Fot. Justyna Kwiatkowska / Babie Wino / Archiwum Prywatne
Fot. Justyna Kwiatkowska / Babie Wino / Archiwum Prywatne Justyna Kwiatkowska

REKLAMA
Wino, kobieta i … nic. Tak można by określić relację, jaką większość z nas ma z winem. Świadomość wyboru sprowadza się najczęściej do odpowiedzi na pytanie: białe czy czerwone?
Dla mężczyzny zamawiającego, czy też sprzedającego ci wino to bardzo wygodna opcja. I dlatego wcale nie będzie chciał wyprowadzać cię z błogiej nieświadomości. Zostanie więc nadrabianie miną lub przerzucenie się na wodę (też zdrowo). Przesadzam?
Może trochę, ale przypomnijcie sobie – ile razy zdarzyło się, żeby facet zostawił wam wolną rękę w kwestii wyboru wina? Mężczyźni z góry zakładają, że wiedzą lepiej. I niestety, akurat na winnym poletku, często mają rację. Nie należy ich tak do końca za to ganić, bo przecież kobiety w literaturze czy też kinie najczęściej w pozycji półleżącej piją szampana lub w jakimś posh barze - wymyślne koktajle. Wina boimy się, nie rozumiejąc fachowych sformułowań na etykietkach, nie mając pojęcia o geografii miejsc, z których pochodzą, nie łapiąc egzaltacji niektórych opisów. Ale stop! Przecież facet też musiał się tego kiedyś nauczyć! Też był żółtodziobem podglądającym i podsłuchującym innych. I co? I dał radę, a czego nie wie, „dopowie” rezonem i pewnością siebie.
Pora więc wejść śmiałym krokiem do świata win. Ale na stopie, którą wkładamy w te drzwi mamy wygodne baleriny, nie szpilki, ani też nie znoszone trampki. Oznacza to absolutny zakaz „ochów” i „achów” oraz tłumaczenie z „winnego” języka na nasze. Prosto, ale nie prostacko. Zwięźle i na temat. Jasno, przejrzyście i praktycznie. Bez egzaltacji . Mam nadzieję, że lekko i z przymrużeniem oka, z dystansem do siebie i otaczającej rzeczywistości. I do własnej wiedzy, którą, przyznaję bez bicia, w dużej mierze zawdzięczam facetom. I która cały czas uzupełnia się i rozwija.
Potraktujmy wina jak ubrania. Jest absolutna klasyka i są sezonowe przeboje. Są vintage, do których z przyjemnością dokopią się wielbicielki mody retro, jest unisex dla tych, co wolą prostotę. Są takie, które ewidentnie stoją po męskiej stronie szafy, ale pożyczyłybyśmy je z przyjemnością. Jest też i haute couture, miejsca i nazwy, które trzeba znać, choć samych win być może nigdy nie będzie nam dane spróbować. Stanowczo sprzeciwiam się jednak podróbkom. Nie będzie barolo ani szampana za dychę. Będą za to, absolutnie świadome, propozycje „ekonomiczne”.
Krok po kroku, a raczej kropelka po kropelce, zbudujemy sobie praktyczną wiedzę. Czy będziecie ją rozszerzać i czy wino stanie się waszą pasją? Czas pokaże…