O autorze
Kobieta fatalna. Matka. Nieprzewidywalna. Autorytatywna. Kulejąca perfekcjonistka. Niewykluczone, że jest też złą żoną. Przeklęta różnymi talentami, które przynoszą jej satysfakcję.
Femme fatale na Facebooku

Dlaczego "zmarnowałam" sobie życie rodząc dziecko przed 30-tką?

— Dziękuję (po raz kolejny), że utwierdziłaś mnie w przekonaniu, że nie chcę mieć dzieci. W sumie dobrze, że ich nie mam. — słyszę od znajomego w reakcji na moje zwyczajne skomlenie o dniu powszednim. Pierwsza myśl, dzieciatych nudziarzy chyba nie da się słuchać. Kolejna scena, rozmowa ze znajomymi, ciut młodsi ode mnie — Boże, w moim wieku ty już miałaś dziecko! — eeee... "w moim wieku" (?!), ludzie co z wami?


Teraz czuję się nie jak marudząca nudziara, ale jak twór prehistoryczny, kobieta z brodą z obwoźnego teatru osobliwości - choć różnią nas 2, 3 czy 4 lata... czasem jesteśmy rówieśnikami. Ale nie każdy jak ja "zmarnował" sobie życie dzieckiem przed trzydziestką.


Dlaczego "zmarnowałam" sobie życie rodząc dziecko przed trzydziestką (dwa razy!)? Ponieważ...

Pragnęłam dziecka

Wiem, że wykazałam się niezwykłym egoizmem, wyrachowaniem o biologicznej naturze. Pragnęłam dzieci. Nie kiedyś, teraz — i wtedy. Byłam gotowa na tyle, na ile ktoś dzieci nie mający mógł być. Czekałam i nie mogłam się doczekać. Zachłannie pożerałam wzrokiem ciężarne na ulicy, z duszą na ramieniu czekałam na wyniki kolejnych testów, z nadzieją w sercu czekałam, aż On się ucieszy.

Cieszę się, że ze wszystkich form egoizmu, ja wybrałam ten. Dojrzała samolubnica, która postanowiła się spełnić.

Wiem, że to nadal nie wyjaśnia ci, dlaczego "zmarnowałam" sobie życie. — Pragnęłam? W tym wieku?! — co ona może wiedzieć o życiu...

Nie ma "idealnego" momentu

W moim życiu były momentu dobre i idealne, żeby sprowadzić na świat dziecko. Lecz nie wiedzieć czemu Ono się wtedy nie chciało pojawić. Jak mawiała moja babcia — Chcesz Pana Boga rozśmieszyć? To coś sobie zaplanuj — i miała rację, oj miała. Zawsze jest jeszcze coś do zrobienia, coś do wygrania na życiowej loterii, zawsze mogło być inaczej. Życie to sztuka wyborów (dobrych i złych), to umiejętność — bardzo trudna — by żyć tu i teraz, a nie za chwilę. Za chwilę może już nie być.


Skończyłam jedne studia, byłam w trakcie drugich. Miałam męża, którego kochałam. A jednak wiele osób "dziecko" uważało za wariactwo. 25 lat i takie "zobowiązanie"?, pewnie wpadka — zdarza się, no trudno...

Nie miałam (i pewnie jeszcze długo mieć nie będę) domu, ani kredytu na kawalerkę, stałej pracy. Takie czasy — dziś też ich nie mam.

Wiem, że i teraz pewnie nie rozumiesz mojego wyboru. A bezpieczeństwo, pieniądze? Właśnie stąd się biorą rodziny na zasiłkach... o tym, pomyślałeś? Rozczaruję cię. Jesteś w błędzie. Niektórzy dokonują bardzo świadomych wyborów. Czy jesteś w stanie sobie wyobrazić, że można zrezygnować z pracy, o której inni mogą tylko marzyć — dla rodziny? Rodziny, której się jeszcze nie ma, ale chce się ją mieć? Że obserwując otaczający cię świat można nagle powiedzieć "nie chcę żyć jak oni", "Nie chcę istnieć bez celu". Kasa jest bardzo ważna, bez niej nie da się żyć, ale to nie prowadzi donikąd.

Niektóre kobiety, gdyby mogły posadziłyby by mężczyzn na grzędach w galerii jąder. Żeby można było dobrze wybrać. Pomacać, zmierzyć, przekalkulować. Jeszcze lepiej byłoby, gdyby każdy miał do ciała przytroczoną etykietkę: certyfikowany mąż, znak jakości, gwarancja Boga na wieczną miłość i 30-dniowy okres testowy. Muszą wiedzieć, przecież to decyzja na całe życie!

Nie da się tak. Jestem staromodna, wierzę w miłość, w ludzi, w to że dobro czyni dobro. Że warto czasem słono zapłacić za swoją uczciwość. Wiem, że nie ma większego szaleństwa w zakładaniu rodziny z mężczyzną, którego zna się kilka miesięcy, od tego które popełnia się znając Go 15 lat. Świat się zmienia, z nim ludzie. Są tylko ludzkie serca i wola. Jeśli spotkają się w tym samym miejscu, żadna gwarancja nie jest potrzebna. "Nic nie może przecież wiecznie trwać, co zesłał los trzeba będzie stracić. Nic nie może przecież wiecznie trwać, za miłość też przyjdzie kiedyś nam zapłacić" śpiewała Jantar — każda decyzja jest na "całe życie", jedyne co możemy robić, to dawać z siebie to, co najlepsze.

Ja spotkałam wtedy mojego "Jedynego". Chciałam założyć z Nim rodzinę. Chciałam z Nim "zmarnować" sobie życie, wiele razy. Czy dziś jestem najszczęśliwszą kobietą, żoną i kochanką? Nie. Ciągle szukam mojego szczęścia i mogę tylko wierzyć, że nie będę szukała sama. Czy zmieniłabym cokolwiek? Nie.

Jeśli cudzysłów w tytule mógłby dla was nie istnieć, nie zrozumiecie. Nie teraz. Ale życzę wam, żeby kiedyś to się zmieniło. Popełniłam w życiu wiele błędów — ba! czasem zastanawiam się jakim cudem w ogóle dożyłam dorosłości — ale jedyną rzeczą, której byłam i jestem pewna, której nigdy nie pożałuję, która jest silniejsza od wszystkiego, od każdej emocji, przygody czy góry jaką przyszło mi pokonać — jest macierzyństwo. Ani przez sekundę nie pomyślałam, że "marnuje" sobie życie — nawet, gdy czasem zatęsknię za wolnością.

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
0 0Syndrom końca wakacji daje wam w kość? Oto 5 taktyk na przetrwanie
0 0USG połówkowe jest najważniejszym badaniem w ciąży. Zobacz, czego możesz się dowiedzieć