
Modne jest jadanie jarmużu, pstrykanie selfie na każdym kroku, bieganie w maratonach (albo pół- lub chociaż ćwierć-) i ćwiczenie z Chodakowską. Jesteś trendy, gdy nosisz ze sobą lunch boxy, czytasz e-booki i wrzucasz fotki na insta. Jak chcesz być cool, to absolutnie nie może ci na tym zależeć, musisz być nonkonformistą, mieć swój styl i najlepiej olewać wszystkich hejterów. Trudno przewidzieć, co za chwilę okaże się najbardziej pożądane i modne (ktoś coś mówił o skarpetach do sandałów, ale chyba żartował), więc uprzedzając wszystkich postanawiam zostać trendsetterką i ogłaszam nowy styl bycia - bycia życzliwym.
REKLAMA
Grudzień, dookoła choinki, aniołki i atmosfera przedświątecznych przygotowań. Z wielką walizą pędzę deptakiem na busa, mam tylko kilka minut na przesiadkę i dotarcie na przystanek z dworca, później muszę czekać ponad godzinę. Z nieba pada coś pomiędzy mżawką, a śniegiem, wiat wieje mi prosto w twarz, ale uparcie gnam przed siebie. Gdy już mam upragnione auto w zasięgu wzroku, urywa się rączka od walizki - no standard, nie może być zbyt łatwo. Zziajana, zmoknięta i nieco zmartwiona zepsutym bagażem docieram na miejsce, jakaś kobieta ładuje właśnie swoje torby do bagażnika. "Będzie jeszcze miejsce na jedną walizkę?" pytam zdyszana i uśmiecham się mimo wszystko, zadowolona ze swojego małego sukcesu biegowego. Kobieta rzuca od niechcenie "zmieści się", po czym zatrzaskuje mi drzwi bagażnika przed nosem i mija obdarzając pogardliwym spojrzeniem. Później siedzi przede mną w busie i przez całą podróż wertuje jedną z kościelnych gazet, ale chyba dla obrazków, bo o miłowaniu bliźniego nic nie wyczytała.
Podobne sytuacje z pewnością może wymienić każdy. Z pozoru niemające znaczenia, są strasznie wkurzające i zaczynam się zastanawiać, z czego wynika powszechny brak empatii, sympatii i życzliwości. Przecież to nic nie kosztuje, nawet wysilać się specjalnie nie trzeba. "Proszę, przepraszam, dziękuję" w codziennym słowniku, uśmiech w stronę sąsiada, przytrzymanie komuś windy, ustąpienie miejsca w tramwaju starszej osobie, podniesienie paczki chusteczek, która przypadkowo wypadła z torebki.
Pewnie gdyby istniała aplikacja przyznająca punkty za życzliwość i dobre uczynki bylibyśmy najsympatyczniejszym narodem na świecie. Powiedziałeś "dzień dobry" wchodząc do sklepu - pach! 5 punktów, 10 "lików" na fejsie i dwóch nowych obserwujących na instagramie. Pomogłeś sąsiadce wnieść zakupy na ostatnie piętro - pach! 10 punktów i bonus specjalny, odznaka super siatkarza (w końcu dźwigałeś siatki, nie sąsiadkę). Internet szaleje, a ludzie nie poznają swoich bliskich i znajomych; na ulicach, w sklepach, w pracy jest dziwnie miło, a Polska zyskuje kilka oczek w rankingu najprzyjemniejszych miejsc do zamieszkania. I jest pięknie, sympatycznie, bajkowo wręcz. Jesienna depresja omija nas szerokim łukiem, nie przeraża nas komunikacja miejska, w wiadomościach coraz więcej pozytywnych informacji, a w pracy aż chce się pracować. Ach... kto nam zabroni pomarzyć?
Idealny świat nie istnieje, ale życzliwość jak najbardziej, więc ogłaszam kindly fashion, czyli modę na bycie życzliwym! Bo to nasz stosunek do innych i zachowanie w codziennym życiu świadczą o tym, kim jesteśmy, a nie modne gadżety i stylowe ubrania. Poza tym życzliwość, tak jak dobro, powraca - może nie od razu, nie w tym samym momencie, ale wróci na pewno. Niech więc bycie życzliwym, niczym mała czarna i dżins, nigdy nie wychodzi z mody i stanie się nieodłącznym elementem Waszego stylu.
