
Większość kobiet w ciąży już na etapie przygotowań do porodu zadaje sobie pytanie, czy będzie w stanie wykarmić swoje dziecko piersią. I wbrew temu, co mogłoby się wydawać, odpowiedź wcale nie jest oczywista. Karmienie piersią zależy od wielu zmiennych: przebiegu porodu, stanu zdrowia matki i dziecka, budowy anatomicznej, sposobu ssania, hormonów, momentu uruchomienia laktacji, ale również od czegoś znacznie bardziej przyziemnego – dostępu do fachowej pomocy.
Bo choć karmienie piersią jest naturalnym sposobem żywienia niemowlęcia, nie oznacza to jeszcze, że zawsze przychodzi naturalnie. Czasem wszystko rzeczywiście układa się idealnie od pierwszych godzin.
Innym razem pierwsze tygodnie przypominają raczej walkę o każdą kolejną porcję mleka. I właśnie wtedy ogromne znaczenie ma to, gdzie kobieta mieszka, do jakiego szpitala trafiła i czy ma obok siebie kogoś, kto naprawdę wie, jak jej pomóc.
Mleka modyfikowanego w szpitalu reklamować nie można. Ale zakaz reklamy problemu nie rozwiązuje
Od 7 maja 2026 r. obowiązuje zmieniony standard organizacyjny opieki okołoporodowej. Jest w nim cały rozdział poświęcony opiece laktacyjnej.
Przepisy wprost zakazują placówkom opiekującym się kobietami w ciąży, po porodzie i noworodkami prowadzenia działań reklamowych i marketingowych dotyczących preparatów do początkowego żywienia niemowląt oraz przedmiotów służących do karmienia. Cel jest jasny: ograniczyć ryzyko przedwczesnej rezygnacji z karmienia piersią.
Nowy standard nie oznacza jednak – i to ważne – że personelowi nie wolno nawet zaproponować mleka modyfikowanego. Przepisy są bardziej precyzyjne.
Preparat do początkowego żywienia niemowląt może być podany na zlecenie lekarza, zgodnie z decyzją matki i po wcześniejszym przekazaniu jej informacji dotyczących takiego sposobu żywienia. Gdy karmienie piersią jest nieskuteczne, personel ma najpierw zdiagnozować problem i dążyć do nakarmienia dziecka mlekiem matki – bezpośrednio z piersi, a jeśli to niemożliwe, mlekiem odciągniętym.
W teorii brzmi to pięknie. W praktyce jednak jest jeszcze noworodek, który musi jeść. Jeżeli dziecko nie pobiera skutecznie mleka z piersi, pokarmu matki na danym etapie nie wystarcza albo sytuacja medyczna wymaga dokarmiania, trzeba znaleźć bezpieczny sposób jego żywienia.
Czasem będzie nim mleko matki podane w inny sposób, czasem mleko z banku, a czasem właśnie mieszanka. Sam fakt użycia mleka modyfikowanego nie jest więc żadną porażką i nie powinien być tak przedstawiany. Jednak często kobiety poddają się już na tym etapie i rezygnują z karmienia piersią.
Początkowo sytuacja wygląda jednak dobrze. Noworodek jest dokarmiany, jego stan się stabilizuje, kontrolowana jest masa ciała i w odpowiednim momencie matka z dzieckiem wychodzą ze szpitala.
Przy czym wcale nie musi to następować dopiero po odzyskaniu masy urodzeniowej – większość dzieci osiąga ją dopiero po kilku–kilkunastu dniach życia, niezależnie od tego, w jaki sposób są karmione (tak, twierdzenie, że dziecko szybciej przybiera na wadze dzięki podawaniu mleka modyfikowanego to mit. Bardziej znaczenie ma tutaj ilość pokarmu, a nie fakt wdrożenia mieszanki zastępczej).
Załóżmy jednak, że dziecko ładnie przybiera na wadze i jest zdrowe. Kobieta wraca więc do domu. Dziecko je. Tyle że mleko z piersi nadal nie płynie tak, jak się spodziewała, jest go niewiele albo maluch w dalszym ciągu nie potrafi skutecznie ssać. I właśnie w tym miejscu zaczyna się prawdziwy problem, czy może raczej walka – z własnym organizmem i ze skomplikowanym mechanizmem laktacji.
Karmienie piersią miało być proste. Czasami okazuje się pracą na pełen etat
W idealnym scenariuszu wszystko wygląda pięknie. Jest poród, pojawia się pokarm, dziecko chętnie łapie pierś i rozpoczyna się karmienie piersią, które bez większych komplikacji trwa przez kolejne miesiące. Tylko to niestety nie zawsze tak wygląda, a laktacja rządzi się swoimi prawami.
