Czy widzieli już Państwo zdjęcia noworodków w chwilę po ich wyjęciu z brzucha matczynego, autorstwa Christiana Berthelota? Co Państwo myślą o tej sesji?
REKLAMA
Oglądałam te zdjęcia już kilkanaście razy i wciąż, patrząc na nie, mam w głowie dwa słowa: "niesamowite" i "przegięcie". Nie wiem sama, które mocniej na mnie odddziałuje. Jedno jest pewne - to prawdziwa sztuka, bo wzbudza nawet w jednej (mojej skromnej) osobie tak kontrowersyjne emocje...
Ale wracając do zdjęć. Ja wiem, że dla każdej matki jej dziecko, nawet to dopiero co wyjęte czy wyszłe samodzielnie z łona jest piękne, ale... umówmy się. Obiektywnie rzecz biorąc to nie jest to ładny widok. Dziecko jest pomarszczone, umazane krwią i maziami płodowymi, Jego maleńka buzia jest wygięta w dziwnym grymasie, niczym nieszczęśnicy zrzuceni w piekielne odchłanie na Sądzie Ostatecznym Hansa Memlinga. A całe ich drobne ciałko jakby krzyczało: "Nie chcę wychodzić! Wsadźcie mnie tam z powrotem!" z jeszcze tętniącą, fioletową pępowiną.
Ale wracając do zdjęć. Ja wiem, że dla każdej matki jej dziecko, nawet to dopiero co wyjęte czy wyszłe samodzielnie z łona jest piękne, ale... umówmy się. Obiektywnie rzecz biorąc to nie jest to ładny widok. Dziecko jest pomarszczone, umazane krwią i maziami płodowymi, Jego maleńka buzia jest wygięta w dziwnym grymasie, niczym nieszczęśnicy zrzuceni w piekielne odchłanie na Sądzie Ostatecznym Hansa Memlinga. A całe ich drobne ciałko jakby krzyczało: "Nie chcę wychodzić! Wsadźcie mnie tam z powrotem!" z jeszcze tętniącą, fioletową pępowiną.
Mamy (ja też) podchodzą do tego w dość - ujmijmy to łagodnie - emocjonalny sposób. Niebywałe szczęście, endorfiny, oksytcoyna i wszystkie inne hormony zmieniają naszą percepcję. Ja sama pamiętam, że widząc po raz pierwszy moje dzieci po drugiej stronie brzucha, patrząc na nie nie mogłam powstrzymać łez szczęścia, wzruszenia w gardłe i - a jakże - zachwytu nad Nowym Życiem. A jednak, kiedy już się nieco ogarnęłam i w sobie zebrałam, to zachwyt przeszedł. No bo każdy, kto choć raz w życiu rodził dziecko (czy też był przy porodzie bezpośrednio) zna ten widok z autopsji i wie, że dzidziuś dopiero co urodzony w niczym nie przypomina słodkiego różowego bobasa z reklam. To NASZE oczy widzą je pięknym i jedynym w swoim rodzaju. W rzeczywistości noworodek bardziej przypomina zmniejszoną wersję staruszka z pomarszczoną buzią, leżącego bezbronnie w beciku niż rozkoszne maleństwo ze słodkimi usteczkami i rozczulającym uśmiechem.
Od lat temat narodzin był tematem bardzo prywatnym. Narodziny nowego człowieka są tyleż intymnym przeżyciem, co przede wszystkim bardzo fizjologicznmym procesem. To biologia - tak samo wypróżnianie się czy menstruacja. Tyle że przypisuje się mu duchową warstwę... Nie pokazujemy na wykreowanych sesjach artystycznych ostatnich chwil ludzkiego życie. Nie pokazujemy zdjęć ostatniego grymasu cierpienia osób w hospicjum, czy próby złapania ostatniego oddechu umierającego w wypadku samochodowym. Bo uważamy, że to nieludzkie, niehumanitarne. Bo takie zdjęcia wydają nam się drastyczne, zbyt mocno odzierające człowieka z jego prawa do prywatności. Pokazujące go w chwili największej słabości wobec zagadki natury jaką jest koniec życia, tu na ziemi. Chcemy, by śmierć byłą tą ostatnią chwilą należącą tylko do nas, ewentualnie do najbliższych, a nie by stała się tematem powszechnym....
Czym zatem sesja Christiana Berthelota różni się zatem od tych wyżej opisanych przeze mnie? Intelektualnie - niczym znaczącym... Dla mnie to takie samo odzieranie z intymności i tego czegoś, co nazywamy cudem narodzin. To trochę tak, jakby wrzucać na youtuba filmy z porodu. Tak, wiem, że są takie dostępne, ale są to filmy mające cel stricte instruktażowy - od choćby dla uczestników szkół rodzenia czy studentów medycyny.
Absolutnie nie krytykuję! Ba! Powiem więcej - na niektórych zdjęciach się nawet porządnie wzruszyłam, a generalnie oglądając te zdjęcia miałam przed oczami wspomnienia z moich dwóch porodów. Sztuka jest także po to, aby dawać do myślenia, szokować - nie tylko wzbudzać zachwyt. Zastanawiam się jedynie, czy takie projekty mają służyć czemuś więcej niż tylko przekazaniu artystycznych środków wyrazu... Odbiór zostawiam Państwu - zapewne każdy z Was z inna dawką emocji spojrzy na tę sesję.
Zdjęciom nie można odmówić jednego. Że przychodząc na ten świat wiemy, że od samego początku, że życie jest ciągłą walką. I ci mali wojownicy mają tę waleczność wypisaną na twarzach. Hawk!
Całą sesję mogą Pańswto obejrzeć pod TYM linkiem.
