![Fot. Flickr/[url=http://bit.ly/1HX0v4S]Ryan and Sarah Deeds[/url] / [url=http://bit.ly/CC-BY-SA-2]CC BY-SA[/url]](https://m.mamadu.pl/13eb1a46d3007041828fb39a4d72fb51,1500,0,0,0.jpg)
Wracam z pracy, w domu czeka kierat. Wcześniej wycieczka do żłobka i do przedszkola. Po drodze "bolą mnie nogi", "ja nie chcę iść do domu" – a w domu robota czeka – ta zwykła i ta nadprogramowa, przyniesiona w laptopie. Siadam przy komputerze, rozglądam się i nie wiem czy śmiać się czy płakać. Tylko jednego jestem pewna. Łatwiej będzie się przeprowadzić, niż tu posprzątać. Ale...
REKLAMA
... ale, gdy dzieci już dorosną, a rzeczy wrócą na półki, będzie mi tego wszystkiego cholernie brakowało.
Będę tęsknić za tymi całusami przeplatanymi z podgryzaniem. Najbardziej dlatego, że nie zamienią się tak prędko w całusy, tylko znikną, zrobią się obciachowe i zbyteczne. Nie będą na każde moje zawołanie. W pewnym momencie czułości dla matki będą towarem reglamentowanym, będę musiała"zasłużyć" – już nie wystarczy tylko być.
Będę tęsknić za śladami brudnych łapsk w całym mieszkaniu. Najpierw przeniosą się nieco wyżej, potem skoncentrują się na lustrze, aż w końcu całkiem znikną, tak jak dzieci, które będą coraz dalej i na coraz dłużej wędrować w świat. A będzie mi o tym codziennie przypominać brak dżemu wtartego w kanapę i szyby, przez które wszystko znowu będzie widać.
Będzie mi brakowało tego, że nie śpią. Tak, wiem że to dziwnie brzmi – jak może komuś brakować nieprzespanych nocy. One pewnie nie znikną – pojawią się nieprzespane noce, gdy one będą spóźniać się z imprezy. Będę tęsknić za co godzinnymi pobudkami, gdy rano będę przez pół godziny słuchać "zaaaraz", "jeszcze pięć minut","aaaaaaa, nie chcę...". A potem, gdy wrócę z pracy, zastanę ich drzemiących jak zombie na kanapie, w towarzystwie jakiegoś durnego serialu. Dwa zaślinione, charczące, nastoletnie trolle, zamiast dwóch słodkich, z oczami jak guziczki przytulaków. Argh.
I będę tęsknić za ich popołudniowymi drzemkami po obiedzie, tą chwilą na wszystko, co trzeba i czego nie trzeba zrobić.
Ze łzą w oku będę wspominać mikro ciuszki. Boję się bardziej od klaunów wielgachnych t-shirtów i koszul mojego syna, które kiedyś zagoszczą w moim koszu na brudną bieliznę. Cholernie nie lubię prasować, a będę prasować namioty cyrkowe, zamiast tych małych upierdliwych piżamek.
Wspólnego spania chyba będę żałować najbardziej. Kiedy już na dobre wyprowadzą się z mojego łóżka i nie będą rano przychodzić na azymut. Nie będę już miała okazji popatrzeć jak śpią, odetchnąć z ulgą, że są blisko, bezpieczne; że mogę je zawsze ochronić. Nie będę mogła.
Zrzędzenia wszystkich innych lepiej wiedzących rodziców. Tych "dobrych rad" i dziubdziania, którego teraz nie trawię. Dlaczego? To proste, to będzie prawdziwy sygnał, że nie mam już małych dzieci. No i znika kilka powodów do śmiechu.
Kuksańców, łaskotek i tarzania po podłodze. Znikną usprawiedliwienia od sprzątania, gotowania i pieczenia na rzecz układania puzzli. I te wszystkie powody by robić to, co chcemy tu i teraz, bez względu na resztę świata – przynajmniej nie za każdym razem. Już nie będzie można mówić, że one są jeszcze małe, nie rozumieją. Już nie będą chciały robić z siebie wariatów, nie daj Boże z bezwstydną matką. Co ludzie powiedzą?! Trzeba będzie się nimi zacząć przejmować.
A pewnego dnia nie znajdę już w torebce chrupek, klocków i laurki z królewną "na udany dzień", tylko (przy sprzyjających wiatrach) dostanę SMS-a. Wolę chrupkową miazgę w klawiaturze (czasem).
Będę cholernie za tym tęsknić. Choć teraz często nie mogę się tego doczekać ;)
PS: Idę zebrać zawartość wszystkiego, która wylądowała wszędzie, gdy pisałam. Za tym NIE będę tęsknić!
