REKLAMA
Od czegoś trzeba zacząć.
Gdy szukacie nowych perfum idziecie do perfumerii. Tam - buszujecie wśród wystawionych flakoników wąchając na prawo i lewo. Z kupowaniem wina w sklepie jest podobnie. Kłopot tylko taki, że nie ma próbek. Można oczywiście wyjść z całym kartonem butelek w nadziei, że choć jedna przypadnie nam do gustu. Ale to dość ryzykowne, przynajmniej pod względem finansowym.
Wybierając perfumy sprawdzamy oczywiście zachwalane nowości, ale najczęściej prosimy o wsparcie konsultantkę. „Kwiatowe”, „wieczorowe”, „sportowe” – takimi słowami opisujemy typ preferowanych zapachów i to, czego szukamy. Wyobraźcie sobie, że z winem też tak można.
Zakładam, że miałyście już w życiu do czynienia z winem i wiecie mniej więcej, czego się spodziewać. Myślę również, że popijając wino na imprezie czy też na kolacji ze znajomymi raczej nie miałyście głowy (i możliwości) żeby przeanalizować jego smak i zapisać w notesiku swoje wrażenia. Ale teraz jest okazja do zainwestowania w zgrabnego moleskine’a. I potrzeba chwili skupienia.
Musimy bowiem odpowiedzieć sobie na kilka pytań. Jakie lubię smaki – słodkie czy wytrawne? Czy wolę herbatę czy kawę, mocną czy słabą? Czy chętnie eksperymentuję z przyprawami i próbuję potraw z różnych krajów czy też wybieram prostotę? Po takim résumé pora na kartkę i długopis, z którymi nie będziecie rozstawać się podczas okazji, kiedy pijecie wino. Nie przyjmujcie się to żaden obciach. A może nawet zaintrygować jakiegoś fajnego faceta… Poświęćcie minutkę by zapisać swoje wrażenia. Nie silcie się przy tym na fachowy język, opiszcie po prostu, co czujecie. Czy wam odpowiada czy nie. Dlaczego. Zanotujcie również nazwę szczepu winogron, z którego zrobione jest wino oraz kraj i region, z którego pochodzi. Konkretny producent nie jest w tej chwili ważny. Nie bójcie się poprosić kelnera o butelkę czy zapytać barmana. Zróbcie zdjęcie etykiety.
Kiedy już zbierzecie kilka takich własnych recenzji, pora (najlepiej z wygadaną przyjaciółką)udać się do sklepu z winem. Ale nie do supermarketu a do małego sklepiku, w którym sprzedawca poświęci wam (mam nadzieję) kilka minut na rozmowę.
Jeśli zapyta o ulubione smaki to jesteśmy w domu! To znaczy, że zna się na winie, lubi swoją pracę i doskonale orientuje się w tym, co sprzedaje. Postara się wam pomóc. Tacy ludzie zdarzają się i adresy ich sklepów wkuwamy na pamięć bo będziemy je odwiedzać. Jeśli nie, pokażcie sprzedawcy swoje notatki. To podpowie mu, jakie są wasze preferencje. Nie dajcie się zbyć. Jeśli obsługująca was osoba zacznie używać zbyt fachowych określeń, nie bójcie się przerwać i poprosić o wyjaśnienie. A jeszcze lepiej przygotujcie się, że możecie usłyszeć o:
- winie starzonym w dębowej beczcie
- taninach w winie
- kwasowości wina
- winie starzonym w dębowej beczcie
- taninach w winie
- kwasowości wina
O co dokładnie chodzi? O tym niebawem…
