziawszy to, z udawaną powagą zmarszczyłam brwi i rzuciłam spojrzenie w kierunku pełnego zlewu.
Gloria victis! – Krzyknęłam, ale tylko w myślach, żeby tacie opiekującemu się chorym maluchem nie było przykro, kiedy wróciłam z pracy do domu i zobaczyłam … nieporządek. Nigdy żaden bałagan nie sprawił mi tyle radości! Moja wrodzona złośliwość zmusiła mnie jednak do wyartykułowania na głos lekko ironicznego i zdziwionego „a co tu się stało?”. Powiedziawszy to, z udawaną powagą zmarszczyłam brwi i rzuciłam spojrzenie w kierunku pełnego zlewu.
Kiedy w odpowiedzi usłyszałam, „Ale ja naprawdę cały dzień chodzę i sprzątam”, uśmiechnęłam się. Tak, wiem, kochanie, wierzę. Byłam tam, widziałam to, wiem jak jest. Wiem, że czasami akcja w domu przypomina tę z sensacyjnego serialu, że maluch potrafi ukradkiem schować coś cennego tak, że przez godzinę nie można tego odszukać. Cieszę się, że i ty teraz wiesz.
Gloria Victis!
Chwała zwyciężonym. Rodzicom, którzy przegrali domowy ład i porządek na rzecz nieprzewidywalnych sytuacji na linii rodzic-dziecko. Chwała nam, bo jesteśmy tylko ludźmi. Bądźmy wyrozumiali dla siebie nawzajem. Przecież wpadki to samo życie.
Chwała zwyciężonym. Rodzicom, którzy przegrali domowy ład i porządek na rzecz nieprzewidywalnych sytuacji na linii rodzic-dziecko. Chwała nam, bo jesteśmy tylko ludźmi. Bądźmy wyrozumiali dla siebie nawzajem. Przecież wpadki to samo życie.
