Wiemy, kiedy zacząć uczyć dzieci angielskiego. Odpowiedź jest prosta i pięknie ilustrowana

Karolina Pałys
Dzieci zapamiętują więcej, niż nam się wydaje. To stwierdzenie warto mieć z tyłu głowy nie tylko wtedy, gdy w ich obecności wyrwie nam się brzydkie słowo. Ten mechanizm działa dokładnie tak samo w przypadku nauki nowego języka. Właśnie dlatego w materiały lingwistyczne dla maluchów naprawdę warto inwestować od najmłodszych lat.
Fot. Unsplash.com / Hannah Rodrigo
Oczywiście, nie chodzi o to, aby wyposażać dwulatka w podręczniki, zeszyty ćwiczeń i glosariusze. Na początek wystarczy ilustrowana książka, która atrakcyjnie i niemal niepostrzeżenie wprowadza dwujęzyczne treści.

Taką właśnie konstrukcję mają książki z serii “Franek, Frania i Felix”. I mimo że mowa tu o publikacji skierowanej do dzieci w wieku od kilku miesięcy do kilku lat, celowo nie używamy zdrobnienia:

— Jako obiekty, są to oczywiście “książeczki” dla maluchów. Jednak taki obiekt wywiera wpływ na dziecko: na jego poczucie estetyki, na ogólny rozwój, który może pobudzać lub też nie — tłumaczy Dorota Lipińska — jedna z autorek, która powołała Franka, Franię i Felixa do życia.

Nazwisk na okładkach jest łącznie trzy. Oprócz Doroty Lipińskiej, która literaturą dziecięcą zajmuje się już ponad 10 lat, serię tworzą Monika Ufel — lektorka i metodyk nauczania języka angielskiego, oraz Joanna Bartosik — znana ilustratorka.
W polsko-angielskim cyklu o Franku, Frani & Felixie dotychczas ukazały się dwie pozycje: "Ciało" i "Zwierzęta domowe"Materiały prasowe / Wydawnictwo Widnokrąg
KażdaIlość zdecydowanie przerodziła się w tym przypadku w jakość. Bo jeśli wydaje się wam, że stworzenie edukacyjnej i interesującej jednocześnie książki dla małych dzieci jest łatwe, jesteście w błędzie.

— Największym wyzwaniem związanym z książkami dla dzieci jest fakt, że trzeba je zrobić w sposób absolutnie przyjazny maluchowi, który najbardziej lubi to, co już zna, a jego możliwości interpretacyjne jako odbiorcy są niewielkie, i znaleźć w tym całkiem nowe pole ekspresji — tłumaczy autorka, dodając, że powtarzalność jest dla dzieci atrakcyjna:

— Zależało nam na stworzeniu charakterystycznego dla serii rytmu, tonalności, które dzieci będą czuły i odbierały jako znajome, otwierając nasze książki. Z drugiej jednak strony szukałyśmy atrakcyjnych tematów i nietuzinkowego sposobu ich ogrania na wielu poziomach – od możliwości i percepcji dziecka po najefektywniejszą z punktu widzenia nauki języka konstrukcję — przekonuje Dorota Lipińska.
Dorota Lipińska odpowiada za literacką stronę przedsięwzięcia pod tytułem: "Franek, Frania i Felix"Fot. Paulina Niemińska-Momot / Photofeelings
Właśnie to założenie było podstawą, na której opiera się metodyka serii. “Franek, Frania i Felix” to książki które, pomijając na moment warstwę edukacyjną, będą ciekawe dla dzieci ze względu na ich atrakcyjną formę (tzw. “kartonówek”, ze sztywnymi stronami) i piękne ilustracje Joanny Bartosik. — Wymyślając tę serię myślałyśmy o niej właśnie obrazami Joanny. Bardzo cenimy jej prace — dodaje Dorota Lipińska.
Joanna Bartosik - autorka ilustracji do książek z serii "Franek, Frania i Felix"Fot. materiały prasowe
Autorka dodaje, że książki pełnią szczególną rolę w pierwszych latach życia dziecka, pomagając kategoryzować świat i przypisywać znaczenie obiektom. — Jeśli dziecko uczy się słowa “pies”, to dobrze, żeby widziało różne psy, nie tylko, na przykład, jamniki — zauważa Dorota Lipińska. Idąc tym tropem, dobrze pokazać dzieciom, że “pies” równie dobrze może być określany jako “dog”.