U jednej kobiety pokarm pojawi się szybko i będzie go dużo. U innej produkcja rozkręca się znacznie wolniej. Jeszcze inna ma mleko, ale dziecko nie potrafi go skutecznie pobrać. Czasem matce wydaje się, że pokarmu jest za mało, choć w rzeczywistości problem tkwi gdzie indziej. Opóźnione rozpoczęcie obfitszej produkcji mleka po porodzie jest zresztą dobrze opisanym zjawiskiem i w badaniach wcale nie występuje incydentalnie.
W takiej sytuacji naturalne wykarmienie dziecka może wymagać sporo pracy. Częstego przystawiania, sprawdzania techniki ssania, odciągania pokarmu, pobudzania piersi także wtedy, gdy mleka pojawia się zaledwie kilka mililitrów, a przede wszystkim konsekwencji.
Problem w tym, że świeżo upieczona matka raczej nie rodzi się razem z wiedzą o fizjologii laktacji – z resztą, trudno się dziwić. To wiedza specjalistyczna, która wymaga nie tylko znajomości ciała ludzkiego, ale również wielu procesów w nim zachodzących. Osoba niewykonująca zawodu medycznego musi więc zaczynać od zera i gromadzić wiedzę krok po kroku, a zrozumienie pewnych mechanizmów może zając miesiące, a nawet lata. Dlatego właśnie doradcy laktacyjni są potrzebni i poszukiwani, jednak o tym później.
Nie tylko wędzidełko. Za karmieniem stoją także hormony, stan matki i stres
Problemy z karmieniem piersią nie sprowadzają się do zbyt krótkiego czy ograniczającego ruch języka wędzidełka. To oczywiście jedna z rzeczy, które warto ocenić, jeśli dziecko ma trudności z prawidłowym uchwyceniem piersi i skutecznym ssaniem. Zresztą sam standard opieki okołoporodowej przewiduje ocenę jamy ustnej noworodka, w tym wędzidełka podjęzykowego. Nie każdy problem zaczyna się jednak w buzi dziecka.
Do wyprodukowania i wypływu mleka potrzebny jest cały mechanizm hormonalny. Jedną z głównych ról odgrywa prolaktyna, związana z produkcją pokarmu. Druga to oksytocyna, odpowiedzialna za odruch wypływu mleka. Ssanie piersi pobudza wydzielanie obu hormonów, przy czym sam odruch oksytocynowy jest na tyle wrażliwy, że wpływać mogą na niego również emocje i stres. Badania pokazały, że stres psychiczny może osłabiać pulsacyjne wydzielanie oksytocyny podczas karmienia.
Do tego dochodzi mechanizm znacznie prostszy: pierś musi dostawać informację, że mleko jest potrzebne. Regularne i skuteczne usuwanie pokarmu – poprzez ssanie dziecka albo odciąganie – pomaga utrzymywać produkcję. Jeśli mleko nie jest usuwane, organizm stopniowo ogranicza jego wytwarzanie. Dlatego w nowym standardzie znalazło się nawet zalecenie, aby we wczesnym okresie podejmować próby przystawiania noworodka do piersi do kilkunastu razy na dobę, a przy rozdzieleniu matki z dzieckiem zapewnić sprzęt umożliwiający skuteczne odciąganie mleka.
Oczywiście ważnymi czynnikami jest również stan ogólny matki (osłabienie, a która kobieta nie jest osłabiona po porodzie negatywnie wpływa na laktację), czy stres (stres to prawdziwy pogromca kobiecego mleka!). I nagle „po prostu przystaw dziecko do piersi” okazuje się radą mniej więcej tak użyteczną jak „po prostu śpij”, kiedy ktoś cierpi na bezsenność.
Pobudzenie laktacji może być prawdziwą walką. Wymaga nie tylko ogromnego samozaparcia, lecz także wiedzy: jak często stymulować piersi, czy dziecko rzeczywiście efektywnie ssie, kiedy potrzebne jest dokarmianie, jak je prowadzić, żeby jednocześnie nie rezygnować z pobudzania laktacji i wreszcie – kiedy problem przestaje być fizjologicznym początkiem karmienia, a zaczyna wymagać diagnostyki. Właśnie tutaj trudno przecenić rolę profesjonalnego wsparcia laktacyjnego.
Doradca laktacyjny czasem widzi problem, którego matka sama nie ma szans zobaczyć
Dobra konsultacja laktacyjna nie polega na powiedzeniu kobiecie, że „musi częściej przystawiać”. Specjalista może obejrzeć sposób, w jaki dziecko chwyta pierś, ocenić skuteczność ssania, anatomię jamy ustnej dziecka i piersi matki, pozycję podczas karmienia, problemy z brodawkami, sposób odciągania pokarmu czy dotychczasowy schemat dokarmiania. Na tej podstawie można stworzyć konkretny plan dalszego postępowania.
Certyfikowani Doradcy Laktacyjni są osobami wykonującymi zawody medyczne – lekarzami, położnymi lub pielęgniarkami – które zdobyły dodatkowe kwalifikacje w zakresie rozwiązywania problemów laktacyjnych.
Tutaj warto zwrócić uwagę na ważną zmianę z 2026 r. Dotychczas można było zasadnie narzekać, że specjalistyczna pomoc laktacyjna na oddziale zależy w dużej mierze od konkretnego szpitala. Nowy standard idzie dalej: położne mają zapewniać wsparcie laktacyjne przez całą dobę, stosownie do potrzeb kobiety, a położną na oddziale położniczym ma wspierać edukator do spraw laktacji. Przepis nie uzależnia tego obowiązku od stopnia referencyjności oddziału.
Nie oznacza to jednak, że w każdym szpitalu przy łóżku pacjentki pojawi się Certyfikowany Doradca Laktacyjny albo konsultant IBCLC. „Edukator do spraw laktacji”, CDL i IBCLC nie są określeniami tożsamymi.
Ponadto, wiele położnych ma nieaktualną wiedzę względem laktacji i nie jest w stanie skutecznie pomóc. Standard opieki okołoporodowej w tym zakresie jest więc tylko zbiorem pustych maksym, gdyż kobiety wsparcia laktacyjnego często nie otrzymują, a jeżeli otrzymują, nie jest ono wystarczające. Zwłaszcza w przypadku, gdy przychodzi lekarz z wypisem (zwykle dwie doby po porodzie) a mleko wciąż swobodnie nie płynie.
I znów wkraczamy w piękną teorię. Publiczny system zapewnia pomoc laktacyjną po wyjściu ze szpitala. Położna POZ podczas wizyt patronażowych ma oceniać laktację, technikę karmienia i skuteczność ssania, pomagać w rozwiązywaniu problemów i kontrolować sposób żywienia oraz przyrost masy ciała dziecka.
Pierwsza wizyta powinna odbyć się nie później niż 48 godzin po wyjściu matki i dziecka ze szpitala, a do drugiego miesiąca życia przewidziano 4–6 wizyt patronażowych. Jednak to nie rozwiązuje problemu. Położna ocenia stan dziecka, stan matki i może sporo doradzić, ale nie rozwiąże wszystkich problemów.
Zgodnie ze starą maksymą: jak ktoś jest od wszystkiego, to jest do niczego. I faktycznie tak jest – nie można specjalizować się we wszystkich dziedzinach, a skuteczna pomoc laktacyjna to wielkie wyzwanie, które wymaga nie tylko doświadczenia, ale również specjalistycznej wiedzy.
Czym innym jest bowiem ustawowo zapewniona porada położnej, a czym innym możliwość szybkiego skorzystania z osoby, która zajmuje się właśnie trudnymi przypadkami laktacyjnymi. Jeżeli kobieta potrzebuje dodatkowej prywatnej konsultacji CDL czy IBCLC, sama możliwość uzyskania porady od położnej POZ nie oznacza jeszcze, że taka specjalistyczna wizyta będzie finansowana przez NFZ, a więc za specjalistyczną wiedzę często trzeba płacić dodatkowo.
Doradca laktacyjny poszukiwany!
Koszty to tylko jedna strona medalu. Drugą jest brak dostępności profesjonalnego wsparcia w zakresie karmienia piersią. Aktualna baza Centrum Nauki o Laktacji obejmuje 1013 aktywnych Certyfikowanych Doradców Laktacyjnych w całej Polsce. To sporo, dopóki nie zaczniemy szukać kogoś konkretnego w konkretnej miejscowości, najlepiej jeszcze z możliwością wizyty w domu w najbliższych dniach.
W dużym mieście zwykle istnieje wybór. W małym mieście albo na wsi może się okazać, że najbliższa osoba z dodatkowymi kwalifikacjami przyjmuje kilkadziesiąt kilometrów dalej.
Dojazd z kilkudniowym noworodkiem nie zawsze jest realny, a prywatna wizyta domowa oznacza dodatkowy koszt, a czasem nawet nie ma takiej możliwości (urlopy, inne zajęcia, terminy w tym zakresie czasem potrafią być długie). I właśnie w tym miejscu można mówić o wykluczeniu laktacyjnym.