Rodzicu, nie wstydź się czytać

“Franek, Frania i Felix” to, wbrew pozorom, książki przeznaczone tak samo dla dzieci, jak i dla rodziców. To właśnie zadaniem opiekuna jest bowiem wprowadzanie malucha w anglojęzyczny świat.
Przykładowe strony z książki "Franek, Frania i Felix. Zwierzęta domowe"Wydawnictwo Widnokrąg
Od razu zaznaczmy: potencjalnymi odbiorcami serii nie są jedynie lektorzy języka obcego i ich dzieci. Jak przekonuje druga z autorek, Monika Ufel, każdy rodzic może od najmłodszych lat życia dziecka uwrażliwiać je językowo:

— Najważniejsze to pokazać dziecku, że chcemy i potrafimy komunikować się w obcym języku, nawet jeśli nie mamy idealnej wymowy, to naprawdę warto próbować.Język angielski używany jest przez native speakerów, ale na świecie więcej jest przecież osób, które po prostu komunikują się w obcym języku. Naszym celem nie jest zrobić z dzieci małych Anglików, tylko wyposażyć je w język, który będzie im służył do komunikacji — przekonuje Monika Ufel.
Monika Ufel opracowała metodologię seriiFot. Paulina Niemińska-Momot / Photofeelings
Sporą pomocą dla co bardziej nieśmiałych językowo rodziców będą nagrania, które można odtworzyć skanując kod QR znajdujący się w każdej książce z serii. Możecie chcieć je przesłuchać, nawet jeśli w angielskim czujecie się względnie mocni. “Franek, Frania i Felix” w warstwie gramatycznej są bowiem nieco bardziej zaawansowane, niż moglibyście się spodziewać.

— Nasze książki mają konstrukcję zdaniową. To bardzo ważne, bo młodsze dzieci najczęściej uczy się jedynie słówek, pojedynczych wyrazów, ewentualnie piosenek, a tu mamy zdania w komunikacji — podkreśla Monika Ufel.

Zdaniem lektorki, dzieci, nawet te kilkuletnie są w stanie nie tylko powtórzyć, ale i zapamiętać całe zdanie, które mają szansę później wykorzystać . Pytanie, które zadaje sobie wielu rodziców, podejmujących tego typu dydaktyczny wysiłek brzmi: “Kiedy?”. Kiedy efekty wspólnego czytania po angielsku będą widoczne?

— To zależy od dziecka — komentuje Monika Ufel. Z jej praktyki wynika, że są dzieci, które od początku pamiętają i powtarzają wszystko, czego tylko się nauczą. Są też jednak dzieci, które potrzebują czasu, aby skumulować wiedzę.

— Możemy czytać książki tydzień za tygodniem i nie widzieć rezultatów. A potem przychodzi moment, kiedy nagle pojawia się przełom i dziecko zaczyna mówić — przekonuje autorka.
Przykładowe strony z książki "Franek, Frania & Felix. Ciało"Wydawnictwo Widnokrąg
To, że czytanie po angielsku zaprocentuje, jest pewne. Oczywiście, jeśli do “nauki” podejdziemy rzetelnie:

— Najważniejsza jest atmosfera. Do niczego nie zmuszamy. Dziecko musi być pozytywnie zainteresowane tym, co będzie się działo. Wybierzmy moment, gdy jesteśmy zrelaksowani, gotowi na zabawę. Posiłkujmy się ilustracjami — one potęgują rozumienie z kontekstu — zachęca Monika Ufel.

Jeśli chodzi o częstotliwość spotkań z Frankiem, Franią i Felixem — im częściej będziecie się widzieć, tym lepiej. — Ale tak, żeby się nie zmęczyć własnym towarzystwem — dodaje autorka. Raz, dwa razy w tygodniu wystarczy. Jeśli jednak dziecko chce — można wracać do tych lektur choćby codziennie.

Artykuł powstał we współpracy z Wydawnictwem Widnokrąg