Dwie kobiety mogą mieć bardzo podobny problem, ale zupełnie inne szanse na jego rozwiązanie. Jedna mieszka w dużym mieście, ma obok poradnię laktacyjną, kilka specjalistek do wyboru i pieniądze na prywatną konsultację. Druga słyszy od najbliższej położnej, żeby „przystawiać częściej”, a specjalista przyjmuje w mieście wojewódzkim, oddalonym o 100 km od miejsca zamieszkania matki.
Pokarmu jest mało. Dziecko trzeba nakarmić. Mija kolejna doba. Kobieta coraz częściej sięga po mieszankę, coraz rzadziej stymuluje piersi i produkcja mleka otrzymuje coraz słabszy bodziec. Koło się zamyka. I w takiej sytuacji sam zakaz reklamy mleka modyfikowanego niewiele zmienia.
Czy to wina kobiety? Zdecydowanie nie. Jak już wcześniej wspomniano – laktacja to naprawdę skomplikowany proces, który trudno pojąć, zwłaszcza w krótkim czasie. Sama stymulacja to za mało, gdy wypływ lub produkcję mleka blokuje na przykład dodatkowy czynnik. Matka nie musi się na tym znać, tak jak doradca laktacyjny nie musi się znać na naprawie silników, a położna nie musi recytować inwokacji – specjalista w swojej dziedzinie zdobywa wiedzę latami i dzięki temu jest w stanie pomóc tam, gdzie internetowe porady się nie sprawdzą.
O karmienie piersią warto zawalczyć. Ale kobieta nie powinna walczyć sama
Światowa Organizacja Zdrowia zaleca wyłączne karmienie piersią przez pierwszych sześć miesięcy życia, a później kontynuowanie go wraz z rozszerzaniem diety do drugiego roku życia lub dłużej. Pokarm kobiecy dostarcza dziecku potrzebnych składników odżywczych i zawiera przeciwciała oraz inne substancje bioaktywne wspierające rozwijający się organizm. Jego skład nie jest też przez cały okres laktacji identyczny – zmienia się wraz z jej etapem.
To są bardzo dobre argumenty za promocją karmienia piersią. Ale promocja nie może kończyć się na przekazie: „pierś jest najlepsza”. Jeżeli rzeczywiście chcemy, żeby więcej kobiet karmiło, trzeba równie intensywnie promować wiedzę o tym, jak karmienie piersią uruchomić i jak ratować je wtedy, gdy nie idzie zgodnie z planem.
Kobieta, której dziecko po porodzie nie ssie skutecznie piersi, powinna już w szpitalu dostać konkretny plan działania. Jeżeli nie można efektywnie pracować z dzieckiem – trzeba pracować nad stymulacją piersi. Pokazać nie tylko, że istnieje laktator, ale również jak z niego korzystać. Jak często odciągać pokarm. Jak oceniać efekty. Kiedy szukać dalszej pomocy.
Tak, dobór laktatora również ma znaczenie. Źle dopasowany lejek potrafi zamienić każdą próbę pozyskania pokarmu w bolesne doświadczenie. A jeśli odciąganie kojarzy się przede wszystkim z bólem, trudno oczekiwać od kobiety, że przez wiele dni będzie sumiennie powtarzała tę czynność co kilka godzin.
Czy zdarzają się kobiety, które rzeczywiście nie są w stanie wyprodukować wystarczającej ilości mleka mimo prawidłowej stymulacji? Oczywiście. Pierwotna niewydolność laktacyjna istnieje i może mieć podłoże anatomiczne, hormonalne albo być związana m.in. z przebytymi zabiegami.
Sama medycyna nie zna jednak nawet precyzyjnej częstości wszystkich przypadków pierwotnie niewystarczającej produkcji mleka. Nie powinno się więc ani obiecywać każdej kobiecie, że „na pewno wykarmi”, ani uznawać po kilku trudnych dobach, że jej organizm po prostu nie produkuje pokarmu.
Kilka mililitrów odciągniętych w pierwszych dniach nie musi być wyrokiem. Opóźnione uruchomienie obfitszej laktacji istnieje, podobnie jak problemy ze skutecznym opróżnianiem piersi. Najpierw potrzebna jest więc fachowa ocena, a dopiero później wnioski.
Nowy standard opieki okołoporodowej zmierza właśnie w tę stronę i na papierze wygląda pod tym względem znacznie lepiej niż wcześniejsze rozwiązania. Prawdziwym sprawdzianem będzie jednak nie to, co wpisano do rozporządzenia, ale to, czy kobieta mieszkająca w dużym mieście i kobieta z niewielkiej miejscowości rzeczywiście dostaną podobną pomoc. Bo obecnie niestety, w tym zakresie idealnie nie jest.